Debata PZ: „Zaćma: kolejki a realne potrzeby pacjentów” (relacja)

20 Marca 2018, 13:51

Nawet 20 proc. osób czekających w kolejce do operacji zaćmy nie wymaga od razu operacji. Gdy w 2017 r. NFZ zakupił więcej świadczeń i placówki skracały chorym czas oczekiwania w kolejce, część stwierdzała, że jeszcze nie potrzebują zabiegu i prosiła by go przełożyć na później - wynika z informacji podawanych przez ekspertów w czasie debaty Polityki Zdrowotnej. Z drugiej strony osoby, które potrzebują operacji szybko, czekają nawet 1,5-2 lata. Co zrobić by uporządkować te kwestie?

W Polsce operuje się około 250 tys. pacjentów z zaćmą rocznie. W tym roku wyjątkowo było to aż 340 tys. W systemie pojawiły się dodatkowe środki na ten cel. Ale na operację wciąż czeka około 500 tys. pacjentów. Nawet 100 tys. z nich  - według lekarzy - nie musi być teraz operowanych. Ustawiają się do operacji na zapas. Część przechodzi operację, gdy jeszcze nie jest to niezbędne, choć ten zabieg wiąże się z ryzykiem powikłań, o których często chorzy nie wiedzą. 

Podczas zorganizowanej dziś przez portal Polityka.Zdrowotna.com debaty eksperci, decydenci i pacjenci dyskutowali o jednej z większych bolączek polskiego systemu ochrony zdrowia, jaką są kolejki do operacji zaćmy. Problem będzie narastał m.in. w związku ze starzeniem się społeczeństwa, a już dziś na zabieg czeka prawie pół miliona osób. Jak zorganizować opiekę nad pacjentami z zaćmą, żeby system stał się bardziej efektywny oraz bezpieczny dla pacjenta?

 

Nie każdy pacjent z diagnozą, powinien być wpisany do kolejki

- W dzisiejszym systemie każdy pacjent, u którego rozpoznaje się zaćmę, zapisuje się do kolejki oczekujących. My jesteśmy społeczeństwem przyzwyczajonym do robienia pewnych rzeczy na zapas. Zaćmę powinniśmy operować wtedy, kiedy dobrostan pacjenta jest zagrożony, czyli pacjent sam zauważa u siebie problem – mówił dziś prof. Marek Rękas, Konsultant Krajowy w dziedzinie okulistyki. – Dopiero wtedy powinien być zoperowany - dodał. Według Konsultanta Krajowego, idealna kolejka to 4 miesiące do pół roku i tak jest w wielu krajach. - Po drugiej stronie każdej operacji jest niebezpieczeństwo powikłań. Po prawidłowo przeprowadzonych operacjach do 30 proc. pacjentów w okresie długoterminowym może mieć powikłania. Powinniśmy stosować takie kryteria, żebyśmy nie operowali pacjentów za wcześnie. Można się na przykład wzorować na wytycznych, które obowiązują w Wielkiej Brytanii. Tam wskazaniem jest spadek ostrości widzenia do 60 proc. Są oczywiście wyjątki. Czyli na przykład pacjenci, którzy z powodów medycznych powinni być pilnie zoperowani albo z powodów społecznych, gdy są np. kierowcą autobusu. Ale takie wyjątki od reguły to ok. 5 proc. chorych – mówił prof. Marek Rękas podczas dzisiejszej debaty.

 

Potrzebne dodatkowe środki z NFZ

Z danych NFZ wynika, że w ubiegłym roku wykonano ponad 300 tys. zabiegów, czyli o 20 proc. więcej niż w 2016 roku. Szczególnie wyraźny był wzrost dynamiki w czwartym kwartale - o 40 proc. w porównaniu z czwartym kwartałem poprzedniego roku. - To powinno zniwelować kolejkę pacjentów pilnych. Około 480 tys. pacjentów stabilnych jest w tej chwili wpisanych w kolejkę. NFZ wydał w ubiegłym roku na operacje zaćmy o 140 mln więcej. Żeby utrzymać ten poziom, takie środki dodatkowo byłyby potrzebne – ocenił Daniel Rutkowski, zastępca dyrektora departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej NFZ.

 

Kryteria skrócą kolejki

O ile pieniądze to kluczowa kwestia, o której często się mówi, to kwalifikacja do zabiegu jest równie ważna.
- Nie zawsze to okulista kieruje do szpitala. Robią to np. lekarze rodzinni. Wtedy zdarza się, że pacjent jest wpisywany do kolejki bez weryfikacji okulistycznej. Czasem wystarczy odpowiednio dobrać okulary, ponieważ pogorszenie widzenia wynika ze zmian związanych z wiekiem, ale nie z zaćmy – mówił dziś dr Dariusz Dobrowolski, kierownik oddziału okulistycznego szpitala specjalistycznego w Sosnowcu.
- W Sosnowcu zoperowaliśmy w zeszłym roku 3,5 tys. pacjentów. Tysiąc dzięki dodatkowym środkom z MZ. Wielu pacjentów informowanych przez nas o możliwości wykonania zabiegu, odsuwało wyznaczony termin. Proponujemy im wykreślenie z kolejki, żeby sztucznie jej nie wydłużać. Często pacjenci się na to zgadzają bo wiedzą od nas, że terminy oczekiwania nie są aż tak długie jak zakładają, a ponadto obiecujemy im, że jeśli za pół roku zgłoszą się do poradni i stwierdzimy, że operacja jest już potrzebna, to nie będą musieli na nowo stać w długiej kolejce, tylko przejdą operację w ciągu kilku kolejnych miesięcy. Myślę, że w polskich warunkach czas oczekiwania na zabieg do pół roku, byłby akceptowalny dla pacjentów – podsumował dr Dariusz Dobrowolski.

- To pozwoliłoby wprowadzić narzędzia jakościowe. Moglibyśmy wtedy ocenić każdy ośrodek i promować te, które mają najlepsze wyniki – podkreślił z kolei prof. Marek Rękas.

 

Tysiące pacjentów leczy się za granicą

Jak wylicza NFZ, w ubiegłym roku w ramach dyrektywy transgranicznej zostało zrealizowanych 16 tys. operacji zaćmy u naszych pacjentów poza granicami Polski. Ale tylko 1700 z nich było wpisanych do kolejki. Przodują tutaj województwa z polski południowej i wschodniej. NFZ zwraca średnio 2,2 tys. zł za zabieg przeprowadzony poza granicami Polski, czyli tyle i le kosztuje ten zabieg u nas. - Opieka transgraniczna nie jest zła. Pacjenci mogą z niej skorzystać. Ale my tak powinniśmy zorganizować system, żeby były to kwestie incydentalne – mówił Konsultant Krajowy.

 

Potrzebne kompleksowe zarządzanie chorobą

O tym, że pacjenci nie mają wiedzy na temat powikłań mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspert ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego oraz Małgorzata Pacholec z Polskiego Związku Niewidomych. Lekarze nie mają czasu by rozmawiać z nimi na ten temat, a przez ostatnie lata mówiono o tych operacjach jako czymś prostym i szybkim. 
- Nadal nie opanowaliśmy sztuki kompleksowego zarządzania chorobą – podkreślała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspert ochrony zdrowia z Uczelni Łazarskiego. - Nie można przy takiej chorobie zapomnieć na przykład o ryzyku powikłań. Nasz system nie zabezpieczył pacjentom wiedzy, że medycyna oprócz tego że pomaga, wiąże się też z ryzykiem powikłań. Nie edukujemy społeczeństwa. Musimy nadrobić tę zaległość – podkreślała M. Gałązka-Sobotka.
- Istnieje konieczność żebyśmy zdefiniowali bardzo szczegółowo kryteria wejścia pacjentów do kolejki. Powinniśmy być może zastosować model centralnej kolejki, gdzie wiadomo ile pieniędzy będzie potrzeba, a dopiero potem zająć się skracaniem tej kolejki. Bo to jest na pewno do zrobienia. Gdyby pacjent wiedzieli jaki jest termin oczekiwania – ale realny, a nie wyimaginowany – to wiedziałby, że nie ma powodu do paniki. Zarządzanie chorobą, to też m.in. rejestr pozwalający ocenić skuteczność leczenia. Wystarczy uzupełnić dane sprawozdawane do NFZ. Powinniśmy sięgać do danych, które już są sprawozdawane - podkreślała.

