Patomorfologia: najwęższe gardło onkologii. Co zmienić?

06 Lutego 2018, 15:07

W polskim systemie ochrony zdrowia pracuje około 570 czynnych zawodowo patomorfologów. Zdecydowana większość z nich to osoby w wieku przedemerytalnym i emerytalnym. Chętnych do wykonywania tego zawodu niestety brakuje.  O pracy patomorfologów oraz ich sytuacji w systemie rozmawiamy z dr n. med. Joanną Szpor - kierownikiem Zakładu Diagnostyki Patomorfologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

PZ: Patomorfologia to niestety wciąż niechętnie wybierana specjalizacja. Dlaczego?

Joanna Szpor: Przyczyny są różne. Moim zdaniem najistotniejszą z nich jest fakt, że specjalizacja ta nie jest bezpośrednio związana z pacjentem. W swojej codziennej pracy patomorfolog najczęściej nie styka się z pacjentem lub kontakt ten jest ograniczony, a większość studentów medycyny swoją przyszłość zawodową wiąże ze specjalnościami, które ten kontakt umożliwiają.  Patomorfologia to specjalizacja wymagająca dużego zaangażowania i poświęcenia wiele czasu na naukę zarówno w trakcie szkolenia specjalizacyjnego, jak i w późniejszej pracy. Wiąże się również z dużą odpowiedzialnością, ponieważ rozpoznanie histopatologiczne często decyduje o losach pacjenta. Inną, bardziej prozaiczną przyczyną niechęci do tej specjalizacji jest brak na naszym rynku atrakcyjnych ofert pracy dla patomorfologów. Pomimo deficytu lekarzy tej specjalności znalezienie atrakcyjnej, dobrze płatnej pracy jest trudne. Większość  lekarzy pracuje w kilku placówkach, często kosztem życia prywatnego. To również zniechęca młodych do podjęcia decyzji o wyborze tej specjalizacji.

PZ: Patomorfolog na podstawie badań mikroskopowych tkanek diagnozuje chorobę, stąd jest to specjalista w zasadzie niezbędny do podjęcia właściwej terapii u wielu pacjentów. Dlaczego tę dziedzinę wciąż postrzega się przez pryzmat sekcji zwłok? Skąd to stereotypowe podejście?

Joanna Szpor: Z historii medycyny oraz mediów… korzenie patomorfologii ściśle związane są z wykonywaniem sekcji zwłok. Dopiero w wieku XIX, wraz z rozwojem mikroskopii, zrozumieniem patogenezy chorób i pojawieniem się skutecznych metod leczenia, pojawiała się potrzeba i możliwość wykonywania badań histologicznych tkanek pobranych od żywych pacjentów, co stanowi obecnie główne pole praktycznego zastosowania patomorfologii. Spowodowało to jednak, że patomorfologia stała się specjalizacją praktycznie niewidoczną, a w świadomości społecznej pozostał jej historyczny obraz.

Natomiast prasa codzienna, przy okazji różnych wypadków, informuje często, że to właśnie patomorfolodzy wykonują sekcje ofiar, podczas gdy jest to zasadniczo domena lekarzy medycyny sądowej. Podobną świadomość budują również seriale kryminalne. Przeciętny człowiek, jeśli w ogóle słyszał o patomorfologu, to kojarzy go z agentką Scully, serialem „Kości” lub innymi tego typu serialami.

Stereotypem irytującym patomorfologów jest też przekonanie, że patomorfolog „odczytuje” rozpoznanie pod mikroskopem, jakby komórki i zmienione chorobowo tkanki były opisane małymi literkami, które wystarczy pod mikroskopem odczytać. Pod mikroskopem patomorfolog interpretuje obraz mikroskopowy, wykonane oznaczenia immunohistochemiczne. Integruje ten obraz z danymi klinicznymi oraz obrazem makroskopowym i na podstawie wszystkich dostępnych danych, formułuje rozpoznanie patomorfologiczne. Jest to więc wynik interpretacji wielu różnorodnych danych. Pomimo rozwoju technologii i informatyzacji wielu dziedzin nie udało się dotychczas tej pracy zastąpić komputerem.

Istotne jest, aby zbudować w świadomości społecznej obraz patomorfologa, jako osoby, która na podstawie pobranego od pacjenta materiału tkankowego, stawia rozpoznanie oraz dostarcza kluczowych informacji o zaawansowaniu choroby, prognozie i możliwościach terapeutycznych.

PZ: Wzrasta liczba zachorowań na nowotwory. Rozwój onkologii bez patomorfologii i specjalistów w tym zakresie nie jest chyba możliwy?

Joanna Szpor: Z pewnością trudny. Współczesna diagnostyka patomorfologiczna wykorzystuje nie tylko ocenę makroskopową i mikroskopową tkanek chorobowo zmienionych, ale sięga też do metod histochemicznych, immunohistochemicznych, badania ultrastruktury oraz badań molekularnych. W dobie terapii celowanych, zwłaszcza badania immunohistochemiczne i molekularne stają się ważne. Dyscyplina ta na poziomie morfologicznym i molekularnym opisuje nowotwory, co wpływa na poznanie ich biologii oraz pozwala ocenić ich parametry predykcyjne i prognostyczne.

PZ: Mamy do czynienia z zatrważająco niską liczą aktywnych zawodowo patomorfologów, sporo z nich to osoby w wieku przedemerytalnym i emerytalnym. Co należy zrobić, by chętnych do wyboru tej specjalizacji było więcej? Czy w krajach Europy Zachodniej istnieje podobny problem?

Joanna Szpor: Zarówno zachęcenie młodych ludzi do wyboru tej specjalizacji, jak i zahamowanie odpływu czynnych zawodowo patomorfologów, czy to do innych specjalności czy też do pracy za granicą, wymagałoby moim zdaniem rozwiązań systemowych, a przede wszystkich zwiększenia nakładów na tę dziedzinę medycyny. Obecnie średnie wynagrodzenia etatowego specjalisty w szpitalu oscyluje w granicach od 3000 do 5000 zł brutto. Trzeba przy tym pamiętać, że patomorfolog nie dyżuruje. Młode pokolenie lekarzy nie chce pracować na dwóch etatach. Z drugiej strony praca obecnych specjalistów w kilku miejscach jednocześnie, ogranicza miejsca pracy dla młodych. I w ten sposób zamyka się błędne koło. Rozwiązanie proponowane przez poprzedniego Ministra Zdrowia, czyli ograniczenie pracy lekarzy do jednego etatu za godne wynagrodzenie, byłoby rozwiązaniem idealnym, ale w naszych realiach to utopia. W krajach Europy Zachodniej podobny problem również istnieje, choć deficyt patomorfologów nie jest tak duży. Tam niedobory uzupełniają w części polscy specjaliści, którzy są w tych krajach doceniani i odpowiednio wynagradzani. Wprowadzenie rozwiązań systemowych – zwiększenie nakładów, zmniejszenie obciążenia pracą, wprowadzenie w życie standardów zalecanych przez Polskie Towarzystwo Patomorfologów mogłoby sytuację w Polsce poprawić.

PZ: W grudniu ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł podpisał rozporządzanie w sprawie standardów organizacyjnych opieki zdrowotnej w dziedzinie patomorfologii, co reguluje dokument?

Joanna Szpor: Ten oczekiwany od lat dokument, reguluje kwestie organizacyjne. Jest to pierwsze tego rodzaju rozporządzenie. Patomorfologia funkcjonowała dotychczas w dużej mierze w sferze poza regulacjami prawnymi. Opierała się o wytyczne Polskiego Towarzystwa Patomorfologów, zwyczaje czy nawet osobiste opinie, często odmienne w różnych regionach kraju. Dokument ten sankcjonuje więc przede wszystkim prawnie zalecenia Polskiego Towarzystwa Patomorfologów, wskazuje jak powinien być zorganizowany zakład patomorfologii, jakie kwalifikacje powinni posiadać pracownicy, jak również reguluje jednoznacznie kwestie archiwizacji materiału i jego udostępniania oraz kontroli jakości.

PZ: Więcej miejsc rezydenckich w najbliższym naborze - zapotrzebowanie więc spore, ale czy zainteresowanie tą dziedziną wzrasta?

Joanna Szpor: Miejsc rezydenckich w patomorfologii nie brakuje od lat, ale moim zdaniem to nie wystarczy. W Katedrze Patomorfologii od dawna nie są wykorzystane wszystkie dostępne miejsca szkoleniowe. Oprócz wspomnianych wyżej rozwiązań systemowych, istnieje również potrzeba uświadomienia faktycznej roli patomorfologa w systemie opieki zdrowotnej.

PZ: Jakich zmian w systemie oczekuje środowisko patomorfologów?

Joanna Szpor: Trudno mówić o takich samych oczekiwaniach całego środowiska. Choć stanowimy nieliczną grupę zawodową, interesy w jej obrębie są różnorodne i zależą od miejsca pracy: lekarzy pracujących na etatach szpitalnych, w ramach indywidualnej praktyki czy w pracowniach prywatnych. Moim zdaniem, tak jak wcześniej wspomniałam, wprowadzenie rozwiązań systemowych – zwiększenie nakładów, zmniejszenie obciążenia pracą, wprowadzenie w życie standardów zalecanych przez Polskie Towarzystwo Patomorfologów, mogłoby sytuację poprawić. Ponadto patomorfologia powinna stać się widoczna w systemie zdrowotnym.  Obecnie dla większości szpitali jest ona tylko kosztem, który każdy zarządzający stara się ograniczać. Można by zaczerpnąć z rozwiązań funkcjonujących w Europie Zachodniej, czy krajach skandynawskich. Patomorfologia jest tam w dużej mierze scentralizowana, co pozwala z jednej strony ograniczyć koszty, a z drugiej stworzyć większy zespół specjalistów, którzy mogą specjalizować się w poszczególnych częściach patomorfologii. Dzięki temu poziom świadczonych usług jest zdecydowanie lepszy.

Rozmawiała Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz