Rudnicka: mam wielkie obawy związane ze zdrowotną reformą rządu

16 Marca 2017, 12:59

O zmianach w ochronie zdrowia, które planuje rząd premier Beaty Szydło rozmawiamy z Jadwigą Rudnicką, posłanką I kadencji, od lat związaną z Prawem i Sprawiedliwością, byłą senator PiS. 

PZ: Od 1991 roku jest Pani związana zawodowo, społecznie i politycznie z służbą zdrowia. Przez 21 lat rozbudowywała Pani Centrum Onkologii w Gliwicach, była świadkiem transformacji polskiego systemu ochrony zdrowia. Jak ocenia Pani jego obecną, kolejną już reformę?

Jadwiga Rudnicka: Mam wielkie obawy związane z rządowym programem oraz możliwymi negatywnymi efektami realizacji niektórych propozycji. W tej sprawie już w sierpniu minionego roku napisałam list do Prezydenta RP Pana Andrzeja Dudy. Odpowiedział mi urzędnik Ministerstwa Zdrowia…

PZ: Jakie kwestie niepokoją Panią szczególnie?

Jadwiga Rudnicka: Powszechność opieki, a co z tym się wiąże sposób jej finansowania. Zmniejszenie wycen na niektóre usługi kardiologiczne. Przerzucenie na lekarza pierwszego kontaktu diagnozowania a także przedłużanie przez niego recept na leki długoterminowe zapisane przez specjalistę. Jest też sugestia, aby prolongowanie recepty było w gestii wykwalifikowanej pielęgniarki.

PZ: Publiczna debata zdominowana jest przez kwestię pieniędzy…

Jadwiga Rudnicka: Mamy tu dwa wątki – źródło finansowania służby zdrowia i sposób rozdziału tych środków pomiędzy poszczególnych uczestników systemu. Zapowiedź ministra zdrowa, że każdy będzie uprawniony do korzystania z publicznej służby zdrowia bez względu na formę zatrudnienia i rodzaj umowy uważam za zbyt daleko idącą. Oczywiście – każdemu należy się pomoc medyczna, także nieubezpieczonemu, ale na zasadzie wyjątku, czy ze składek opłacanych bezrobotnemu przez urząd pracy. Zwolnienie wszystkich obywateli od obowiązku ubezpieczana się może stworzyć patologię masowej pracy ,,na czarno”.

PZ: Źródłem mają być podatki.

Jadwiga Rudnicka: Tak, pojawiają się enigmatyczne propozycje finansowania służby zdrowia z podatków, ale dotąd z żadnej z instytucji, do których się zwróciłam nie otrzymałam jasnej odpowiedzi jak miałoby to wyglądać w praktyce. Jeśli podatek zwiększy się to mam obawy czy pracodawcy i pracownicy nie będą unikać jego płacenia, tym bardziej przy powszechności systemu. Ponadto może pojawić się społeczne niezadowolenie u płacących związane z faktem, że z ich pieniędzy opłacane będzie też leczenie osób nie dbających na co dzień o swoje zdrowie. Dla przykładu w Japonii składka zdrowotna każdego palacza wyższa jest z definicji o 3%. To świadome narażanie się na choroby.

PZ: Dyskusja o pieniądzach ma też drugie dno związane z sugerowanym przez Ministerstwo Zdrowia przeszacowaniem niektórych procedur, np. kardiologicznych. Reforma to próba urealnienia tych wycen.

Jadwiga Rudnicka: Uważam, że kontrakty kardiologiczne są pozornie zawyżone. W tym rachunku musimy uwzględniać nie tylko koszt pokrywany przez NFZ za wykonane zabiegi, ale wszystkie potencjalne wydatki, które budżet musiałby ponosić przy leczeniu objawowym. Osoby chore na serce nie są w pełni sprawne, nie mają komfortu normalnego funkcjonowania czy pracy. Natomiast nowoczesna kardiologia daje ogromne korzyści społeczne – przywraca chorym ich życie, a gospodarce pracownika.

PZ: To skąd te emocje i dyskusja?

Jadwiga Rudnicka: Około 30% zmniejszenie wycen na niektóre usługi kardiologiczne to cios m.in. w prywatne polsko-amerykańskie kliniki. Debata zdominowana wątkiem wysokości zarobków leczących w nich kardiochirurgów nie uwzględnia jednak jednego ważnego aspektu - to osoby prywatne a nie państwo  wydało pieniądze na utworzenie kilkudziesięciu placówek, ich wyposażenie i wyszkolenie kadr. Fakty są takie, że Polska jest w ostatnich latach w awangardzie zapobiegania chorobom krążenia - śmiertelność z powodu zawałów serca spadła prawie o 50%, a z powodu choroby wieńcowej o ok. 30%.  Licząc pieniądze pamiętajmy, że życie ludzkie jest bezcenne.

PZ: Co jeszcze stanowi ryzyko w proponowanych regulacjach?

Jadwiga Rudnicka: Moje obawy dotyczą też zmian w POZ. Chorzy oczekują obecnie w kilkumiesięcznych, a nawet kilkuletnich kolejkach do lekarza specjalisty. Z programu zmniejszenia kolejek wynika, że większość porad oraz badań będzie wykonywał lekarz pierwszego kontaktu. Rodzi to ryzyko niepoprawnej diagnozy, a w efekcie pogorszenia stanu zdrowia pacjentów. Trafne diagnozowanie i profilaktyka są kluczowe dla wskaźników wyleczalności. Najlepszym przykładem jest polska onkologia – mamy wspaniałych lekarzy, najnowszy sprzęt, a wyleczalność na poziomie 30-40%, bo chorzy trafiają już w momencie, gdy choroba jest zaawansowana i są przerzuty. I znów trzeba patrzeć na koszty leczenia w kontekście większego nacisku na wczesne wykrywanie, a nie drogie procedury leczenia zaawansowanych przypadków. Chcę mocno podkreślić, że nie jestem w opozycji do autorów tych zmian. Raczej wyrażam, głęboką troskę o pacjentów i rząd, który jest ich autorem.

Rozmawiała Lucyna Roszyk

Foto: Wikipedia

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

Przeładuj