Które szpitale będą w sieci? Placówki nie znają szczegółów rewolucji

30 Listopada 2016, 11:00

Za prawie pół roku szpitale mają zacząć działać w sieci, która ma zagwarantować podstawowe zabezpieczenie medyczne. Kto do niej wejdzie, a kto wypadnie. Być może jakiś oddział trzeba będzie zlikwidować. Tego nadal nie wiemy, bo ostateczne kryteria kwalifikacji nie są nadal znane.  – Czeka nas rewolucja, a my ciągle nie wiemy, kto w niej weźmie udział. Nie mamy danych strategicznych dla rozwoju szpitali – podkreślają dyrektorzy szpitali i samorządy, które nimi zarządzają.

Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł podkreśla, że w połowie przyszłego roku szpitale zaczną działać  w sieci. Jej wprowadzenie przewiduje  projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej. Ustawa nie trafiła jeszcze do prac parlamentarnych. Resort zdrowia dopiero analizuje uwagi zgłoszone do projektu w trakcie konsultacji społecznych.

Ryczałty zamiast płacenia za pojedyncze procedury

Ustawa o sieci szpitali wprowadza rewolucyjne zmiany dotyczące finansowania lecznic. Zgodnie z tym projektem szpitale mają otrzymywać 85 proc. ogółu środków w postaci ryczałtów(mówi się, że pod uwagę będzie brany kontakt z 2015 r.). Szpitale nie będą już mieć płacone za wykonane pojedyncze procedury  tylko dostaną ryczałt i będą musiały się nim tak rządzić, by wystarczyło.

- Obawiam się tego, że taki system sprawi, że najcięższe przypadki będą odsyłane do innych, bo ich leczenie jest najdroższe – opowiada dyrektor jednego ze szpitali w Warszawie. -  Wiadomo, że gdy szpital dostaje pulę pieniędzy to bardziej będzie mu się opłaca przyjmować pacjentki z ciążą fizjologiczną, bo ich leczenie jest tańsze, niż te z patologiczną, które wymagają intensywnej terapii noworodka i dodatkowych leków.

Dla jednych ryczałt, dla innych kontrakt

Jednak najbardziej dyrektorów szpitali niepokoją niejasne kryteria dotyczące tego, kto dostanie ryczałt, a kto będzie musiał ubiegać się o dużo mniejsze środki startując w konkursach ogłaszanych przez NFZ. Wiadomo, że nie wszyscy dostaną ryczałty. Na takie finansowanie nie będą mogły liczyć całe szpitale, ale tylko te profile (oddziały), które będą odpowiadać kategorii placówki. W tym celu ma być utworzony „system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (w skrócie PSZ). Ma zostać wyodrębnionych 6 poziomów szpitali: I, II, III stopnia, szpitale onkologiczne, pumunologiczne i pediatryczne oraz ogólnopolskie instytuty i szpitale kliniczne. PSZ ma objąć jedynie szpitale, które pracują „na ostro”, dlatego muszą mieć SOR i izbę przyjęć. Do poszczególnych poziomów przypisane będą określone profile. I te będą finansowane ryczałtem bez konkursu. Pozostałe będą się bić o kontrakt. W efekcie część oddziałów z danego szpitala nie będzie mieć kontraktu.

Zlikwidują oddziały, które nie wejdą do sieci?

Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor szpitala Bielańskiego w Warszawie ma nadzieję, że jej szpital znajdzie się w drugim poziomie. Wtedy może liczyć na to, że otrzyma ryczałt na internę, chirurgię ogólną, pediatrię i ginekologię z położnictwem. Jednak zostaną jej cztery, duże ważne oddziały – gastroenterologia, nefrologia, endokrynologia oraz chirurgia naczyniowa, te profile nie są przypisane do tego poziomu i by mieć pieniądze na ich działalność, będzie musiała stanąć do konkursu bez gwarancji, że otrzyma kontrakt.  – Nefrologia, zarówno oddział, jaki i przychodnia przynoszą starty – mówi Gałczyńska-Zych. - Niedochodowa jest też endokrynologia, ale szalenie potrzeba. W poprzednim systemie finansowania  wiedziałam, że na innych oddziałach zarobię na te deficytowe jednostki, teraz nie jestem tego pewna, bo mam przyjąć każdego pacjenta i zapłacić za jego leczenie z ryczałtu bez względu na to, czy to łatwy czy bardzo skomplikowany przypadek. Gdy płacono za procedury, mogłam liczyć na to, że za ciężkiego pacjenta dostanę więcej pieniędzy teraz będą musiała pokryć te koszty z ryczałtu.

Gałczyńska-Zych twierdzi, że wprowadzając sztywne, dość niejasne kryteria, które mają spełnić szpitale by wejść do sieci, nikt nie jest w stanie przewiedzieć, co zrobią dyrektorzy. Czy oddziały, które nie załapią się na ryczałt, zlikwidują, bo były niedochodowe czy jednak wezmą udział w konkursie.

Będzie mniej podmiotów, wydłużą się kolejki

Inna sprawa to zmiana wycen. Wiadomo, że dużo niższe będą stawki w kardiologii inwazyjnej i dializach, a to procedury ratujące życie. Tańsze mają być także operacje protezowania stawów biodrowych i kolanowych. - To spowoduje, że część podmiotów, zwłaszcza prywatnych,  wycofa się z rynku. A gigantyczne kolejki jeszcze się wydłużą – podkreśla jeden z szefów lecznicy. 

Dariusz Hajdukiewicz, dyrektor Biura Polityki Zdrowotnej w Warszawie liczy na to, że do sieci wejdą wszystkie miejskie szpitale. Większość zakwalifikuje się do pierwszej kategorii. Jego też niepokoi to w jaki sposób będą finansowane oddziały, które będą "wystawały" ponad przypisany poziom. W konkursie dla wszystkich jednostek, które nie załapią się do sieci, będzie do rozdania tylko 15 proc. środków. Zatem wiele oddziałów może mieć obniżony kontrakt lub wcale go nie dostać. I co wtedy?

- Jeśli nasze szpitale nie otrzymają wyższych kontraktów, to dotychczasowe, ogromne finansowe, które zainwestowaliśmy w sprzęt oraz remonty pójdą na marne – podkreśla Hajdukiewicz.

Innym problemem jest niezrozumiały dobór specjalizacji do trzech pierwszych kategorii - uprzywilejowana jest np. urologia kosztem neurologii. – Mam nadzieję, że kryteria przyporządkowania do sieci się zmienią – podkreśla jeden z dyrektorów. – Mam onkologię, ale zgodnie z wytycznymi, trzeba mieć zarejestrowane trzy oddziały, a ja mam dwa. Mógłbym zarejestrować trzeci, ale wtedy muszą dokupić trochę sprzętu i zatrudnić dodatkowe osoby. Tylko czy ja mam to teraz na wariata robić? Nie wiem, bo kryteria wejścia do sieci ciągle się zmieniają. To niepoważne, że robi się taką rewolucję, a pół roku wcześniej nie wiemy, kto, na jakich zasadach może wejść. Chciałbym już to wiedzieć, bo wtedy miałbym czas na to, by wypowiedzieć ludziom umowy o pracę, jak się okaże, że jakieś oddziały muszę jednak zamknąć.

Dyrektorzy boją się, że zmiany finansowania połączone z likwidacją NFZ zaplanowaną na początek 2018 roku, czyli zaledwie pół roku po wprowadzeniu sieci, spowodują ogromny chaos. – Nie wiem, jakie będę mieć pieniądze w ryczałcie? Nie wiem, które oddziały nie wejdą do sieci? Jak mam zatem zarządzać szpitalem? To niepoważne, że takie zmiany robi się bez żadnych analiz, jakie to skutki może mieć dla pacjentów. Według mnie to może pogorszyć dostęp do świadczeń. Do sieci mogą wejść tylko podmioty, które od dwóch lat mają kontrakt z NFZ, to znaczy, że wszystkie nowe jednostki, nie mają szansy na publiczne pieniądze? Nikt nie patrzy na to, że nowe szpitale mają o wiele lepsze warunki, spełniają wymagania sanitarno-epidemiologiczne, a stare szpitale często wymagają ogromnych nakładów inwestycyjnych.

Sieć – rewolucja czy parodia?

Tomasz Latos, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia (PiS) podkreśla, że jego najbardziej niepokoi fakt, że z w kolejnych projektach poszerzane są kryteria, a to znaczy, że do sieci będzie mogło wejść coraz więcej szpitali. Latos podkreśla, że tworzenie sieci miało dostosować szpitalnictwo do potrzeb zdrowotnych i demografii. Temu też miały służyć mapy potrzeb zdrowotnych, które pokazały, że w wielu dziedzinach np.: pediatrii, położnictwie i ginekologii mamy za dużo łóżek. - Obawiam się tego, że po kolejnych korektach wszystkie szpitale wejdą do sieci i w skutek tego niewiele się zmieni – mówi Latos. - Nie dojdzie do korekty, na którą liczyliśmy. Nie dojdzie do przeprofilowania szpitali, które jest konieczne.

- Żeby zrobić sieć, trzeba zlikwidować część szpitali. Mapy potrzeb zdrowotnych pokazały, że mamy oddziały, w których odbywa się jeden poród dziennie. Nie ma szans, żeby taki oddział zarobił na siebie. Nie są one także bezpieczne dla pacjentek.  Wszyscy wiedzą, że mamy za mało pieniędzy w systemie i personelu, dlatego trzeba zlikwidować część szpitali, by inne mogły funkcjonować. Tylko kto dwa lata przed wyborami samorządowymi będzie miał odwagę zlikwidować szpitale? Sieć, w której będą wszystkie placówki nie będzie rewolucją, a parodią.

Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz