Jak szpitale radzą sobie z podwyżką płac?

03 Sierpnia 2017, 11:30

Dokładnie dwa tygodnie temu Prezydent podpisał ustawę o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Dyrektorzy zostali zobligowani, żeby zapewnić stawki wynikające z ustawy. Muszą to zrobić z uwzględnieniem dyscypliny finansowej i bezpieczeństwa pacjentów, czyli bez ingerencji w jakość i zakres udzielanych świadczeń. Pytamy o to jak zamierzają poradzić sobie z nowymi regulacjami. 

Dyrektorzy już teraz obawiają się, że osiągniecie wynagrodzeń na wskazanym w nowym prawie poziomie będzie trudne, a sama ustawa nie jest odpowiedzią na postulaty środowiska i związków zawodowych.

Są szpitale, gdzie wskazane stawki wynagrodzeń są już osiągane

- Realizacja ustawy w ogóle nas nie dotknie, dlatego że minimalne wynagrodzenia, które zostały ustalone, docelowo na 2021 r. w naszym szpitalu są już osiągane. W 80 proc. są to kwoty nawet wyższe niż przewiduje nowe prawo. W naszej placówce sprawa dotyczy jedynie kilku magistrów pielęgniarstwa ze specjalizacją, ale jeśli włączę im dodatki 4 razy po 400 zł do wynagrodzenia zasadniczego to spełniamy ustawowe wskaźniki - mówi nam Regina Tokarz, dyrektor Szpitala Powiatowego w Zakopanem i dodaje - Wydaje się, że większość szpitali te minimalne wynagrodzenia, podobnie jak u nas ma już spełnione i nie ma co mówić o 2021 r., bo stawki na tamten rok są trochę poniżające.

W wynagrodzeniach w ochronie zdrowia potrzebny jest kompromis

Ustawę i uwzględnione w niej wskaźniki można uznać za wypełnienie kampanijnej obietnicy, nie zważając na to, że stawki, które dokument wskazuje nie są dla środowiska medycznego nawet w części zadowalające. Zamrożenie kwoty na sumę 3900 zł (przeciętne wynagrodzenie w 2015 r.) jest swego rodzaju wentylem bezpieczeństwa. Osiągnięcie docelowych stawek to i tak, jak wynika z ustawy sprawa na 2021 r., czyli następną kadencję, odpowiedzialność spada więc niejako na nowy lub nowy „stary” rząd. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych podkreślił, iż przyjęte wskaźniki nie były omawiane ze środowiskiem, w konsekwencji powstały stawki dobre dla resortu, nie dla zwodów medycznych. Dyrektorzy, z którymi udało nam się porozmawiać, przyznali że potrzeba dyskusji w tym względzie była bardzo duża. Zaproponowane stawki nie są odpowiedzią na postulaty chociażby lekarzy specjalistów. Zarządzający zwrócili uwagę także na projekt obywatelski. Stawki w nim uzgodnione znacznie odbiegały od tych zaproponowanych w projekcie rządowym i dla niedofinansowanego systemu były zbyt wygórowane. Wypłata ich byłaby niebezpieczna a wręcz niemożliwa dla szpitali, którym z czasem groziłaby likwidacja.

- Uważam, że ustawa dla pracowników zmieniła niewiele. Sensowniejszym byłoby wypracować stawki pośrodku, z uwzględnieniem koncepcji ministerstwa i zawodów medycznych, jednak jeśli wynagrodzenie zasadnicze ustali się wysokie to szpitalom groziłby upadek, tak więc jest to rozsądne. Należy także zwrócić uwagę, że zmienia się średnie wynagrodzenie. Teraz jest zamrożone na poziomie 3900 zł, a obecnie już wynosi ono prawie 4400 zł brutto - tłumaczy dyrektor Szpitala Powiatowego w Zakopanem.

Zasadnicza zasadniczą - mówmy o dodatkach

Zarządzający podkreślają, iż w ochronie zdrowia należy mówić o pełnym uposażeniu, a nie wyłącznie o samej pensji zasadniczej, na którą wszyscy się powołują mówiąc o podwyżkach. W zestawieniach płac z innych sektorów podaje się pełne wynagrodzenie brutto, tam nie funkcjonują dodatki, jakie istnieją w ochronie zdrowia. W tym trochę „zacofanym systemie” jak mantrę powtarza się wynagrodzenie zasadnicze, nie nazywając tego po imieniu, a to w niektórych przypadkach zaniża realny obraz wynagrodzeń.

- Trzeba także spojrzeć na dodatki. Przeciętne wynagrodzenie jest zupełnie inne niż minimalne. Obecnie zarobki wraz z dodatkami są większe niż podawane - przeciętne - informuje Regina Tokarz.

- Uważam, że czas by prezentować pełne wynagrodzenie, wraz z dodatkami - przyznała także Krystyna Zaleska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejski w Toruniu. 

„Z pustego i Salomon nie naleje”

Budżet na ochronę zdrowia jest mocno ograniczony, mimo drobnych korekt i prób zwiększania nakładów, dostępne środki nadal są niewystarczające. Nadchodzi „być albo nie być” dla systemu, który będzie musiał zadbać o bezpieczeństwo zdrowotne obywateli i domagające się podwyżek kadry, których na dodatek nie przybywa.

- Niestety uważam, że tych pieniędzy nie będzie, bo nie ma ich od dawna. Duży problem będą miały szpitale gdzie dominująca formą zatrudnienia jest umowa o pracę. Pieniądze na podwyżki idą na leczenie pacjentów, oczekujemy że ustawa ta to pierwszy krok, ale liczymy także na urealnienie tych stawek i ustalenie właściwych relacji między nimi - mówi dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu.

- Rozumiem, że brakuje pieniędzy, bardzo współczuje decydentom, ale przez ostanie osiem lat nie było podwyżek. Jeżeli nie będzie wzrostu wynagrodzeń, za 10 lat nie będzie też lekarzy. Żeby lekarz był wartościowy potrzeba 12 lat kształcenia i zdobywania doświadczenia - przekazuje nam Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.

Umowy cywilnoprawne gwarantują szpitalowi spokój?

- W naszym szpitalu pracownicy w większości zatrudnieni są na umowach cywilnoprawnych, więc w naszej placówce ustawa nie spowoduje zawirowań. Z racji, że się ukazała, żeby był jasny obraz wynagrodzeń pan pielęgniarek rozważam możliwość wprowadzenia tych dodatków do wynagrodzeń. Dobrze, że ustawa jest, ponieważ daje to możliwość porównania wynagrodzeń w swoim szpitalu do tych określonych minimalnych. Rewolucji jednak nie będzie. Podane stawki znacznie odbiegają od oczekiwań, dlatego należałoby je wypośrodkować choć dobrze, że od czegoś się zaczęło. Teraz należy pracować, by był to odpowiednik wykonywanej pracy, by nie były to zbyt niskie uposażenia - uważa Krystyna Zaleska.

Na podwyżki pieniędzy nie będzie

- Szpitale nie znajdą pieniędzy na stawki zaproponowane w ustawie. Zdaję sobie sprawę, że środki w systemie są ograniczone, nie jestem przeciwna podpisanemu aktowi, ale to też nie jest wyjście. Pracownicy czekają, związki zawodowe mają rozbudzone apetyty a poprzednie rządy nic nie robiły. Podwyżki wynikające z ustawy będą kosmetyczne, to nie jest to na co czeka specjalista. Jeśli będzie dużo lekarzy, możemy pozwolić sobie na takie płace, w tej chwili musimy dać zachęcającą cenę. Już obawiam się o protesty związków zawodowych. Jako dyrektor jestem za Panem Prezydentem, ale równocześnie popieram pracowników, dla których nigdy nie było pieniędzy - podsumowuje dyrektor Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.

Anna Grela

Polecamy także:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

fj Piątek, 04 Sierpnia 2017, 8:33
Przyznanie ustawowych podwyżek, nawet tak głodowych jak obecne bez ich sfinansowania musi odbić się na innych zakresach działania szpitala. Finansowanie ochrony zdrowia w Polsce jest na poziomie niespełna 5% PKB, zaś granicą bezpieczeństwa wg WHO jest 6,6%. Wieczne twierdzenia, że na zdrowie nie ma pieniedzy jest od ponad 20 lat najwiekszym kłamstwem rządzących, obojętnie z jakiej byli opcji. Pieniądze są w kraju na wszystko, ty;ko nie na to, a wprowadzene przez ministerstwo zdrowia "reformy" i wymogi kadrowe oraz sprzętowo -wyposażeniowe świadczą o załkowitym oderwaniu sie od obecnej rzeczywistości. Pora na dołożenie pieniędzy (można kupić mniej samolotów bojowych, zrezygnować z armii Macierewicza, przestać dopłacać do nierentownych kopalń itd a zacząć dbać o zdrowie społeczeństwa