Telemedycyna - blisko, coraz dalej?

21 Kwietnia 2017, 12:53

Czy nowe technologie to szansa na zwiększenie motywacji pacjentów do dbania o własne zdrowie? Jak telemedycyna ułatwia kontakty między lekarzami i pacjentami i usprawnia proces leczenia? Czy daleko nam jeszcze do światowych rozwiązań w tej dziedzinie? Miedzy innymi o tym rozmawiamy z dr n. med. Piotrem Soszyńskim, dyrektorem ds. medycznych, członkiem zarządu Medicover Polska.

PZ: Telemedycyna to nadal moda czy już stały trend?

Piotr Soszyński: Nawet już nie trend, a standard. Wśród słów, które od pewnego czasu są coraz częściej używane jest m-Health, czyli po polsku m-zdrowie. "M" jak "mobile" oznacza w tym kontekście zastosowanie w ochronie zdrowia mobilnych urządzeń elektronicznych (laptopów, iPadów, smartfonów itp.), a szczególnie aplikacji internetowych działających na tych urządzeniach. Upowszechnienie dostępności wspomnianego sprzętu i lawinowo rosnąca liczba aplikacji jest faktem, inną kwestią jest skala zastosowania tych rozwiązań przez świadczeniodawców.

PZ: Nie dotyczy to chyba placówek w prywatnym systemie ochrony zdrowia…

Piotr Soszyński: W naszym przypadku telemedycyna dziś to 35% wszystkich usług. Obecnie usługi telemedyczne stosowane są przede wszystkim przy najprostszych, podstawowych czynnościach. Zaczyna się od rejestracji na wizytę, czatach z lekarzami, pielęgniarkami, czy położnymi, wideokonferencji czy podstawowych porad przez telefon, np. dotyczących zażywania leków. To stwarza wielki komfort dla pacjenta w sytuacji, gdy po wizycie u specjalisty mamy jeszcze dodatkowe pytania, wątpliwości. Takie rozwiązanie przykładowo  sprawdziło się na początku tego roku, podczas masowych zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych – dzięki narzędziom telemedycznym zrealizowaliśmy wówczas w ciągu miesiąca ponad 20 tys. zdalnych konsultacji.

PZ: Jednak patrząc na sektor jako całość to Polska jest wśród 40% krajów UE, które nie mają wdrożonego narodowego systemu elektronicznych kont zdrowia.

Piotr Soszyński: To prawda. Do osiągnięcia sukcesu nie wystarczą same e-rozwiązania, potrzebne jest holistyczne podejście do sektora ochrony zdrowia, procesów organizacyjnych, regulacji prawnych oraz standardów gwarantujących interoperacyjność w ramach jednolitego systemu wymiany informacji. W praktyce niezwykle ważne jest zapewnienie ciągłości procesu opieki, po pierwsze poprzez dostęp do informacji medycznej i historii pacjenta (elektroniczna historia choroby), a po drugie poprzez zapewnienie pacjentom, w razie potrzeby, możliwości porad stacjonarnych w placówkach medycznych i łatwego dostępu do badań diagnostycznych w ramach tego samego, zintegrowanego systemu, czyli wielokanałowość obsługi.

Często jako barierę cyfryzacji zdrowia w Polsce wskazuje się jej wysoki koszt. A fakty są takie, że na projekty informatyczne w tym obszarze wydano w ostatnich latach zarówno ogromne środki publiczne jak i prywatne, czy unijne. A mimo to informacja o dostępności lekarzy, czy zamawianie wizyt on-line to póki co standard głównie prywatnych placówek. Szkoda, że dominuje optyka, która koncentruje się wyłącznie na kosztach a nie na korzyściach takiej zmiany.

PZ: Korzyściach rozumianych jako poprawa efektywności wydatków budżetowych na zdrowie?

Piotr Soszyński: To wąskie rozumienie. Kluczowe problemy pacjentów w Polsce to: kolejki do specjalistów, wysokie wydatki na zdrowie i utrudniony dostęp do informacji.  W praktyce telemedycyna eliminuje tysiące niepotrzebnych wizyt, na które pacjenci umawiają się tylko po to, by dopytać o dawkowanie leku, wyniki badań, czy upewnić się co do szczegółów zaleceń otrzymanych na wizycie u specjalisty.

E-technologie to niewątpliwie szansa na upodmiotowienie i zwiększenie motywacji pacjentów do dbania o własne zdrowie, ułatwienie kontaktów między lekarzami oraz lekarzami i pacjentami, a także na poprawę jakości opieki zdrowotnej. Rezultatem cyfryzacji zdrowia jest pojawienie się e-pacjenta, czyli kogoś kto chce skutecznie rozwiązać swoje problemy zdrowotne w sieci minimalizując czas oczekiwania i wydatki. Właśnie z takiej perspektywy powinien być kształtowany system ochrony zdrowia w Polsce. Telewizyty można zamówić niezależnie od miejsca zamieszkania – i to u najlepszego specjalisty. To też wielka szansa dla osób z chorobami przewlekłymi, gdyż one mają większe oczekiwania w stosunku do systemu ochrony zdrowia. Ci chorzy często są aktywnie zaangażowani w proces leczenia, czy wręcz podejmują się jego koordynacji. Telemedycyna pozwala im stać się partnerami w procesie leczenia. No i na koniec korzyści dla placówek – możliwość zatrudnienia lekarzy, którzy nie mogąc z różnych powodów być dostępni w przychodni mają szansę leczyć na odległość.

PZ: Jednak każdy przysłowiowy kij ma dwa końce…

Piotr Soszyński: Zastosowanie mobilnych urządzeń i aplikacji internetowych w powszechnej praktyce medycznej musi być poprzedzone stosownymi analizami oraz wprowadzeniem regulacji i ograniczeń mających na celu przede wszystkim bezpieczeństwo pacjentów, wysoką jakość opieki zdrowotnej, racjonalizację wydatków publicznych na ochronę zdrowia, ale też bezpieczeństwo prawne oraz dbałość o interesy placówek i pracowników medycznych. Wydaje się, że kluczowe dla rozwoju m-zdrowia jest postawienie granicy między urządzeniami i aplikacjami o udowodnionej użyteczności medycznej, które stanowią narzędzie profesjonalnej usługi medycznej i takimi, które należy uznać za gadżety mogące wspierać użytkowników w poprawianiu jakości ich życia, jednak nie są podmiotami leczniczymi i nie ponoszą odpowiedzialności za dostarczane świadczenia medyczne. Te pierwsze prawo musi traktować analogicznie jak leki i wyroby medyczne. Powinny one podlegać równie surowej procedurze rejestracji użyteczności medycznej, opartej na dowodach dostarczonych przez producentów lub dystrybutorów. Te drugie, często oferujące samodiagnozę i proste wskazówki , powinny być opatrzone odpowiednimi informacjami, szczególnie ostrzegającymi przed używaniem ich zamiast konsultacji z lekarzem. Przykładowo – obecnie w Medicover testujemy stetoskop z wziernikiem. Posiadanie go w przyszłości w domu pozwoli lekarzowi online na rzeczywiste badanie płuc, pracy serca itd. To drobne kroki w kierunku nowoczesnego modelu leczenia.   

PZ: Informacje dotyczące naszego zdrowia to jedne z najwrażliwszych danych osobowych. Jak je skutecznie zabezpieczyć?

Piotr Soszyński: Tak – bardzo ważnym aspektem m-zdrowia jest kwestia ochrony danych osobowych pacjentów i powiązanych z nimi sensytywnych danych medycznych. Każde rejestrowanie i przesyłanie danych dotyczących zdrowia konkretnych osób musi być obwarowane szczególnymi warunkami bezpieczeństwa przetwarzania. Przykładowo my mamy wdrożony system certyfikacji bezpieczeństwa informacji. Dla każdego świadczeniodawcy  wyciek danych to utrata reputacji i wartości firmy. I nie jest to niemożliwe – według różnych raportów służba zdrowia jest najczęstszym obiektem ataków hakerów.

PZ: Jednak te zagrożenia raczej nie są w stanie powstrzymać trwającej już rewolucji w leczeniu.

Piotr Soszyński: M-zdrowie to obszar nowych szans, ale także licznych wyzwań. Zarówno decydenci, jak i środowisko lekarskie nie powinno ani lekceważyć tego zjawiska, ani obojętnie patrzeć na rozwój. Potrzeba dziś aktywnej współpracy zarówno z producentami urządzeń, dostawcami rozwiązań technologicznych, jak i z organizatorami systemu ochrony zdrowia, aby z pożytkiem dla wszystkich wykorzystać ten nowy obszar możliwości. W technologiach zmieniających model leczenia  jedna kwestia jest kluczowa – przesunięcie opieki w stronę własnego domu, większe bezpieczeństwo dla pacjentów, jak i wysoką jakość i efektywność procesu leczenia.

Rozmawiała Lucyna Roszyk

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

Przeładuj