Czy czeka nas „black out" w ratownictwie medycznym?

04 Stycznia 2017, 15:22

Nie będzie dodatkowych pieniędzy na ratownictwo medyczne. W roku 2017 nie ma co liczyć ani na zakupy sprzętu, ani tym bardziej na wzrost wynagrodzeń. W przyjmowanym właśnie budżecie państwa nie ma na ten cel dodatkowych środków. Ratownicy medyczni nie kryją rozżalenia na tę sytuację i zapowiadają wręcz „black out”.

Ratownicy medyczni od lat walczą o zmiany nie tylko jeśli chodzi o wysokość wynagrodzenia, ale też samą organizację systemu ratownictwa medycznego w Polsce. W ostatnich miesiącach spotkali się w tej sprawie nawet z premier Beatą Szydło. Teoretycznie ich starania miały przynieść pozytywny efekt. Ministerstwo pracuje nad ustawami o ratownictwie medycznym i dotyczącą wynagrodzeń. W tych przepisach miały zostać uwzględnione postulaty i wnioski ratowników. Tymczasem okazuje się, że na ewentualną poprawę swojej sytuacji ratownicy będą musieli czekać jeszcze co najmniej rok. W ustawie budżetowej na rok 2017 nie uwzględniono środków na dofinansowanie ratownictwa medycznego w Polsce. Nie ma też szans na podwyżki. 

W 2017 r. wzrost finansowania zaledwie o 25 mln zł

W budżecie na 2017 rok resort zdrowia przewidział wzrost nakładów na ratownictwo medyczne w wysokości jedynie 25 mln zł (cały budżet na ratownictwo wynosi 1,8 mld zł). Zdaniem ratowników są to zmiany kosmetyczne, które nie poprawią sytuacji w systemie. Dodatkowe nakłady zostaną przeznaczone na funkcjonowanie kolejnych karetek, szczególnie w tych regionach, gdzie stale przybywa zadań (np: wybrzeże z uwagi na dużą liczbę turystów).

- Od 2009 roku poziom finansowania ratownictwa medycznego nie zmienił się – wskazywał dziś na posiedzeniu senackiej Komisji Zdrowia Dariusz Mądraszewski, przewodniczący Krajowej Sekcji Pogotowia Ratunkowego Ratownictwa Medycznego. - Bieżący rok, będzie już 9. rokiem, w którym ratownictwo stoi w miejscu. A kosmetyczne zmiany w finansowaniu wynikają wyłącznie z tego, że jest coraz więcej karetek, bo przybywa zadań. Przewodniczący Krajowej Sekcji Pogotowia zwrócił także uwagę, że od 4 lat ratownictwo nie może korzystać ze środków unijnych. – Wcześniej dzięki tym środkom ratowaliśmy sytuację kupując sprzęt, karetki i rozbudowując infrastrukturę. 70 proc. tych potrzeb pokrywaliśmy z unijnych pieniędzy – wskazał.

Ratownicy odchodzą z zawodu

Ratowników boli także wysokość ich pensji. Wielu z nich odchodzi z zawodu i szuka pracy gdzie indziej – w policji, straży pożarnej i wojsku. - Tam praca jest często lżejsza, a zarobki lepsze – mówi Mądraszewski. Część z nich szuka też zatrudnienia za granicą. Ratownicy wskazują też na rosnącą dysproporcję między swoim wynagrodzeniem, a pensjami pielęgniarek. – W tej chwili ta dysproporcja wynosi 1,2 tys. zł – wskazuje Mądraszewski i dodaje, że zarówno ratownicy, jak i pielęgniarki maja bardzo podobne zadania i kompetencje. Dlatego taka różnica w zarobkach jest dla nich niezrozumiała. Obecnie w systemie ratownictwa na 1,5 tys. karetek, pracuje 8,5 tys. ratowników. To zdecydowanie za mało – uważa Dariusz Mądraszewski. – Jeżeli nowelizacja ustawy o państwowym ratownictwie medycznym wejdzie w życie, będzie potrzeba dodatkowo 5 tys. ratowników, a to nierealne. Chyba, że będą pracowali więcej niż na jeden etat jednocześnie. Ale są jeszcze przepisy prawa pracy – wskazuje.

Tymczasem prace nad ustawą o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia utknęły na etapie konsultacji. Chodzi o koszty podwyżek, którymi w większości zostałyby obciążone i tak już zadłużone placówki medyczne. Z tego powodu poważne wątpliwości do projektu ma Ministerstwo Finansów.

Pieniądze obiecała premier Szydło

- Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł walczył o zwiększenie finansowania w ratownictwie medycznym do samego końca prac nad budżetem – deklarowała dziś w Senacie wiceminister zdrowia Katarzyna Głowala i dodała, że podwyżki dla ratowników medycznych były priorytetem dla resortu zdrowia. To, że ze strony rządu padały deklaracje o podniesieniu pensji ratowników potwierdza również Dariusz Mądraszewski. – We wrześniu ubiegłego roku spotkaliśmy się z premier Beatą Szydło. Naszych postulatów wysłuchała z dużym zrozumieniem. Pokazaliśmy wtedy wyliczenia i przedstawiliśmy fakty. Wtedy usłyszeliśmy ze strony rządu deklaracje, że nastąpi zwiększenie finansowania w ratownictwie medycznym. Teraz dowiadujemy się, że takich pieniędzy w ogóle nie będzie – mówi szef Sekcji Krajowej Pogotowia. – W ciągu jednego roku nie jesteśmy w stanie pokryć zaległości z ostatnich 9 lat – odpowiada na ten zarzut wiceminister Głowala. W trakcie prac nad budżetem resort zdrowia wnioskował o dodatkowe 100 mln zł na ratownictwo medyczne. – Niestety nie udało się tych pieniędzy uzyskać z powodu trudnej sytuacji budżetowej.

Niedofinansowanie ratownictwa to problem społeczny

- Byliśmy spokojni, skoro podwyżki zagwarantowała nam sama premier Beata Szydło. Ale teraz kończy się nasza cierpliwość – deklaruje Dariusz Mądraszewski. Jak wygląda przyszłość w ratownictwie medycznym? Ratownicy nie wykluczają protestów, ale patrzą na ten problem nieco głębiej. – Nie chodzi tylko o ratowników. To jest problem społeczny. Możemy wkrótce stanąć przed sytuacją, w której nie będzie miał kto ratować ludzi – mówi. Co na to resort zdrowia? Na razie pracuje nad ustawą o minimalnych wynagrodzeniach. – Traktujemy tę ustawę jak małe zielone światełko na drodze do polepszenia sytuacji w systemie ratownictwa medycznego – zadeklarowała wiceminister Głowala.

Ratownicy medyczni to nie jedyna grupa zawodów medycznych, która walczy o podwyżki i poprawę warunków pracy. Zmian oczekują niemal wszyscy pracownicy ochrony zdrowia. Na razie gwarancję podwyżek mają tylko pielęgniarki. Reszta liczy, że protesty przyniosą w końcu oczekiwany efekt. 

Aleksandra Smolińska

Polecamy także:

  • O tym, ile chcą zarabiać pracownicy medyczni pisaliśmy tutaj
  • O tym, że MF ma wątpliwości do ustawy o płacach minimalnych pisaliśmy tutaj
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz