Pośpiech i nadprodukcja prawa w Polsce? - ciekawy raport

28 Lutego 2018, 9:28 prawo

Toczące się równocześnie prace nad kilkoma nowelizacjami tych samych ustaw nie należą w ochronie zdrowia do rzadkości. Tymczasem legislacyjna machina przyspiesza. Jak wynika z nowego raportu, aż 74 proc. ustaw uchwalonych przez Sejm było zaakceptowane przez Senat bez jakichkolwiek poprawek, co jest rekordem od 1991 r. Liczba nowych przepisów jest taka, że czytanie ich zajęłoby 4 godziny każdego dnia. 

- Gdyby ktoś chciał czytać wszystkie przyjmowane w 2017 r. ustawy i rozporządzenia, musiałby na to poświęcić prawie cztery godziny każdego dnia roboczego. A gdyby chciał czytać te akty prawne razem z zawartymi w nich odniesieniami do innych aktów prawnych, powinien robić to (bez przerw na spanie czy jedzenie) przez… 62 lata - czytamy we wstępie raportu firmy . A i tak jak wynika z tego dokumentu, w zeszłym roku przeliczając na strony, ustaw i rozporządzeń było o 15 proc. mniej niż w 2016. Zaledwie... 27118 stron maszynopisu.

Produkcja przepisów - jak wynika z raportu - jest mimo tego spadku nadal o 1/4 wyższa, niż kiedy Polska wchodziła do UE i musiała dostosować swoje prawodawstwo do unijnego. - Wyhamowanie legislacyjnej maszyny oznacza, że przedsiębiorcy mogli mniej czasu poświęcać biurokracji, a więcej na planowanie rozwoju swoich firm - słusznie zwraca uwagę Grant Thornton. To samo można by powiedzieć o placówkach medycznych, także publicznych. 

Ekspresowe tempo w Sejmie i Senacie

Uchwalenie ustawy przez Parlament zajmuje średnio 106 dni. Senat nie zgłaszał jakiekolwiek poprawek do aż 74 proc. uchwalonych ustaw. To najwyższy wynik ze wszystkich lat objętych badaniem, a z dużym prawdopodobieństwem również najwyższy wynik od przywrócenia Senatu w 1991 r.
- Jeśli weźmie się pod uwagę obecne zawrotne tempo prac nad ustawami w Sejmie, wydaje się mało prawdopodobne, że brak uwag Senatu do projektów ustaw wynika z faktu, że jakość prawna i merytoryczna tych projektów w ostatnim czasie tak mocno się poprawiła. Wydaje się, że wynika to raczej z coraz większego pośpiechu w procesie legislacyjnym - czytamy w raporcie. 

A. Duda dwa razy szybszy niż L. Kaczyński

W 2017 r. przyjęte przez Sejm i Senat ustawy czekały średnio 12 dni na podpis Prezydenta Andrzeja Dudy, czyli tylko o jeden dzień więcej niż przed rokiem i na zbliżonym poziomie do czasu, jakiego potrzebował Bronisław Komorowski.

- Dla porównania, w 2000 i 2005 r., czyli za kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego, Prezydenci potrzebowali średnio dwukrotnie więcej czasu na zapoznanie się z ustawą, zanim złożyli pod nią swój podpis - czytamy w raporcie. 

Pseudokonsultacje

Rządowe konsultacje publiczne projektów ustaw nie są w pełni transparentne. Formalności dochowane są tylko dla nielicznych projektów - piszą autorzy raportu. 

W bazie RCL aż 28 proc. rządowych projektów ustaw z lat 2014-17 ma zupełnie pustą zakładkę dotyczącą konsultacji. Dodatkowo, w przypadku aż 61 proc. projektów ustaw dokumentacja z konsultacji kończy się na opublikowaniu nadesłanych opinii, natomiast nie zawiera ona żadnych odpowiedzi na te opinie, ani raportu z przeprowadzenia konsultacji.

Są i pozytywy

Jako korzystne można jednak wskazać to, że obecny rząd nie ucieka całkiem od konsultacji, poprzez projekty poselskie i senackie. Praktyka ta umożliwiała bowiem skrócenie prac nad projektem, ponieważ w ramach ścieżki poselskiej czy senackiej nie istnieją wytyczne dotyczące konieczności uzgadniania treści projektu z innymi ministerstwami ani prowadzenia konsultacji publicznych.

W 2015 r. odsetek procedowanych w ten sposób ustaw wzrósł do rekordowych 41 proc. z 19 proc. w 2005 r. W 2016 r. trend zaczął się odwracać – odsetek ustaw poselskich i senackich obniżył się do 23 proc., co sugerowało, że zjawisko omijania konsultacji zaczyna tracić na natężeniu. W 2017 r. ten pozytywny trend został podtrzymany – jedynie 15 proc. uchwalonych ustaw miało za sobą ścieżkę poselską lub senacką. 

Cały raport dostępny jest tutaj

AK

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Gierku-wróć Środa, 07 Marca 2018, 14:38
Jedyny ratunek - odchudzenie administracji o 70%. Na razie wszyscy chcą pokazać, jak bardzo są potrzebni i tworzą tony nikomu niepotrzebnych przepisów.