Pacjenci pokładają olbrzymie nadzieje w ustawie wprowadzającej tzw. ratunkowy dostęp do technologii medycznych. Być może zyskają na niej ci, którzy stracili dostęp do leczenia po zlikwidowaniu tzw. chemii niestandardowej. Ale to nie znaczy, że koncepcja MZ nie budzi żadnych wątpliwości. Między innymi o tym mówi w rozmowie z nami Szymon Chrostowski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych. Dziś projektem zajmie się sejmowa Komisja Zdrowia.
Projekt ustawy o ratunkowym dostępie do technologii medycznych od początku wiązał się z wieloma zastrzeżeniami. Przede wszystkim budziła zdziwienie niska kwota – 10 milionów złotych – która miała być przeznaczona na realizację świadczeń w ramach tej ustawy. Niestety do tej pory nie znamy wielkości środków, które Ministerstwo Zdrowia zamierza przeznaczyć na ratowanie życia lub zdrowia pacjentów nie kwalifikujących się do programów lekowych – mówi Szymon Chrostowski.
Pacjent musi wyczerpać wszystkie inne możliwości leczenia
To, co nadal budzi największy niepokój pacjentów w aktualnym brzmieniu projektu ustawy, to fakt, że zasadniczym warunkiem uzyskania zgody na sfinansowanie leczenia w trybie ratunkowego dostępu, jest wyczerpanie wszystkich możliwych do zastosowania w danym wskazaniu technologii medycznych. Może to sprawić, że pacjent będzie musiał być poddany wszelkim opcjom terapeutycznym nawet w przypadku, gdy istnieje uzasadnione przekonanie, że nie będą one skuteczne lub będzie potwierdzony badaniami fakt najwyższej efektywności danej terapii w przypadku konkretnego chorego, tak jak jest to w leczeniu personalizowanym – wskazuje prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.
Ratunkowy dostęp do terapii wcale nie taki szybki
Zdaniem prezesa PKPO, inne wymagające zmiany rozwiązanie zaproponowane w projekcie ustawy o RDTM dotyczy zbyt długiego czasu na procedowania wniosku, co sprawia wrażenie, że mamy do czynienia nie z ratunkowym, a więc szybkim dostępem do terapii, ale z postępowaniem przypominającym wprowadzanie programu lekowego. Według obecnego projektu realny czas udostępnienia terapii to 4,5 miesiąca (14 dni – Ministerstwo Zdrowia, 30 dni – AOTMiT, 90 dni – podmiot odpowiedzialny). Może to oznaczać dla wielu chorych z nowotworem brak jakichkolwiek szans na przedłużenie czy ratowanie życia. Wydaje się zasadnym, aby całość procedury była kilkukrotnie krótsza. W ustawie brak jest także propozycji postępowania w przypadku braku zgody producenta na rozpatrzenie indywidualnego wniosku refundacyjnego, co może być częste, skoro procedura udostępnienia leku w ramach RDTM to dla firm de facto tworzenie programów lekowych dedykowanych pojedynczym pacjentom.
Leczenie tylko przez trzy miesiące
Jak zauważa Szymon Chrostowski, w obecnie zaproponowane brzmieniu projekt ustawy ogranicza też możliwość kontynuowania terapii ponad 3 cykle podania leku lub 3-miesięczny okres. Jest to postęp w stosunku do pierwotnej wersji projektu, który przewidywał wydawanie zgód na finansowanie terapii ratunkowej tylko na 1 miesiąc lub na jeden cykl leczenia. Nie mniej jest to nadal nie uzasadnione merytorycznie ograniczenie, którego wprowadzenie może skutkować przerwaniem skutecznego i bezpiecznego leczenia pacjenta, u którego leczenie ratunkowe przyniosło pozytywny efekt. Wprowadzenie tego ograniczenia mogłoby stanowić również naruszenie prawa nabytego do świadczenia zdrowotnego uzyskanego w ramach tzw. ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Ponadto będzie ono oznaczać konieczność wielokrotnego występowania o kolejne zgody, gdyby terapia miała trwać dłużej lub być powtarzana co najmniej w kilku cyklach. Szpital będzie mieć sporo papierkowej pracy - występowanie o opinię konsultanta, wypełnianie wniosku, wymagającego za każdym razem szczegółowego uzasadnienia. Z pewnością obciążenie szpitali dodatkową pracą o charakterze administracyjnym nie będzie sprzyjać korzystaniu z terapii ratunkowych, czego konsekwencje poniesie pacjent.
Pacjenci wciąż czekają na zmiany
Jak widać projekt ustawy o ratunkowym dostępie do technologii medycznych nadal wymaga zmian i choć wielu pacjentów czeka na wprowadzenie tego rozwiązania, umożliwiającego dostęp do pokrycia kosztów leczenia nierefundowanego, to w obecny kształcie nie gwarantowałoby ono dobrego funkcjonowania ustawy – podsumowuje Szymon Chrostowski.
Rozmawiała Aleksandra Smolińska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!