 

Pacjenci zagubieni w systemie

- Pacjent w Polsce wie, że na zabieg długo się czeka. To już powoduje niepokój. Trudno się więc dziwić, że zapisuje się do kolejki – mówiła Małgorzata Pacholec, Dyrektor Instytutu Tyflologicznego Polskiego Związku Niewidomych. - Ale każdy przypadek jest inny i powinien być traktowany indywidualnie. Myślę, że brakuje lekarzom czasu na tłumaczenie. Ale jest też tłum pacjentów, którzy w ogóle nie są w stanie się dostać do okulisty. Tutaj jest wiele aspektów tego problemu do zmiany. Kryteria powinny być wytycznymi ale muszą być elastyczne. Warto też weryfikować kolejkę. Czy pacjenci faktycznie powinni być do niej zapisani już na tym etapie. Być może nie musiałby tego nawet robić lekarz.

 

Jakie rozwiązania widzi Ministerstwo?

- Rozpatrujemy wiele koncepcji i pytań dotyczących okulistyki, a zwłaszcza kwalifikowania do zabiegów – mówił wiceminister zdrowia Zbigniew Król. - Przede wszystkim jesteśmy zainteresowani skróceniem kolejki. Oczekiwanie nie powinno być dłuższe niż pół roku. Jest poza tym zróżnicowanie wiedzy i kompetencji. Wiedza profesjonalna spoczywa w rękach i odpowiedzialności lekarzy. Jeśli mamy dobrze przygotowanych specjalistów, to sytuacja wadliwej kwalifikacji nie ma miejsca. Do tego chcielibyśmy w naszym systemie doprowadzić. Mam świadomość że jest to trochę utopijne nastawienie. Środków wciąż jest za mało i musimy bardzo szczegółowo weryfikować za co jesteśmy w stanie zapłacić – podkreślił wiceminister zdrowia.

 

Dodatkowe środki poprawią dostęp. A co z jakością?

- Z systemem kolejkowym nie jesteśmy w stanie się uporać już od czasu kas chorych. Ostatnie 14 lat wygenerowało kolejne problemy, a nie rozwiązało dotychczasowych. Patologii w kolejkach jest wiele. Okulistyka nie jest pod tym względem wyjątkowa ani najbardziej patologiczna. Jeżeli nie wprowadzimy kryteriów kwalifikacji, to ta kolejka się nie skróci. Musimy odnieść się jakościowo do tej kwalifikacji – podkreślał Z. Król.

– Od dwóch lat operujemy dodatkowymi środkami. Jako MZ, rząd i z udziałem NFZ jesteśmy za tym, żeby dofinansowywać patologicznie długie kolejki. To jest jedna ścieżka. Drugą są dodatkowe środki ze wrastających nakładów na zdrowie. To są pieniądze przede wszystkim dla chorych na lepszy dostęp do świadczeń – powiedział Z. Król.  Jak wyjaśnił wiceminister zdrowia, w MZ trwają prace nad ustawą o jakości. W tej chwili dokument znajduje się w konsultacjach wewnętrznych. - To ustawa dotycząca bezpieczeństwa pacjentów. Czuję presję i absolutnie będziemy się starali pracować jak najszybciej – zadeklarował Zbigniew Król.

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz