Kuracja: M. Gałązka-Sobotka o koszcie chorób dla pacjentów i gospodarki (wideo)

28 Marca 2018, 12:49

- Spojrzenie kompleksowe na to, ile kosztuje choroba całą gospodarkę i społeczeństwo, jest warunkiem sine qua non żebyśmy rzeczywiście efektywnie zarządzali i środkami, i organizowali opiekę zdrowotną - mówi w programie Kuracja mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego oraz członek Rady NFZ. Wyjaśnia co jest kluczowe dla pacjentów, odnosi się do kosztów pośrednich m.in. depresji oraz dostępności leków w hematoonkologii.


Rozmowa z Małgorzatą Gałązka-Sobotka,
członkiem Rady Narodowego Funduszu Zdrowia
 
(materiał wideo)

Aleksandra Kurowska: Minister Zdrowia zapowiedział ogólnopolską debatę dotyczącą priorytetów dla zdrowia. Coraz więcej projektów ustaw i innych nowych przepisów trafia do konsultacji. Co z Pani perspektywy, osoby która z jednej strony jest w Radzie NFZ, z drugiej prowadzi badania dotyczące pacjentów i ich potrzeb, jest potrzebne w pierwszej kolejności polskim pacjentom?

Małgorzata Gałązka-Sobotka: Oczekiwania polskich pacjentów są wręcz banalne. Oni oczekują tego, aby system ochrony zdrowia był nakierowany przede wszystkim na wsłuchanie się w ich potrzeby zdrowotne, a to wsłuchanie będzie wyrażone tym, że w racjonalnym czasie zostanie udzielona pomoc i to w uporządkowany sposób, z pewną logiką, którą mają pacjenci. Bowiem bez względu na to czy ktoś ma wykształcenie medyczne czy nie, czy ma mniejsze czy większe doświadczenie w korzystaniu z usług zdrowotnych to większość z nas, a to się wyraża w dyskusjach przy naszych rodzinnych stołach, mówi, że nie widzi sensu w tym, że po zaleconej diagnostyce trzeba kilka miesięcy czekać na kolejną wizytę do specjalisty po to, aby on na podstawie wyników badań zdefiniował dalszy plan leczenia. Nie ma logiki w tym, że jeśli ktoś ulegnie urazowi to musi wiele miesięcy czekać na to, żeby dostać się do ośrodka rehabilitacyjnego i przejść tę rehabilitację. Nie ma logiki w tym, że jeśli już ktoś przeprowadził jakieś badania diagnostyczne to lekarz w kolejnym ośrodku oczekuje, żeby je powtórzyć bowiem nie ufa im i wolałby je przeprowadzić na nowo u siebie.
My po prostu chcemy mieć pewność, że w sytuacji gdy przydarzy nam się choroba to system będzie zdeterminowany do tego, aby jak najszybciej postawić diagnozę i jak najszybciej wprowadzić pacjenta w proces leczenia bądź rehabilitacji, aby osiągnąć korzyści, które nie są tylko i wyłącznie postrzegane przez pryzmat samego pacjenta, ale również gospodarki. W coraz większej liczbie domów mówi się: „przecież to jest bez sensu, że ja nie dostaję się do tego lekarza wtedy kiedy atakuje mnie grypa.  Może wystarczyłoby szybko zainterweniować i mogę być tylko trzy dni niedostępna dla swojego pracodawcy i nie wykonywać swoich zadań, tylko czekając na lekarza rodzinnego popadam w bardzo zaawansowany stan choroby i jestem na zwolnieniu siedem bądź nawet czternaście dni".
Oczekiwania są bardzo proste, pewnie wszystkich pacjentów we wszystkich systemach takie same – szybka, skuteczna i efektywna opieka zdrowotna.

Aleksandra Kurowska: Ta dyskusja toczy się nie tylko wokół kolejek, ale i leków. Tutaj z jednej strony mamy oczekiwania dosyć duże pacjentów i opinie środowiska medycznego. Z drugiej strony mamy budżet refundacyjny, w którym nie są uwzględniane koszty choroby ponoszone przez ZUS i rodziny. Jak to wygląda z Pani perspektywy? Czy były prowadzone na ten temat jakieś badania?

Małgorzata Gałązka-Sobotka:  Rzeczywiście, największym dylematem w efektywnej alokacji środków na ochronę zdrowia jest patrzenie na chorobę i jej konsekwencję tylko z perspektywy systemu ochrony zdrowia, czyli budżetu Ministra Zdrowia, którego dysponentem jest prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Tak wąskie postrzeganie choroby nie pozwala na podejmowanie decyzji, które rzeczywiście uwzględniałyby to, że warto zainwestować być może dodatkowe pieniądze z perspektywy całej gospodarki po to, aby osoby młode, aktywne zawodowo, nie tylko młode, ale wszyscy aktywni zawodowo mogli rzeczywiście korzystać z nowoczesnej diagnostyki i leczenia jak najszybciej. Każde wstrzymanie, każde zaniechanie w dostępie do terapii oznacza wyjście z rynku pracy – czy to krótkotrwałe, które wyrażane jest w liczbie dni naszej absencji chorobowej, czy wręcz długotrwałe, czyli po prostu konieczność przejścia na rentę.

Dyskusja o kosztach pośrednich i uwzględnianiu ich w gospodarowaniu w ochronie zdrowia toczy się już od wielu, wielu lat. Wielu ekspertów w kraju, za granicą podkreśla wagę znaczenia takiego spojrzenia na decyzje jakie zapadają w Ministerstwie Zdrowia czy Narodowym Funduszu Zdrowia. Trudno sobie wyobrazić, że wciąż mówimy o tym, że brakuje nam pieniędzy na psychiatrię, gdy wiemy, że z punktu widzenia tylko jednej jednostki chorobowej jaką jest depresja wśród osób dorosłych i wśród dzieci, kosztuje ona wielokrotnie więcej całą gospodarkę niż to co na leczenie wydaje Narodowy Fundusz Zdrowia. Relacje kosztów Narodowego Funduszu Zdrowia na opiekę chociażby nad pacjentami chorymi na depresję to jest około trzystu mln zł, ZUS w tym samym czasie na zwolnienia i renty płaci dwa razy tyle, a państwo traci z powodu niepłacenia podatków i utraty naszej produktywności pięć razy tyle co Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje na leczenie. Zatem spojrzenie kompleksowe na to, ile kosztuje choroba całą gospodarkę i społeczeństwo, jest warunkiem sine qua non żebyśmy rzeczywiście efektywnie zarządzali i środkami, i organizowali opiekę zdrowotną.

Aleksandra Kurowska: Minister Łukasz Szumowski właśnie ostatnio zapowiadał, że będą poprawione oceny w psychiatrii, po to, żeby nie trwało to długo. Zamiast procesu taryfikacji będą wprowadzone prawdopodobnie mnożniki. Na czym one polegają?

Małgorzata Gałązka-Sobotka: Myślę, że ta metodologia będzie pewnie jeszcze dopracowywana. Nie ukrywam, że nie mam pełnej wiedzy na temat pomysłu na ten model taryfikacji. Jedno jest pewne, że wzorem wielu innych systemów ochrony zdrowia, ten proces taryfikacji musi przebiegać przede wszystkim znacznie bardziej sprawnie, szybciej, bowiem koszty opieki zdrowotnej zmieniają się dosyć dynamicznie, chociażby w kontekście zmian w poziomi wynagrodzenia. Powinien uwzględniać reprezentatywne próby badawcze tak, aby odzwierciedlały realne koszty jakie ponoszone są w systemie ochrony zdrowia, mając z tyłu głowy to, że dana jednostka chorobowa kosztuje trochę inaczej trochę, gdy opieka jest realizowana w szpitalu o najwyższym poziomie referencyjności i trochę inaczej, kiedy jest realizowana w szpitalu, który ma zabezpieczyć podstawową opiekę w tym zakresie. Być może właśnie w tym kierunku idzie tzw. metodologia oparta na wskaźniku, uwzględniającym że niektóre szpitale charakteryzują się pełną, kompleksową i wysoko zaawansowaną opieką nad pacjentami, którzy ze swej natury są też przypadkami trudniejszymi, bardziej skomplikowanymi. Chodzi o to, żeby to leczenie nie było poddawane zupełnie odrębnemu procesowi taryfikacji, tylko poprzez wskaźniki korygujące mogła ta wycena być wyższa.
Taką praktykę już obserwujemy w systemie. Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia zastosował ją chociażby w odniesieniu do ośrodków kardiologicznych czy ośrodków leczących pacjentów ortopedycznie w zakresie endoprotezoplastyk. Ośrodki reprezentujące wysoki poziom kompetencji, realizujące bardzo dużą liczbę procedur, również tych najtrudniejszych i często najbardziej powikłanych, sprawujące opiekę nad pacjentami często trafiającymi z innych ośrodków, mogą liczyć na wskaźnik podnoszący taryfę realizacji tych świadczeń.

Aleksandra Kurowska: Podobną kwestię poruszała u nas w programie przedstawicielka pacjentów, to była akurat organizacja chorych na szpiczaka. Zwracała uwagę, że z jednej strony mamy terapie na które wydajemy pieniądze, są refundowane, ale nie przynoszą takich dużych korzyści, a z drugiej mamy też nierefundowane, które powodują, nie tylko w szpiczaku, ale też w innych schorzeniach, że rak staje się de facto chorobą przewlekłą a skutki uboczne terapii są na tyle nieduże, że umożliwiają dalszą aktywność nawet zawodową i dalsze życie w społeczeństwie, gdy pacjent nie potrzebuje ciągłego wsparcia bliskich. Państwo przygotowywali też badania dotyczące hematoonkologii. Co z nich wynikało?

Małgorzata Gałązka-Sobotka: Tak, to jest niesamowity dylemat przed którym stoi każdy regulator systemu ochrony zdrowia – jak w warunkach zawsze ograniczonych środków finansowych zaspokoić potrzeby wszystkich pacjentów, w szczególności w konfrontacji z postępem technologicznym.

Współczesna medycyna daje nam nowe narzędzia, nowe technologie, nowe celowane terapie, o których dowiadujemy się bardzo szybko. W tej otwartej, globalnej, informacyjnej gospodarce pacjent dotknięty chorobą szybko dowiaduje się o tym jakie są możliwości współczesnej medycyny, bo ona ma charakter międzynarodowy, a nie tylko krajowy. Przeprowadziliśmy w zeszłym roku badania wśród ponad czterystu pacjentów dotkniętych nowotworami krwi i układu chłonnego. Badania te w wskazały, że pacjenci pytani o to czego oczekują od systemu w obliczu choroby, która jest śmiertelna, a która, tak jak powiedziała Pani Redaktor, może być chorobą przewlekłą, jednoznacznie powiedzieli, że oni chcą przeżycia. Każdy kolejny dzień przeżycia jest dla nich wart wszystkiego. I myślą, oczekują, że system będzie na to również nastawiony.
61 proc. respondentów powiedziało – „liczymy na możliwość dłuższego życia”, 18 proc. respondentów powiedziało – „chcemy mieć nadzieję na to, że dana nam będzie terapia, która da dobrą odpowiedź”. Bo dobra odpowiedź to jest po prostu odrodzenia nadziei, a ta nadzieja jest podstawą naszego życia.
Zatem musimy poszukiwać sposobów jak najbardziej efektywnej alokacji środków, które mamy w dyspozycji, po to, aby wyrównywać szanse pacjentów. Rzeczywiście pacjenci ze szpiczakiem na mapie innych chorób onkohematologicznych można powiedzieć, mają mało szczęścia. Gdy obserwujemy wskazania i rejestracje europejskie, tych rejestracji jest dziewięć, wskazań dziesięć. W Polsce w refundacji jest dostęp do  trzech cząsteczek i widać wyraźnie, że ten pacjent ma niewielkie szanse. System nie daje mu, nie to, że wszystkiego, bo rejestracje szerokie i to nie oznacza, że każdy kraj gwarantuje dostęp do wszystkich cząsteczek.  Ale rzeczywiście sytuacja chorych na szpiczaka jest szczególnie trudne. Można powiedzieć, mają mało szczęścia. To jest okrutne i myślę, że system musi być nastawiony na to, aby dostrzegać nierówności w zdrowiu i nie podejmować decyzji, które te nierówności będą tylko i wyłącznie rozbudowywały czy wręcz betonowały.
Spotykam się z pacjentami na różnych konferencjach, debatach i oni mówią: „Pani Doktor, ale ja mam pecha po prostu, bo w tym wskazaniu szanse pacjenta są większe, w innym wskazaniu pojawiły się nowe alternatywy”. Liczymy na równość pacjentów w dostępie do świadczeń, tak, żeby te pieniądze, których mamy oczywiście mało i możliwości, których jest wiele, były dostępne dla obywateli w miarę równo. W innym przypadku te frustracje będą narastające, a to na co należy zwracać uwagę to na wiek osób dotkniętych tymi nowotworami. To osoby, które właśnie dzięki leczeniu mogłyby nadal realizować swoje zadania zawodowe i rodzinne, bo o tym marzą i wiedzą, że dzisiaj byłoby to możliwe dzięki dostępowi do leków.

Aleksandra Kurowska: Miejmy nadzieję, że dyskusja na temat właśnie wyrównania szans osób z różnymi chorobami wróci przy okazji dokumentu Polityka Lekowa nad którym pracuje Ministerstwo Zdrowia. Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiała: Ola Kurowska

Współpraca: Grzegorz Kowalczyk

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz