B.Małecka-Libera: Zdrowie publiczne to porażka tego rządu

07 Kwietnia 2017, 9:37

Jak realizowana jest ustawa o zdrowiu publicznym? Dlaczego Narodowy Program Zdrowia nie działa? Co dalej z opieką nad osobami starszymi? Czy wreszcie poprawi się sytuacja w psychiatrii i jak obecny Minister Zdrowia zamierza edukować społeczeństwo? Przy okazji obchodzonego dziś Światowego Dnia Zdrowia, rozmawiamy o tym z posłanką PO, Beatą Małecką-Liberą, byłą wiceminister zdrowia, autorką ustawy o zdrowiu publicznym.

PZ: Pieniądze na Narodowy Program Zdrowia w ubiegłym roku w ogromnej części pozostały niewykorzystane. W tym roku na Program rząd przeznaczył mniejszą kwotę. Czy tak wyobrażała sobie Pani realizację NPZ?

Beata Małecka-Libera: Pisząc ustawę o zdrowiu publicznym zupełnie inaczej wyobrażałam sobie jej realizację. Jest ustawa, jest program i są pieniądze. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wydawać je na określone wcześniej cele. Jest też Rada Zdrowia Publicznego. Miałam nadzieję, że zacznie wypracowywać pewne kierunki działania, ale tak się nie dzieje, mimo że eksperci, którzy tam pracują są zaangażowani i mają dobre chęci. Dziwię się też, że Minister Zdrowia odstąpił przewodnictwo w tej Radzie Ministerstwu Rodziny. Uważam, że tutaj powinien przewodniczyć Minister Zdrowia, bo tylko on wie w jaki sposób ta Rada powinna działać. Nie chodzi o zwykłe spotkania. Tam chodzi o podejmowanie decyzji.

PZ: Zdrowie publiczne miało być dziedziną międzyresortową. To chyba też się nie udało…

Beata Małecka-Libera: Najważniejsze cele, które sobie stawialiśmy, czyli właśnie takie, żeby zająć się zdrowiem publicznym w szerokim, międzyresortowym ujęciu, nie zostały osiągnięte. Wciąż nie ma też pełnomocnika do spraw zdrowia publicznego. Wiem, że pewną ułomnością ustawy jest to, że pełnomocnik może, ale nie musi być powołany, lecz gdyby rząd rozumiał znaczenie zdrowia publicznego, to pełnomocnika z pewnością by powołał.

PZ: Dlaczego Narodowy Program Zdrowia nie zadziałał zgodnie z oczekiwaniami?

Beata Małecka-Libera: Realizacja Narodowego Programu Zdrowia w ubiegłym roku była porażką rządu. Oczywiście próbowano tłumaczyć opinii publicznej, że to nasza wina, bo Program trzeba było poprawiać. Trwało to rok, a dopisano tylko jedno zadanie w postaci zdrowia prokreacyjnego. Konkursy dla realizatorów zostały rozpisane dopiero w listopadzie. Warunki umów były bardzo wygórowane, więc konkursy nie cieszyły się zbyt dużym zainteresowaniem. Wykorzystano tylko 6 mln. Ta kwota mówi sama za siebie i dokładnie pokazuje, że realizacja NPZ w ubiegłym roku na pewno nie była sukcesem.

PZ: Jest szansa, że w tym roku będzie lepiej?

Beata Małecka-Libera: Nowe programy na ten rok są znów bardzo rozdrobnione. Ja wyobrażam sobie to tak, że jeśli mamy jakiś cel strategiczny, to robimy narodowy program i tworzymy pewne standardy postępowania. I powielamy te standardy na różne województwa. Wtedy działania są spójne. Można też łatwo ocenić ich skuteczność. Ale jeśli ogłaszamy tysiące nowych programów, to kompletnie się to mija z celem. Nawet jeśli w tym roku wszystkie pieniądze przeznaczone na realizację NPZ zostaną wydane, to wydaje się, że kształt poszczególnych programów i ich rozdrobnienie spowoduje, że nie będzie żadnego efektu, a przecież w tym wszystkim chodzi właśnie o efekty. Niestety jest tak, że wszystko co zrobiliśmy za naszych rządów, nie jest po myśli obecnego Ministra Zdrowia. Tak się składa niestety, że wszystko jest dokładnie odwrotnie.

PZ: W takim razie sytuację może poprawi Urząd Zdrowia Publicznego?                                        

Beata Małecka-Libera: Skrytykowałabym ten projekt od początku do końca. Nie zrobię tego tylko z tego powodu, że nie jest to jeszcze wersja oficjalna i ostateczna. Jeżeli jednak Urząd Zdrowia Publicznego ma skupić wyłącznie dotychczasowe departamenty Ministerstwa Zdrowia i ma być podległy sekretarzowi stanu, to co to jest za zmiana? Według mnie to jest po prostu kolejny departament. Albo ktoś kompletnie nie rozumie idei zdrowia publicznego, albo nie chce jej zrozumieć.

PZ: Ale przynajmniej działa program wspierający prokreację. Ostatnio MZ postanowiło przeznaczyć na edukację wspierającą płodność, blisko 3 mln zł.

Beata Małecka-Libera: Rządowy program in vitro został zlikwidowany, a środki antykoncepcyjne są złe. Jedyna rzecz, która pozostaje, to metody naturalne. Pytanie tylko czy Minister Zdrowia zdaje sobie sprawę, że my żyjemy już w innej rzeczywistości. Blokowane są nowoczesne metody wspomagania dzietności i kompletnie kuleje strona edukacyjna, a od tego przecież powinno się zacząć. Edukacja, którą proponuje Minister Zdrowia to prehistoria.

PZ: Są też dobre wiadomości. Kardiolodzy informują, że resort zdrowia zgodził się dopisać kardiologię do wszystkich trzech poziomów w sieci szpitali.

Beata Małecka-Libera: Życzę kardiologom jak najlepiej, bo uważam, że to co robili w ostatnich latach zahamowało bardzo negatywne trendy w epidemiologii. Biorąc pod uwagę właśnie epidemiologię, to kardiologia nadal powinna być numerem jeden, a dopiero po niej onkologia. Do sieci wpisano pulmonologię i pediatrię. Oczywiście, że to są również bardzo ważne dziedziny, ale nie tak ważne w tej chwili pod względem zachorowalności, jak kardiologia.

PZ: Gorzej może być z geriatrią…

Beata Małecka-Libera: Byłam całym sercem za tym, żeby wpisać geriatrię do sieci szpitali, choćby z powodu starzejącego się społeczeństwa. Ale brakuje też spójnej koncepcji opieki nad osobami starszymi. Trzeba wreszcie stworzyć prawdziwą strategię tak, żeby osoby starsze wreszcie wiedziały co im się od państwa należy, a za co muszą zapłacić sami. To jest wtedy uczciwe postawienie sprawy. Program 75+ to według mnie kolejny skandal. Gdybym usłyszała w trakcie kampanii wyborczej, że niektóre osoby w niektórych schorzeniach dostaną wybrane leki, wszystko byłoby w porządku. Ale to co zrobiono, to zwykłe oszustwo. Przychodzą do mnie do biura starsze osoby i pokazują swoje recepty na leki, z których żadnego nie dostają za darmo. Mam ponad osiemdziesięcioletnią mamę, która leczy się na typowe w tym wieku schorzenia i ani jednego leku nie otrzymuje za darmo. Tak wygląda rządowy program w praktyce.

PZ: Nie poprawia się też sytuacja w psychiatrii. Na zmiany w tej dziedzinie czekamy już od lat. Plany są, gorzej chyba z realizacją?

Beata Małecka-Libera: To kolejny bardzo ważny temat. Zachorowalność na depresję czy schizofrenię wciąż rośnie. Nic w tej sprawie nie zrobiono. Zgadzam się z postulatami ekspertów w tej dziedzinie, że należy wprowadzić w psychiatrii opiekę środowiskową. Nie leczy się już w zamkniętych, dużych szpitalach, tylko w środowisku pacjenta. Wtedy efekty są najlepsze. Centra zdrowia publicznego wpisaliśmy przecież do ustawy. Miał być pilotaż, którego do tej pory nie ma. Postulaty psychiatrów nie są spełniane. Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego jest martwym zapisem. Nie wiem co będzie dalej z psychiatrią.

Rozmawiała Aleksandra Smolińska

Foto: Beata Małecka-Libera FB

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

A Wtorek, 18 Kwietnia 2017, 13:28
Z tego co pamiętam to p.Libera odpowiadała za ustawe o zdrowiu publicznym i chwaliła się, że to ogromny sukces.... i co? A zrzucanie winy na obecna władzę jest bezzasadne...
Kazimirson Piątek, 07 Kwietnia 2017, 12:02
taaak... a tamten rząd miał w zdrowiu same sukcesy.