Kolejki coraz dłuższe, a winna ustawa "za życiem" i represjonowani?

22 Listopada 2017, 9:51

W ostatnim czasie pojawiły się przykłady przesuwania wizyt u specjalistów w poradniach nawet o kilka lat. Placówki powołują się przy tym na poszerzenie grupy osób uprawnionych do świadczeń poza kolejnością. Chodzi o dzieci objęte programem za życiem oraz poszerzeniem grona kombatantów. Czy zjawisko zmian w czasie oczekiwania pacjentów rzeczywiście jest powszechne? A jeśli tak to czym spowodowane? 

Szacuje się, że samych działaczy opozycji z czasów PRL jest 100 tys. O prawo do świadczeń bez kolejki ubiegali się niedawno także inwalidzi z orzeczoną całkowitą niepełnosprawnością. Rodzice dzieci, których objęła  ustawa „Za życiem” wskazują, że do realizacji uprawnionych im świadczeń brakuje wspomnianych specjalistów. 

NFZ na „straży” kolejek

Centrala NFZ w przekazanym Polityce Zdrowotnej komentarzu uspokaja. - Pacjenci wpisani  na listy oczekujących w placówkach, które w wyniku nowych postępowań konkursowych utraciły kontrakt z NFZ mogą wpisać się na listę prowadzoną przez inna placówkę. O zakończeniu realizacji umowy pacjenci są informowani przez pracowników NFZ. Fundusz także ma za zadanie wskazać pacjentowi placówkę, w której dane świadczenie może zostać zrealizowane, informując o pierwszym wolnym terminie. Szpital, który nie ma już umowy z NFZ jest zobowiązany wydać pacjentowi oryginał skierowania oraz zaświadczenie o wpisaniu na listę oczekujących wraz z podaniem daty, kiedy chory się zgłosił. Dzięki temu pacjent nie trafia na koniec kolejki, nie rozpoczyna oczekiwania od początku - podkreśla Sylwia Wądrzyk p.o Dyrektora Biura Komunikacji Społecznej, Rzecznik Prasowy NFZ. I dodaje, że termin udzielenia świadczenia w nowym miejscu może oczywiście się zmienić, ale powinien być zbliżony do tego, jaki otrzymały osoby wpisujące się w danym okresie u poprzedniego świadczeniodawcy. To w teorii, w praktyce jednak osiągnięcie zbliżonego terminu jest wątpliwe. Napływ pacjentów z podmiotów spoza systemu może być dla sieciowych placówek problematyczny. Szpitale uskarżają się na braki kadrowe, które w codziennej działalności stają są coraz bardziej odczuwalne.

Zjawiska wydłużania się kolejek nie dostrzegają (lub nie chcą dostrzec) oddziały wojewódzkie Funduszu. Twierdzą, że zasadniczo czas oczekiwania nie uległ zmianie. Do oddziałów nie dochodzą także skargi, jakoby czas oczekiwania danego pacjenta był drastycznie dłuży niż jakiś czas temu. Na razie nie widać też wpływu sieci na kolejki. NFZ w większości oddziałów anektował umowy placówkom spoza sieci, do marca przyszłego roku. Gdy wygasną, a poradnia nie dostanie nowej umowy, pacjenci z tych kolejek będą musieli przepisać się gdzie indziej. 

Duże podmioty w zasadzie bez zmian

Zróżnicowanie w dostępie do świadczeń jest odczuwalne w poszczególnych województwach. Wynika to m.in. z ograniczonego dostępu do określonych specjalizacji. W specjalistycznych ośrodkach zlokalizowanych w dużych miastach mamy do czynienia z większym napływem pacjentów od lat.

-  Zmian w kolejkach nie ma - ani w jedną ani w drugą stronę. Trudno też mówić już po 6 tygodniach działania o skutkach sieci - mówi nam Jolanta Wołkowicz, rzecznik prasowa Górnośląskiego Centrum Medycznego  - Szpitala w Ochojcu. W dużych podmiotach, które z założenia przyjmują sporą liczbę pacjentów trudno na tak wczesnym etapie funkcjonowania sieci dostrzec znaczące zmiany na listach. Osób uprawnionych do korzystania  ze świadczeń poza kolejnością nie wydaje się być aż tak wielu - podkreśla.

Zmian na listach oczekujących nie widzą także pracownicy Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Hrubieszowie. O braku takich tendencji informuje również rzecznik Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

Ekstremalne sytuacje w pojedynczych podmiotach

Klika dni temu uwaga mediów została skierowana na jedną z wrocławskich poradni endokrynologicznych, gdzie wizyty pacjentów zaplanowane na 2020 r. zostały przesunięte o kolejne cztery lata. Dyrektor placówki uważa, że kolejki zwiększają się ponieważ przybywa pacjentów uprzywilejowanych. Osoby z tych grup nie potrzebują skierowania, ponadto powinny być przyjęte do lekarza w tym samym dniu lub do tygodnia od zgłoszenia. Problem przesuniętej wizyty dotknął ponad tysiąca osób w stabilnym stanie.

Przypomnijmy, że prawo do świadczeń poza kolejnością mają: Zasłużeni Honorowi Dawcy Krwi, Zasłużeni Dawcy Przeszczepów, Inwalidzi wojenni i wojskowi, Kombatanci oraz niektóre osoby represjonowane będące ofiarami represji wojennych i okresu powojennego, uprawnieni żołnierze lub pracownicy oraz weterani poszkodowani w zakresie leczenia urazów i chorób nabytych podczas wykonywania zadań poza granicami państwa. W ostatnim czasie do grona osób o szczególnych uprawnieniach dołączyły kobiety w ciąży i świadczeniobiorcy do 18 r. ż, u których stwierdzono ciężkie i nieodwracalne upośledzenia albo nieuleczalną chorobę zagrażającą życiu, które powstały w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu oraz działacze opozycji antykomunistycznej oraz osoby represjonowane z powodów politycznych.

Zawirowania dotknęły także jakiś czas temu oddział okulistyczny SPZOZ „Zdroje” w Szczecinie. Umowa na świadczenia zakończyła się tam z końcem września, tj. przed wejściem w życie „sieci szpitali”. Nowy konkurs rozstrzygnięto dopiero w  połowie listopada. Zachodniopomorski urząd marszałkowski skrytykował postępowanie NFZ i poinformował, że szpital zawiesił działalność oddziału a pacjenci nie będą przyjmowani do planowych zabiegów. Złożone oferty nie spełniły wymogów Funduszu. Jednak jak podkreśliła rzecznik placówki poradnie okulistyczne pracowały w tym czasie normalnie. Po przerwie oddział znów rozpoczął swoją działalność - placówka została ostatecznie wyłoniona w konkursie NFZ.

Kontrowersyjna rehabilitacja

Chwilowo ze świadczeń fizjoterapii ambulatoryjnej, nie mogli skorzystać pacjenci szpitala powiatowego w Chrzanowie. Jednak od 1 listopada Zakład Rehabilitacji znów może realizować swoje usługi. Podobnie tutaj - wszystko przez konkursy, z którymi nie zdążył NFZ. Rozłożone w czasie - nie pozwoliły na zapewnienie ciągłości świadczeń.

Stanu rehabilitacji w województwie łódzkim broni Anna Leder - rzecznika tamtejszego oddziału NFZ.

- Łódzki OW NFZ zapewnia dostęp do rehabilitacji na nie mniejszym poziomie niż w latach poprzednich. Dotyczy to zarówno rehabilitacji ambulatoryjnej, domowej, jak i stacjonarnej - informuje rzecznik. Aktualnie łódzki oddział Funduszu prowadzi kilkanaście postępowań uzupełniających w zakresie rehabilitacji.Znakomita większość pacjentów - jak szacujemy 8 na 9 - nie musiała zmieniać miejsca rehabilitacji, choć częściowo, w zakresie fizjoterapii, zmianie uległa lista placówek udzielających świadczeń w Łodzi. Bardzo sprawnie działa powiadamianie pacjentów o konieczności wyboru nowego miejsca udzielania świadczeń - tłumaczy nam rzecznik.

Zaćma i endoprotezoplastyka - jest nadzieja na mniejsze kolejki

NFZ na redukcję kolejek przeznaczył nieco ponad 760 mln. Środki te maja posłużyć zmniejszeniu kolejek w m.in. endoprotezoplastyce stawu biodrowego, zabiegach zaćmy, diagnostyce obrazowej oraz leczeniu WZW typu C, do którego jak się okazuje dostęp w wielu województwach jest zadawalający.

Rzeczniczka łódzkiego NFZ poinformowała nas, że za sprawą 14 mln zł na edoprotezoplastykę oraz 7 mln zł na operację zaćmy operuje się więcej chorych. - Z informacji, które przekazał mi Szpital im. Jonschera w Łodzi, pracownicy telefonują i zapraszają pacjentów na wcześniejszy zabieg. Szpital wykonuje 4 operacje endoprotezoplastyki dziennie - przekazuje Polityce Zdrowotnej Anna Leder. To zupełnie inna tendencja, niż ta z którą spotykamy się co dzień lub z którą mamy do czynienia w większości medialnych przekazów.

Obiecujące dane prezentuje także mazowiecki oddział NFZ. Dzięki otrzymanym środkom szacuje się, że dodatkowe pieniądze pozwolą wykonać ok. 1850 dodatkowych zabiegów w zakresie endoprotezoplastyki czy 5900 zabiegów zaćmy.

Anna Grela

Źródło: mat/pras

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

więzień PRL Środa, 22 Listopada 2017, 13:03
Co za tupet, żeby zwalać winę na represjonowanych. Nie jest ich 100 tysięcy, lecz przez dwa lata wydano legitymacje ledwie 3 tysiącom w całej Polsce! Wstyd.
adek1948@wp.pl Środa, 22 Listopada 2017, 11:14
Kto szacuje i na jakiej podstawie, że działaczy opozycji z czasów PRL jest 100 tysięcy???
Przestańcie nas traktować jak idiotów!
Bądźcie wreszcie być odpowiedzialni za własne informacje.
Pozdrawiam,
jeden z Waszych 100 tysięcy działaczy.