Gigantyczne różnice cen to mit? Jak zmieniają się wydatki na leki przy tańszych zamiennikach?

16 Marca 2018, 15:10 Leki

Niedawno na konferencji prasowej mówiono, że leki biopodobne i generyczne są tańsze o kilkadziesiąt procent, nawet 60 i więcej, niż oryginalne. Zdarzają się nawet postulaty, by z automatu wszystkich chorych przestawiać na tańszy zamiennik w imię oszczędności. Wyliczenie ewentualnego zysku nie jest jednak tak proste jakby się pobieżnie wydawało. Nie wystarczy zestawić dwóch cen. Dlaczego?

Instrumenty dzielenie ryzyka

Zacznijmy od tego, że przy drogich terapiach np. lekach biologicznych, cena widniejąca jako urzędowa może znacznie różnić się od tego, ile faktycznie publiczny płatnik wydaje na lek. Jak to możliwe? Firmy negocjując ceny z resortem zdrowia, część zniżek ukrywają (przyjmują poufne rozwiązania zawarte w tzw. instrumentach dzielenia ryzyka, które powodują, że efektywna cena leku jest dużo niższa niż urzędowa zawarta w obwieszczeniu refundacyjnym), po to by w innych państwach nie musiały analogicznie obniżać cen.

Na rynku mówi się o tym, że te różnice pomiędzy ceną efektywną a urzędową leku mogą wynieść kilka do nawet kilkudziesięciu procent ceny, nawet rządu 65 proc. jak twierdzą eksperci. Rozwiązania zawarte w instrumentach dzielenia ryzyka mogą obejmować np. zwrot określonej z góry kwoty do NFZ lub dostarczanie określonej liczby leków do szpitali nieodpłatnie. Jednak w porównaniach pokazywanych przez zwolenników tańszych zamienników te poufne umowy nie są uwzględniane i przedstawianie różnice w cenach bazują tylko na oficjalnych cenach urzędowych.

 

Przetargi w szpitalach

Kolejny poziom obniżania cen ma miejsce w szpitalach. Firmy oferujące leki, zarówno oryginalne jak i generyczne, biorą udział w przetargach. Z uwagi na fakt, że cena leku sprzedawanego do szpitala ma charakter maksymalny, firmy stając do przetargu mogą ją obniżać w stosunku zarówno do ceny urzędowej, jak i efektywnej określonej w instrumencie dzielenia ryzyka. Tych ostatecznych cen dla szpitala nie widać.

 

Obniżki z automatu, gdy ktoś da niższą cenę

Ustawa refundacyjna nie różnicuje leków biologicznych i chemicznych. W obydwu sytuacjach są produkty, które jako pierwsze na rynku uzyskały refundację i ich odpowiedniki. W przypadku wejścia na listę refundacyjną pierwszego odpowiednika, o 25 proc. zmniejsza się limit finansowania leków w danej  grupie limitowej. Tego wymaga ustawa.

W takiej sytuacji w przypadku refundacji aptecznej, pacjenci są zobowiązani pokryć dopłatę do leku, który był pierwszy na liście, a w przypadku leków szpitalnych – szpital jest de facto pozbawiony możliwości zakupu takiego leku, ponieważ NFZ zwróci mu jedynie kwotę do nowego limitu finansowania, chyba że producent pierwszego leku zdecyduje się na obniżkę cen leku, co bardzo często ma miejsce. W przypadku leków dostępnych w aptekach to ta cena, którą znamy. W lecznictwie zamkniętym, czyli przy programach lekowych i chemioterapii nie zawsze jest to ta sama jaką płaci NFZ. Ale nawet gdy producent na mocy poufnych porozumień z MZ sprzedaje lek taniej niż urzędowa cena, np. o 25 proc. taniej, resort zdrowia zwykle stara się renegocjować, by w takiej sytuacji obniżka przy wejściu pierwszego odpowiednika była głębsza i dzięki temu odczuwalna dla NFZ.

Gdy konkurencja wchodzi na rynek ze znacznie tańszym lekiem, producent oryginalnego często schodzi bardziej z ceną by utrzymać miejsce na rynku.

W tej chwili często na listy refundacyjne wchodzi jednocześnie więcej niż jeden odpowiednik. Gdy lek oryginalny kosztuje 100 zł, musi opuścić cenę o 25 proc. Gdy wchodzą z odpowiednikiem od razu np. dwie firmy jedna z obniżką 30 proc., a druga z 35 proc. to limit dopłat w refundacji ustalany jest na poziomie najtańszego odpowiednika (jeśli uzyska on odpowiedni udział w rynku – minimum 15 proc.). I często następuje głębsza erozja ceny leku oryginalnego. Dodatkowo wzrasta konkurencja w szpitalnych przetargach, gdzie ceny schodzą jeszcze niżej, z reguły im większy ośrodek tym lepsza cena.

Uwaga: zdarzają się też sytuacje, których jak się wydaje nie przewidziano przy okazji uchwalania ustawy refundacyjnej. Na przykład w zeszłym roku tańszy odpowiednik leku stosowanego m.in. przy schorzeniach prostaty spowodował obniżkę poziomu dopłaty przez NFZ do leku oryginalnego, ale ów tańszy lek w praktyce nie był dostępny dla pacjentów, przez co musieli kupować lek znacznie drożej (do oryginalnego spadł poziom dopłaty, ale tańszego nie było w aptekach).

 

Obniżki z urzędu, gdy odpowiednika nie ma, ale kończy się wyłączność

Kolejny mechanizm z ustawy refundacyjnej, który powoduje, że producenci oryginalnych leków np. biologicznych schodzą z ceną, czy chcą czy nie chcą, dotyczy upływu okresu ochrony wyłączności rynkowej. W uproszczeniu chodzi o okres, gdy kończy się ochrona leku (wynagradzająca firmie to, że zainwestowała znaczne kwoty by lek wynaleźć, przebadać, zarejestrować) producent musi przy najbliższej decyzji refundacyjnej zejść z ceną , nawet jeśli konkurenci nie skopiowali jeszcze jego pomysłu na terapię.

Co do zasady musi zejść z ceną o 25 proc. Choć zdarzają się wyjątkowe sytuacje, gdy firmie pozwala się podnieść cenę przed utratą wyłączności, by potem automatyczna obniżka nie była aż tak bolesna. Dlaczego? Kluczowe jest to, by firma nie wyszła z rynku, a pacjenci nie zostali bez leków.

 

Combo grupy

Obniżać ceny trzeba nie tylko w stosunku do substancji o tym samym składzie.

Zgodnie z ustawą refundacyjną, Minister Zdrowia ustala grupy leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego, wyrobów medycznych, w ramach których wyznacza się podstawę limitu.

Do grupy limitowej kwalifikuje się nie tylko leki posiadające tę samą nazwę międzynarodową. W grupy łączy się też leki mające różne nazwy międzynarodowe, ale podobne działanie terapeutyczne i zbliżony mechanizm działania.

Dodatkowo - po zasięgnięciu opinii Rady Przejrzystości działającej przy AOTMiT dopuszcza się tworzenie np. wspólnej grupy limitowej, w przypadku gdy podobny efekt zdrowotny lub podobny dodatkowy efekt zdrowotny uzyskiwany jest pomimo odmiennych mechanizmów działania leków. Ale przepisy dopuszczają też tworzenie odrębnych grup dla podobnych leków.

To jeden ze sposobów nacisku na producentów, by obniżyli dodatkowo ceny swoich leków do wyznaczonej ceny leku w danej grupie (najniższej ceny lub ceny tworzącej punkt odniesienia). Oczywiście mogą utrzymać cenę, ale ryzykują wtedy utratę części rynku wskutek konkurencji o pacjentów z tańszym, całkowicie refundowanym odpowiednikiem.

 

Oszczędności na lekach

To że cena spada nie polepsza z automatu dostępu do terapii. Jeśli oszczędności są na leczeniu biologicznym lekiem X to nie znaczy, że więcej pacjentów będzie leczonych w tej chorobie tym samym lekiem lub innym. Raczej nie jest poszerzany dostęp, choć często wskazania refundacyjne w Polsce są węższe niż w innych krajach.

Ale widać tendencję, że część leków z programów lekowych MZ przenosi do chemioterapii, gdzie dostęp pacjentów do terapii jest szerszy. Jednak na chemioterapię jest zwykle jedna pula pieniędzy, więc przeniesienie tam kolejnych leków, przy tej samej kwocie zarezerwowanej w kontrakcie, powodować może ograniczenie w dostępie do innych leków.

AK

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

iti Niedziela, 18 Marca 2018, 8:50
zapomnieli panstwo podac pod artykulem kto go sponsorowal. roche? infarma? i. rej?