Przedstawiamy drugą część wywiadu z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. Wyjaśnia w niej, jakie zmiany w rezydenturach są brane pod uwagę przez resort zdrowia.
Zmiany w finansowaniu mają dotyczyć też rezydentów. W MZ trwają prace nad nowelizacją ustawy o zawodzie lekarza. Co jest dyskutowane?
Konstanty Radziwiłł: Zacznijmy od tego, że sami rezydenci uważają za wadliwy system, w którym minister zdrowia jest jakby pracodawcą dwóch trzecich lekarzy kończących staż podyplomowy, bo tylu idących na specjalizację korzysta z rezydentury. Proszę zwrócić uwagę, że nie ma innego zawodu, w którym minister płaciłby absolwentom szkół. Warto więc przypomnieć, czemu służy rezydentura. Otóż, ma ona zachęcać lekarzy do specjalizowania się, ponieważ teoretycznie lekarz po stażu podyplomowym mógłby zacząć pracę jako niespecjalista.
Do specjalizacji jednak lekarzy już zachęcać nie trzeba. Przytłaczająca większość wie, że w obecnym systemie ochrony zdrowia bez specjalizacji nie mają przyszłości. Inaczej było np. dwie dekady temu, gdy część lekarzy poprzestawała na ukończeniu studiów.
Drugi cel rezydentury, przez wiele lat realizowany bardzo nieefektywnie, to zachęcanie do tych wybierania tych specjalizacji, które są potrzebne z punktu widzenia zdrowia publicznego.
W tych priorytetowych często są niewykorzystane miejsca.
Konstanty Radziwiłł: To jest wręcz regułą.
Trudno się dziwić, nawet jeśli dostaje się na nich przez kilka lat trochę więcej pieniędzy, to młodzi lekarze patrzą w dalszej perspektywie. A zarobki np. neonatologa, patomorfologa nie są wysokie, a na dodatek są ograniczone możliwości np. założenia własnego gabinetu.
Konstanty Radziwiłł: Niektóre specjalizacje są w taki czy inny sposób mniej atrakcyjne, nie chcę wchodzić tu szerzej w przyczyny, ponieważ poza przyszłą płacą jest wiele czynników, choćby obciążenie pracą, dyżury, różna specyfika pracy.
Obecnie różnica wynagrodzeń między specjalizacjami uznanymi za priorytetowe a zwykłymi, jest niewielka. Widać, że ta różnica nie skłania do wybierania tych specjalizacji, które są najbardziej potrzebne. Widocznie jest zbyt mała.
Trudno powiedzieć, jaka różnica zmotywuje lekarzy do wyboru specjalizacji, których w systemie najbardziej brakuje, ale nasze ostatnie propozycje dają taką nadzieję - proponujemy dodatkowo o 1200 zł miesięcznie więcej.
To może nie wystarczyć. Równocześnie powinno się zmienić wyceny części świadczeń, by w przyszłości wystarczały na wypłatę lepszych pensji lub w inny sposób to zabezpieczyć.
Konstanty Radziwiłł: Trudno sobie wyobrazić, żeby ceny świadczeń były znacznie wyższe ponad koszty. W ramach finansowania świadczeń udzielanych w publicznym systemie są też uwzględniane wynagrodzenia. A przynajmniej tak być powinno – niestety i tu mamy wieloletnie zaniedbania. Przed nami wielka praca wycenienia na nowo niemal wszystkich świadczeń opieki zdrowotnej. Część wycen wydaje się być niemal przypadkowa. Część świadczeń ma zaskakująco atrakcyjne ceny, inne wręcz przeciwnie. Na szczęście w niektórych zakresach problem udało się już przynajmniej częściowo rozwiązać.
Proszę jednak pamiętać, że od 1 października, wraz z wejściem w życie sieci szpitali, zmieniliśmy w ogóle podejście do finansowania opieki medycznej. Staramy się odchodzić od płacenia za pojedyncze procedury, a w to miejsce uruchomiliśmy ryczałtowe wynagrodzenia dla szpitali, które znalazły się w sieci.
Można motywować finansowo pozytywnie. Można i negatywnie. Część członków rządu chciałaby, by lekarz musiał odpracować studia lub oddać za nie pieniądze. Pan wspominał o wiele łagodniejszym rozwiązaniu – dodatkach dla rezydentów, które wymagałyby odpracowania.
Konstanty Radziwiłł: Rozważamy różne rozwiązania, ale żadna decyzja jeszcze nie zapadła. Rzeczywiście jednym z możliwych rozwiązań są dodatki dla rezydentów, rodzaj stypendium.
Jak miałyby one działać?
Konstanty Radziwiłł: Praca rezydentów mogłaby być finansowana przez placówki medyczne. Płaciłyby one za to, że lekarz u nich pracuje. A dodatkowo jeszcze za to, że się kształci i podnosi kwalifikacje, lekarz wybierający specjalizację szczególnie potrzebną dostawałby dodatek motywacyjny od ministra zdrowia. Jednym z rozważanych scenariuszy jest taki mechanizm, że gdyby lekarz wyjechał lub nie podjął pracy w zawodzie, te dodatkowe pieniądze musiałby zwrócić.
Czy ten dodatek dostaliby wszyscy w czasie specjalizacji?
Konstanty Radziwiłł: Moim zdaniem powinni go dostawać ci, którzy są najbardziej potrzebni w systemie. Teraz jest tak, że w priorytetowych specjalizacjach jest np. jeden chętny na 10 wolnych miejsc. Za to w innych, gdzie potrzeby są mniejsze lub wręcz są nadwyżki, wiele osób ubiega się o to samo miejsce. W tym drugim przypadku zachęty finansowe nie są potrzebne. Mamy ograniczone środki i musimy wydawać je jak najefektywniej.
Podsumowując: lekarzowi w czasie specjalizacji płaciłby szpital za pracę, a ministerstwo dodawałoby na zachętę pieniądze tylko tym, którzy są najbardziej potrzebni i gdzie chętnych brakuje?
Konstanty Radziwiłł: Tak, to byłoby dodatkowe finansowanie motywacyjne. Lekarz otrzymywałby wynagrodzenie za pracę w szpitalu, a dodatek wypłacany byłby za to, że wybrał specjalizację deficytową. Część lekarzy pracuje tak już teraz - robią specjalizację bez rezydentury. Inni, choć dostają pieniądze jako rezydenci, mają dodatkowe np. 1-1,5 tys. zł od szpitala. Tak jest zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie trudno znaleźć chętnych do pracy. Placówkom bardzo zależy na ściągnięciu kadr medycznych i są gotowi dopłacić do tego, co opłaca budżet.
Poza tym szpitale płacą rezydentom za dodatkowe dyżury.
W pensjach wypłacanych przez szpital obowiązywałaby ustawa o minimalnych płacach w ochronie zdrowia, przyjęta w tym roku?
Konstanty Radziwiłł: Oczywiście. Ona już obowiązuje i dotyczy też lekarzy bez specjalizacji.
Lekarze z dopłatą do pensji podpisywaliby „lojalki”?
Konstanty Radziwiłł: Nie ma jeszcze w tej sprawie decyzji, ale możliwe byłoby objęcie takiego dodatku umową zawieraną czy to między ministrem zdrowia a lekarzem, czy też między szpitalem i lekarzem. Lekarz musiałby odpracować te dodatkowe pieniądze w tym zakładzie pracy, w którym robił specjalizację lub ogólnie w polskim systemie ochrony zdrowia.
Czy szpitale dostawałyby dodatkowe pieniądze na te podstawowe wynagrodzenie, poza stypendium? W przeciwnym razie znów wzrosłyby im
Konstanty Radziwiłł: Jeszcze raz podkreślam: nic nie jest jeszcze przesądzone – wszystkie rozwiązania są tu na razie propozycjami.
Rozmawiała Aleksandra Kurowska
Polecamy także pierwszą część rozmowy z ministrem Konstantym Radziwiłłem
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!