D. Hryniewiecka-Firlej: value-based medicine potrzebne do oceny innowacji

14 Września 2018, 16:04

Jakie zmiany są potrzebne w polskim systemie ochrony zdrowia, czemu potrzebujemy value-based medicine także w polityce lekowej - o tym w rozmowie z Polityką Zdrowotną mówi Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Aleksandra Kurowska: Po raz dziewiąty w Krynicy odbyło się Forum Ochrony Zdrowia. I znów rozmawialiśmy m.in. o innowacjach w medycynie, roli branży farmaceutycznej w systemie ochrony zdrowia i całej gospodarce. Czy widzi Pani progres? Czy z punktu widzenia innowacyjnych firm farmaceutycznych zmierzamy w dobrym kierunku, rozwiązujemy choć część problemów?

Dorota Hryniewiecka-Firlej: Każde spotkanie w Krynicy, zbliża nas do czegoś nowego, jest trochę jak nowe otwarcie. Wymieniamy się opiniami i spodziewamy się podjęcia operacyjnych decyzji, tak abyśmy nie tylko mówili o zdrowiu publicznym czy o zdrowiu pacjenta, ale żeby za tym wszystkim szły określone działania. Cieszą mnie dlatego konkretne panele, pełne świadomej dyskusji na temat pójścia w kierunku value-based medicine. To jest trudny temat, ale musimy wypracować system, który będzie potrafił identyfikować wartość terapeutyczną, czyli taką, która daje nam określoną inwestycję finansową z zdrowie.

Cieszy mnie, że do rozmów zapraszani zostają eksperci o różnych punktach widzenia, reprezentujący różne branże sektora medycznego. Każdy z nich inaczej widzi wpływ innowacji na zdrowie i życie pacjentów, inaczej firma polska, inaczej natomiast zagraniczna, odmiennie także Ministerstwo Zdrowia, które musi kontrolować wydatki.  Warto  dlatego usiąść wspólnie w takim jednym panelu i przedyskutować, jak to widzimy. Podstawą dla tych rozważań musi być jednak zawsze zdrowie i życie pacjentów - czyli wartości najwyższe, gdyż właśnie one powinny stanowić wspólny grunt przy podejmowaniu strategicznych dla systemu ochrony zdrowia decyzji. Na pewno nie są to wartości nieaktualne, przestarzałe. 

Głęboki sens w tym aspekcie ma hasło „patient first” przyjęte jako motto przez niektóre firmy z obszaru ochrony zdrowia. Zanim taka organizacja podejmie jakąkolwiek istotną decyzję, odpowiada się na pytanie, czy moja decyzja podyktowana jest dobrem pacjenta, czy sprawiam, że innowacja lub nowa terapia mogłaby być skomercjalizowana, zaistnieć w rzeczywistości i mieć inkrementalny wpływ na zdrowie i życie chorego. I to jest bardzo cenne.

Z punktu widzenia firm innowacyjnych co Pani zdaniem powinno się zmienić? Na co w pierwszej kolejności powinniśmy postawić? Co może się udać w ciągu najbliższego roku, tak by dyskusja była przekuta w działanie dające efekty?

Najprostsza, a zarazem najtrudniejsza jest zmiana myślenia, podejścia. Mówimy, że innowacja zmienia rzeczywistość pacjenta, natomiast dostęp do leków innowacyjnych, skala i szybkość tego dostępu bywają w praktyce bardzo różne. Gdyby spojrzeć na to w sposób szerszy, poprzez wspomniany model value-based medicine, ocenić która innowacja się opłaca, który koszt poniesiony na innowację powoduje, że wystąpił pożądany efekt terapeutyczny i ma on ogromny wpływ na pacjenta oraz zdrowie publiczne, to można byłoby zagwarantować efektywność wydawanych pieniędzy. Optuję za nowoczesnymi i innowacyjnymi terapiami, a także za zrozumieniem, że innowacja zmienia świat.

W ciągu najbliższego roku, przed kolejnym Forum w Krynicy, co powinnyśmy wdrożyć? Nad czym się pochylić? Może RTR, czyli rozwojowy tryb refundacyjny?

RTR jest ciągle dyskutowane, ponieważ rozwiązanie to wzbudza pewne wątpliwości. Słyszalne są głosy, iż propozycja bezpośredniego powiązania dostępu do refundacji z wielkością inwestycji w Polsce jest niespójna z prawem europejskim, w związku z tym musimy być bardzo ostrożni, co rozumiemy pod tym pojęciem. Uważam, że wypracowanie zachęt dla zagranicznych inwestorów jest absolutnie konieczne, aby gospodarka mogła się rozwijać, ale w zakresie - rzecz jasna - obowiązującego prawa.

A z innych rozwiązań, przepisów, które należałoby przyjąć lub zmienić?

Zdecydowanie priorytetem powinno być konsekwentne budowanie systemu, który będzie przygotowany na to, żeby móc działać w oparciu o value-based medicine, co oznacza, iż płacimy za wartość terapeutyczną, którą chcemy uzyskać i kontrolujemy to czy tę wartość otrzymujemy.

Niestety nie jesteśmy jeszcze na to gotowi. Żeby umieć zdefiniować czynniki, które są wyznacznikiem poprawy leczenia musimy mieć dostęp do dużych baz danych tzw. Big Data. W każdej chorobie ten miernik wartości leczenia jest inny. Są jednak choroby już zdefiniowane. Można zatem próbować zaczynać wdrażać stopniowo te rozwiązania, a później kontynuować to podejście w innych obszarach. Byłoby wspaniale, gdyby interesariusze rynku właśnie nad tym się teraz pochylili.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz