Rezydenci walczą o anestezjologów. Czy słusznie?

19 Maja 2017, 16:18

Ministerstwo zdrowia wprowadza zmiany w uznawalności egzaminów lekarskich. Anestezjolodzy, którzy do tej pory mogli zdawać część testową w ramach egzaminu europejskiego, teraz będą musieli zdać całość, żeby egzamin został uznany na poczet Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego. Ta zmiana nie podoba się rezydentom. Piszą w tej sprawie do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła.

Zgodnie z projektem MZ, wkrótce zniknie możliwość uznania części testowej europejskiego egzaminu dla anestezjologów na poczet PES. Żeby tak się stało, anestezjolodzy będą musieli zdać również część praktyczną. A to wiąże się także z dodatkowymi kosztami. Części ustnej europejskiego egzaminu nie można też zdawać w języku polskim.

MZ zamiast ułatwiać - utrudnia

- Zwracamy się do Pana z olbrzymią prośbą o zaniechanie zmian w sposobie uznawania europejskich egzaminów z anestezjologii – pisze do ministra zdrowia Damian Patecki wiceszef Porozumienia Rezydentów OZZL. - Zmuszenie lekarzy w trakcie specjalizacji do zdawania w całości albo europejskiego egzaminu albo polskiego uważamy za niekorzystną zmianę. Problemem jest fakt, że o ile pisemną część europejskiego egzaminu można zdawać w języku polskim, to część ustna jest dostępna dla zdających tylko i wyłącznie w językach obcych. Pomimo znajomości przez nas tychże języków, egzamin specjalizacyjny stanowi niezwykły stres i uważamy, że powinniśmy iść w kierunku ułatwień, a nie utrudnień – wskazują rezydenci.

Jak długo jeszcze kobiety w Polsce mają rodzić w bólach?

Rezydenci chcą zachowania wymienialności ustnego polskiego egzaminu specjalizacyjnego z egzaminem europejskim. - Uważamy, że we wszystkich dziedzinach lekarze powinni mieć możliwość zdawania również europejskich egzaminów. Traktujemy to jako sposobność do pokazania, że polscy lekarze są faktycznie najlepsi na świecie. Dzięki temu możliwe jest wzajemne porównywanie poziomów lekarzy w całej Europie – wskazuje Damian Patecki w liście do ministra zdrowia. Rezydenci zwracają też uwagę, że wprowadzane przez MZ zmiany nie powinny dotyczyć tych lekarzy, którzy już rozpoczęli specjalizację z myślą o zdawaniu europejskiego egzaminu na dotychczasowych zasadach.

- Obawiamy się, że planowane zmiany ograniczą dostępność Polek i Polaków do leczenia operacyjnego, którego sercem są specjaliści anestezjologii. Grozi nam również paraliż oddziałów intensywnej terapii spowodowany brakiem specjalistów. W świetle planowanego wzrostu odsetka znieczulanych porodów, bez anestezjologów będzie to niemożliwe. To właśnie niedobór lekarzy specjalistów oprócz braku należytego finansowania stanowią główny ogranicznik w tej kwestii. Jak długo jeszcze kobiety w Polsce mają rodzić w bólach? – pytają rezydenci ministra zdrowia.

Słuszne postulaty rezydentów?

Jak mówią osoby związane z ministerstwem zdrowia, europejskie egzaminy są od polskich łatwiejsze. Trudno też dokładnie zweryfikować ich jakość. Dlatego młodzi lekarze często korzystali z tej opcji i w ten sposób zapewniali sobie zaliczenie PES kosztem mniejszych nakładów pracy. Z tego punktu widzenia nowe regulacje ministerstwa zdrowia miałyby swoje uzasadnienie. Jak twierdzą nasi rozmówcy, lepiej byłoby gdyby wszyscy lekarze, którzy kształcą się w Polsce i tutaj zamierzają kontynuować karierę zawodową, również tutaj zdawali konieczne egzaminy. Wtedy mielibyśmy pewność, że ich wiedza została odpowiednio zweryfikowana - mówią. Problemem są w tej sytuacji lekarze, którzy są w tej chwili zapisani na europejskie egzaminy myśląc, że przepisy w tym zakresie zostaną utrzymane. Jeśli propozycja MZ wejdzie w życie przed wrześniem tego roku, to nikt już nie uzna tym lekarzom części egzaminu jako całości PES.  

Jak działa dialog z MZ

W ciągu ostatnich miesięcy do ministerstwa zdrowia, premier Beaty Szydło i prezesa Jarosława Kaczyńskiego trafiło mnóstwo listów i apeli od młodych lekarzy. Wygląda na to, że dialog ze środowiskiem, którym chwali się ministerstwo zdrowia, w tym przypadku nie działa. Do tej pory MZ nie spełniło postulatów rezydentów ani w kwestii zmian w kształceniu, podwyżki wynagrodzeń, ani poprawy warunków pracy. W ciągu ostatnich miesięcy rezydenci gościli w MZ zaledwie raz. Spotkanie, na które MZ zaprosiło rezydentów w maju, zostało odwołane. Desperację młodych lekarzy widać już  nawet w formie, w jakiej zwracają się do ministra K. Radziwiłła w ostatnim apelu dotyczącym uznawania kwalifikacji. - Szanowny Panie Ministrze, Panie Doktorze, postrzegamy Pana jako naszego starszego Kolegę, Mentora i Przyjaciela i dlatego ośmielamy się prosić o pomoc – czytamy w liście do Radziwiłła. Na to, żeby sprawdzić czy nowa taktyka przyniesie jakieś efekty, trzeba będzie poczekać.

Aleksandra Smolińska

Źródło: PR OZZL

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

4 komentarze

znafca Wtorek, 23 Maja 2017, 9:47
na miejscu doktorów zdałbym ustny po angielsku i wypisał się na własne żądanie z tego chorego kraju
Marek Poniedziałek, 22 Maja 2017, 16:52
W Polsce obowiazuje ustawa o jezyku polskim. Nie mozna wymagac egzaminu w j obcym.
lekwp Niedziela, 21 Maja 2017, 8:34
KATASTROFA !!!
Ten co sie nie zna Sobota, 20 Maja 2017, 7:18
Profesorowie zawsze udowadniali nam, że nic nie umiemy. Tak jest i w tym przypadku. W 2016 50%, to za dużo, trzeba im utrudnić życie, wymyślny coś zabawnego - pomyśleli.
Zdałem ten egzamin po 3 miesiącach nauki. Nie uważam aby był prostszy. Jest na pewno bardziej przystępny ale właśnie taka forma nie mieści sie w głowach naszych 'mentorów' jakiez to polskie..