NIK o zakażeniach w szpitalach -poważny problem

17 Maja 2018, 11:11 szpital

Brudne ręce personelu medycznego, skażone otoczenie chorego, zatrudnianie osób nieprzygotowanych do pracy w szpitalach - to pojawiające się w niektórych placówkach problemy, przed którymi ostrzega Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie o funkcjonowaniu systemu przeciwdziałania zakażeniom wewnątrzszpitalnym.

W opublikowanym w czwartek raporcie Izba alarmuje, że wzrost liczby pacjentów m.in. zarażonych lekoodpornymi szczepami bakterii Klebsiella Pneumoniae NDM(+) w 2016 r. był niemal trzykrotnie wyższy niż w 2015 r.

 

Dane mogą być zaniżone

Niestety NIK przyznaje, że nie może podać kompletnych danych, ponieważ funkcjonujące w kontrolowanych szpitalach systemy monitorowania i raportowania o zakażeniach nie dostarczały pełnych danych. Przekazane zestawienia - w ocenie Izby - mogą być znacznie zaniżone.

Izba podkreśliła, że zakażenia szpitalne związane z udzielaniem świadczeń zdrowotnych stanowią poważny problem wszystkich szpitali, nawet w krajach o najwyższych standardach opieki zdrowotnej. Dotyczą od 5 do 10 proc. osób leczonych szpitalnie. Zakładając, że w polskich szpitalach ulega zakażeniom tylko 5 proc. procent pacjentów, to i tak daje to ok. 400 tys. osób. Izba przypomina, że źródłem przenoszenia bakterii mogą być m. in. brudne ręce personelu medycznego, niejałowy sprzęt, skażone otoczenie chorego, przyjmowanie pacjentów wymagających szczególnych warunków hospitalizacji bez ich zapewnienia, zatrudnianie osób nieprzygotowanych do pracy w szpitalach.

 

Kto jest najbardziej narażony na zakażenia

- Do grupy osób najbardziej narażonych na zakażenia należą pacjenci np. po przeszczepach, z zaburzeniami odporności po terapii przeciwnowotworowej, po rozległych oparzeniach, dzieci do pierwszego roku życia i osoby starsze. Zakażenia szpitalne wydłużają pobyt w szpitalu, powodują powikłania prowadzące często do niepełnosprawności, przez co zwiększają koszty leczenia. Koszty generują też roszczenia pacjentów, którzy potrafią udowodnić, że zostali zakażeni z winy szpitala- przypomina NIK.

Izba wskazała, że narzędziem służącym ograniczeniu przypadków zakażeń szpitalnych powinien być prawidłowo działający system zapobiegania i zwalczania zakażeń, utworzony w szpitalu na podstawie istniejących przepisów prawa. Szacuje się, że efektywne systemy kontroli zakażeń mogą zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia od 55 do 70 proc.

 

Co ustaliła NIK?

Kontrola objęła 18 szpitali (17 działających jako samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej utworzony przez samorząd i jeden szpital działający w formie spółki prawa handlowego) oraz 4 stacje sanitarno-epidemiologiczne finansowane z budżetu państwa w okresie od 2015 r. do końca I półrocza 2017 r.

- W kontrolowanych szpitalach odnotowano wzrost liczby pacjentów, u których zdiagnozowano zakażenie szpitalne o 8,5 proc., mimo, że liczba wszystkich hospitalizowanych pacjentów w tym samym okresie spadła o 1,9 proc. Przykładem szybkiego wzrostu liczby zakażonych pacjentów jest jeden ze szpitali na Mazowszu. Tam od stycznia 2015 r. do czerwca 2017 r. współczynnik zachorowalności wzrósł niemal dwukrotnie z 1,14 do 2,25 proc (współczynnik pokazuje liczbę zakażonych na 100 pacjentów hospitalizowanych) - czytamy w raporcie. Najwyższy wzrost, jak wykazała NIK, był na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii (z poziomu 27,35 w 2015 r. do 34,02 proc. w 2016 r., aż do 41,35 proc. w 2017 r. Izba poinformowała, że zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala wyjaśnił wzrost liczby zarejestrowanych zakażeń poprawą dostarczanych danych, a nie rzeczywistą liczbą zachorowań. Jednak według NIK, ten przypadek wymaga pogłębionej analizy przyczyn występowania zakażeń.

 

Wzrost zakażeń bakteriami lekoopornymi

Izba w raporcie zwraca też uwagę na prawie trzykrotny wzrost (o 278,7 proc.) między 2015 a 2016 rokiem zakażeń lekoopornymi bakteriami Klebsiella Pneumoniae NDM(+). - Najwięcej pacjentów hospitalizowano w województwie mazowieckim 2 757 osób, najmniej w pomorskim i małopolskim po 7 pacjentów - czytamy.

Jak informuje Izba, z informacji Konsultanta Krajowego w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej wynika, iż ta bakteria w 2015 r. stanowiła najpoważniejszy problem medyczny i epidemiologiczny, dotyczący w szczególności szpitali warszawskich. Charakteryzuje się niezwykle niebezpieczną lekoopornością (na niemal wszystkie antybiotyki). Jednocześnie potrafi się szybko rozprzestrzeniać i utrzymywać w przewodzie pokarmowym przez kilka lat. W latach 2015 - 2017 (I półrocze) w województwie mazowieckim liczba hospitalizowanych pacjentów z jej powodu wynosiła odpowiednio 404, 1316 i 1037.

 

Sepsa atakuje

Izba zaznaczyła, że poważny problem stanowi też sepsa (posocznica), która jest zespołem objawów spowodowanym nadmierną reakcją organizmu na zakażenie (organizm walcząc z zakażeniem zaczyna niszczyć zdrowe organy) i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia.

Z danych NFZ wynika, że w badanym przez NIK okresie liczba dorosłych hospitalizowanych z powodu sepsy wyniosła: w 2015 r. - 19 053, 2016 r. - 21 522, a w pierwszej połowie 2017 r. - 10 962. Najwięcej, bo prawie jedną piątą (18,5 proc.) pacjentów leczono w województwie mazowieckim. W tym okresie NFZ zapłacił za leczenie sepsy w ramach kontraktów blisko 450 mln zł.

Zdaniem NIK, prowadzenie rejestru sepsy pozwoliłoby na uzyskanie wiarygodnych danych o rozpoznanych przypadkach, niezbędnych do analiz jej objawów, sposobów leczenia i poziomu śmiertelności.

 

Zbyt mało wyspecjalizowanego personelu medycznego

Na wysoki poziom zakażeń, w ocenie NIK, ma wpływ brak wyspecjalizowanego personelu medycznego. W składach Zespołów Kontroli Zakażeń Szpitalnych, powołanych w szpitalach (we wszystkich 18 kontrolowanych takie istniały) brakowało lekarza o wymaganej specjalności, odpowiedniej liczby pielęgniarek epidemiologicznych oraz specjalisty do spraw mikrobiologii.

- Na dzień 30 czerwca 2017 r. w Polsce było zawodowo czynnych tylko 110 lekarzy specjalistów w dziedzinie mikrobiologii, w tym 61 w wieku powyżej 55 lat - alarmuje Izba. Jak podkreśla NIK, niewiele lepiej jest z epidemiologami. W całej Polsce pracuje ich 219, najwięcej w województwie mazowieckim - 57, najmniej w opolskim - 1.

 

Brakuje pielęgniarek epidemiologicznych

- Brakuje też pielęgniarek epidemiologicznych. To osoba uczestnicząca w szeroko pojętym zwalczaniu zakażeń, m. in. kontrolująca stan sanitarno - epidemiologiczny szpitala, prowadząca rejestr zakażeń, szkolenia personelu, nadzorująca i monitorująca pracę personelu, uczestnicząca w planowaniu opieki nad pacjentem z zakażeniem szpitalnym - przypomina Izba.

- Zgodnie z ustawą o zwalczaniu zakażeń liczba pielęgniarek epidemiologicznych powinna być nie mniejsza niż 1 na 200 łóżek szpitalnych. W 6 kontrolowanych szpitalach posiadających powyżej 200 łóżek nie zapewniono ustawowej liczby takich pielęgniarek. W dwóch mazowieckich szpitalach w skład Zespołu Kontroli Zakażeń Szpitalnych powołano tylko po jednej pielęgniarce, mimo, że szpitale te posiadały odpowiednio 354 i 564 łóżka - wskazano w raporcie.

Zdaniem NIK, bezpośrednia podległość pielęgniarki epidemiologicznej kierownikowi danej jednostki zapewniłaby jej samodzielność w realizacji obowiązków i wzmocniłaby jej pozycję w kontaktach z personelem lekarskim.

 

Działalność Zespołów Kontroli Zakażeń Szpitalnych i dokumentowanie - do poprawy

Wiele uchybień dostrzeżonych przez NIK dotyczyło działalności Zespołów Kontroli Zakażeń Szpitalnych. W trzech szpitalach Zespół nie wywiązywał się z ustawowego obowiązku konsultowania osób podejrzanych o zakażenie lub chorobę zakaźną oraz tych, u których je wykryto. W pięciu brakowało dokumentacji o przeprowadzeniu takich konsultacji.

NIK ma zastrzeżenia także do dokumentowania w szpitalach zakażeń.- Analiza kart rejestracji wykazała, że były one sporządzane przez lekarzy nierzetelnie, często z pominięciem wielu danych - czytamy w dokumencie. NIK skontrolowała 696 losowo wybranych kart. W 18 proc. z nich nie opisano czynników ryzyka, w 23 proc. nie podano zastosowanego leczenia antybiotykowego, w ponad 15 proc. nie odnotowano wykonania badania mikrobiologicznego, w 4 proc. nie określono postaci klinicznej zakażenia a w 3 proc. nie podano danych pacjenta. Ponadto 246 kart lekarze wystawili z opóźnieniem sięgającym do 288 dni. W dwóch szpitalach w ogóle nie prowadzono takiego rejestru.

 

Rejestry zakażeń w zeszytach

Jak informuje NIK, w jednym ze szpitali w województwie kujawsko - pomorskim nie prowadzono rejestru zakażeń i czynników alarmowych, a wyniki badań mikrobiologicznych były rejestrowane w zeszytach prowadzonych na poszczególnych oddziałach. W dwóch przypadkach nie wykazano ujawnionych w badaniach patogenów alarmowych. Adnotacje nie zawierały m.in. daty otrzymania wyniku badań, informacji o potwierdzeniu lub braku wystąpienia patogenu alarmowego. Adnotacje obejmowały tylko liczbę stwierdzonych i rozpoznanych zakażeń.

 

Niewiarygodne dane

Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, które gromadzi informacje z rocznych sprawozdań przesyłanych przez szpitale, wskazuje, że w 528 szpitalach stacjonarnych spośród 936 funkcjonujących w Polsce, a więc w ponad połowie, na koniec 2016 r. nie wykazano danych o pacjentach leczonych z powodu zakażenia i zgonów z tego powodu. Nieprawidłowości związane z wykazywaniem błędnych danych stwierdzono w siedmiu placówkach.

NIK ustaliła, że w kontrolowanych szpitalach liczba zakażeń związanych z udzielaniem świadczeń łącznie wyniosła 11 916. Natomiast zakażenie szpitalne zdiagnozowano u 11 488 pacjentów. Jako bezpośrednią przyczynę zgonu, zakażenie szpitalne wskazano u 219 pacjentów, tj. ok. 1 proc. ogólnej liczby zgonów (22 167).

Izba informuje, że o braku wiarygodnych danych świadczą przeprowadzone tzw. badania punktowe. To badania zorganizowane w Polsce zgodnie z zaleceniem Rady Europy. Te badania wykazały, że liczba zakażeń szpitalnych może być nawet 5-krotnie wyższa, niż wynika to z danych MZ prezentowanych w mapach potrzeb zdrowotnych.

 

Co z kosztami zakażeń?

- Niestety żaden z kontrolowanych szpitali nie dysponował precyzyjnymi danymi dotyczącymi kosztów poniesionych w związku z wystąpieniem zakażenia. Analizy były prowadzone jedynie przez część szpitali, a koszty wyliczano w sposób uproszczony. W 7 z kontrolowanych szpitali nie prowadzono ewidencji księgowej kosztów związanych z leczeniem zakażeń, np. w jednym ze szpitali w województwie Warmińsko-mazurskim nie było danych dotyczących m.in. szacunkowych kosztów związanych z przedłużeniem leczenia pacjentów, u których wystąpiło zakażenie. W pozostałych 11 placówkach szacunkowe koszty związane z przedłużeniem leczenia w wyniosły ponad 85 mln zł.

Izba przypomina, że zakażenia powodują wydłużenie czasu pobytu chorego w szpitalu. Średni pobyt wynosił nieco ponad 5 i pół dnia, a zakażenie wydłużało ten czas do ponad 16 dni. Jak wynika z wyjaśnień dyrektorów szpitali, wydłużony czas leczenia jest głównym czynnikiem wpływającym na koszty leczenia pacjenta z zakażeniem.

 

Pozostałe problemy

NIK zwraca też uwagę na niedostateczną liczbę badań mikrobiologicznych, co utrudnia wczesne wykrycie zakażenia i ustalenie skutecznej antybiotykoterapii. Problemem był też brak izolatek w niektórych placówkach, nieprzeprowadzanie okresowych przeglądów instalacji wentylacyjnych i klimatyzacji lub braki w ich dokumentacji.

Według Izby konieczne są systemowe zmiany, które powinny wpłynąć na poprawę sytuacji epidemiologicznej w polskich szpitalach. - Kontrola wykazała, że mechanizm zapobiegania zakażeniom szpitalnym nie jest skuteczny, a to stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów . Zła sytuacja finansowa części szpitali oraz niedobór wykwalifikowanej kadry medycznej powoduje, że nałożone przez prawo obowiązki nie są wykonywane rzetelnie, co spowodowało rozprzestrzenienie się w kilku regionach Polski lekoopornych bakterii - czytamy. Jak podkreśla Izba, wadliwie działający system zbierania danych o zakażeniach doprowadził do braku pełnego obrazu skali zakażeń i rodzaju patogenów.

 

Wnioski NIK do ministra zdrowia, kierowników szpitali i Inspekcji Sanitarnej

Izba we wnioskach do MZ stwierdziła, że należy stworzyć takie warunki, które zachęcałyby lekarzy do wyboru deficytowych specjalizacji, takich jak mikrobiologia lekarska, wprowadzić do przepisów powszechnie obowiązujący zakres zadań dla pielęgniarki epidemiologicznej, a także zapewnić poprawę jakości zbieranych danych.

We wnioskach do kierowników szpitali NIK wskazała m..in. zapewnienie odpowiedniej liczby lekarzy specjalistów, pielęgniarek epidemiologicznych w składach Zespołów Kontroli Zakażeń Szpitalnych (ZKZS) oraz zobowiązanie lekarzy do wypełniania kart zakażenia na bieżąco i rzetelnego prowadzenia wszelkiej dokumentacji związanej z zakażeniami.

Z kolei do Państwowych Powiatowych Inspektorów Sanitarnych Izba wnioskuje m.in. o sporządzanie rzetelnych raportów o zakażeniach i zachorowaniach na choroby zakaźne i ich podejrzeniach oraz o zgonach z powodu zakażeń lub chorób zakaźnych.

AK

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

3 komentarze

Mateusz Piątek, 18 Maja 2018, 10:06
Można wprowadzić przeróżne standardy i wymagania, papier wszystko przyjmie. Jednak jeśli ktoś nie pójdzie po rozum do głowy i przestaniemy udawać że wszystko działa to nic się nie zmieni. Wysoki standard wymaga czasu, środków i personelu. Jeśli w przychodni lekarz w ciągu dnia obrabia około 50 osób to na dezynfekcje i prawidłowe mycie rąk mało czasu zostaje (o wywiadzie i badaniu już nawet nie pisze). A ile osób na dobę przewija się przez typowy SOR w dużym mieście? Ile personelu jest zatrudnionych? Po każdej czynności lekarskiej pielęgniarskiej itp trzeba umyć, zdezynfekowac ręce, kiedy? Ile pracy i czynności maja pielęgniarki na oddziale interny, geriatri? Za każdym razem mycie rąk i dezynfekcja, kiedy? Wysoki standard nie bierze się z powietrza jeśli jedną osobę obciazamy praca która starcza na dwie trzy osoby to nie oczekujmy cudów.
Aga Czwartek, 17 Maja 2018, 14:19
Od 2014 roku pojawiła się w szpitalu w Poznaniu na Oddziale kardiochirurgii Klebsiella pneumoniare i to jest wynik nie przestrzegania reżimu sanitarnego przez personel medyczny!!! Byłam świadkiem jak pielęgniarki znosiły odpady medyczne z innych sal do izolatki chorego. Brudne strzykawki, pampersy, wenflony, opatrunki itp. po zwróconej uwadze drygnely ramionami i wyszły zostawiając na sali odpady medyczne!!! Gdybym pokazała Wam zdjęcia to nie jedna osoba na sam widok rozchorowalaby się !!!
Julka Czwartek, 17 Maja 2018, 17:03
Droga pani w szpitalu istnieje takie cos jak segregacja smieci nie rozumiem jak pielegniarki ,, znosiły,, odpady,, nie rozumiem to znaczy ze nie miały w pobliżu pojemników na odpady. A co robia firmy sprzatajace w szpitalu.