Polityka: pacjentom zabrano ponad 7 mld zł. Na TVP dano 1,2 mld zł

01 Lutego 2019, 11:00 pieniądze

W nocy ze środy na czwartek posłowie przegłosowali dodatkowe 1,2 mld zł dla TVP i Polskiego Radia. Było wokół tego dużo szumu. Kilkanaście godzin później GUS opublikował szacunki PKB za 2018 r. Można na ich podstawie wyliczyć ile miliardów złotych rząd zabrał w tym roku pacjentom, dzięki z pozoru banalnej zmianie ustawy o 6 proc. PKB na zdrowie. Pieniędzy z budżetu dla NFZ nie ma, a dodatkowo politycy kolejnymi decyzjami drenują środki jakie Fundusz ma na zakup procedur medycznych i refundację leków. Zdrowie pacjentów po raz kolejny przegrywa więc z kretesem z polityką.

Dodatkowe 500 mld zł z budżetu państwa na leczenie - takimi abstrakcyjnymi kwotami rzucali politycy mówiąc o tym, ile PiS zwiększy wydatki na ochronę zdrowia w najbliższych latach. 

O tym, że dodatkowe pieniądze na leczenie z ustawy 6 proc. PKB to przynajmniej na razie mit - pisaliśmy już wielokrotnie. Po hucznym ogłoszeniu ustawy jako sukcesu, już bez fanfar przepisy zmieniono tak, że Ministerstwo Finansów nie musi nic dopłacać. Więc tak jak kiedyś jesteśmy zdani na dobrą wolę polityków, a z tą jest problem.

Ustawa precyzuje jaki proc. PKB powinien trafiać w danym roku na publiczne wydatki na ochronę zdrowia. Gdy pytaliśmy o to kiedyś ministra Szumowskiego, mówił że chodzi o PKB i wydatki z danego roku (są prognozowane w ustawie budżetowej), ale "w praniu" wychodzi na to, że rząd chce brać ostatnie opublikowane PKB. Więc w maju 2019 poznamy PKB z zeszłego roku  - czyli 2018 r. - a zostanie uwzględnione w 2019 r. lub wręcz w kolejnym. Ale to nie miało tak działać. I jeśli zobaczymy zestawienia chociażby OECD to wydatki na zdrowie w danym roku przyrównuje się do PKB danego roku. 

Ustawa miała wymusić takie planowanie wydatków państwa, by po zamknięciu roku budżetowego publiczne wydatki na ochronę zdrowia, według kryteriów wymienionych w ustawie, wynosiły nie mniej niż określony w przepisach proc. PKB. W ustawie są wpisane konkretnie procenty do osiągnięcia w kolejnych latach. 

 

Kto i kiedy zepsuł lub -  bardziej eufemistycznie -  "poprawił" ustawę?

Idea ustawy była jasna – choć wpływy ze składek trafiających do NFZ rosną, to nie wystarcza to na pokrycie potrzeb. Pamiętajmy, że w czasie reformy planowano wyższą składkę, podniesienie jej do 10 proc. pensji obiecywała też Platforma Obywatelska (PO) po „Białym szczycie”. Obecny rząd nie chcąc się narazić wyborcom, o podnoszeniu składek nie mówi. Wybrał – pod naciskiem Porozumienia Rezydentów OZZL i Porozumienia Zawodów Medycznych – dopłaty z budżetu.

Co poszło nie tak – że mimo hucznych zapowiedzi i wręcz przyspieszenia dochodzenia do 6 proc. PKB na zdrowie, budżet nie musi dopłacać?

W ustawie opracowanej za ministra Konstantego Radziwiłła nie było zapisów, które blokowały dopłaty z budżetu. Wprowadzono je potem. Doprecyzowując części i działy budżetu państwa wliczane w PKB na zdrowie, dodano potem też m.in. odpis dla AOTMiT. Ale też ustalono, że dane dotyczące PKB służące wyliczeniu minimalnych wydatków na zdrowie, mają pochodzić z publikacji GUS dotyczących przeszłych okresów. Choć można było skorzystać z szacunków i prognoz. I tak powstał czasowy poślizg, bardzo niekorzystny dla pacjentów.

Na tej zasadzie słyszymy wciąż, że spływ składki jest tak dobry, że dopłacać wcale nie trzeba. W zeszłym roku, gdy ustawa 6 proc. już działała, na ostatnią chwilę NFZ dostał 1,8 mld zł, ale do Funduszu zapasowego i wykorzystania w tym roku. Kwota ta jest niewspółmiernie niska do potrzeb. 

NFZ brakuje już teraz miliardów złotych

A może po prostu jest tak dobrze, że nie trzeba dolewać pieniędzy? Niestety nie. Jest wręcz gorzej niż w przeszłości. Od dwóch tygodni w środowisku zainteresowanym zdrowotnymi finansami krąży informacja o liście, jakie MZ wysłało do MF w sprawie braku, aż 7 mld zł na pokrycie kosztów działalności w obecnej skali i zapowiadanych przez Łukasza Szumowskiego wyższych wycen dla placówek. Z pieniędzy tych mają być zrealizowane podwyżki m.in. dla diagnostów, fizjoterapeutów. 

Mała lekcja matematyki - ile wynieść może PKB?

GUS podał wczoraj wstępne szacunki dotyczące wzrostu PKB w 2018 r. Według tej instytucji wzrost ten wyniósł 5,1 proc. 

Wartość produktu krajowego brutto (PKB) w 2017 r. wyniosła 1,982 biliona złotych.

Więc w 2018 r. - uwzględniając wzrost - mogło to być 2,083 biliona.

Na ten rok w ustawie budżetowej wpisano, że PKB w ujęciu realnym wzrośnie o 3,8 proc., więc PKB może wynieść 2,162 mld zł. 

Czemu to takie ważne?

PKB a środki na zdrowie

Teraz przypomnijmy zapisy ustawy po wywalczonym przyspieszeniu wzrostu (6 proc. w 2024 roku)

W 2018 r. wysokość finansowania ma być nie niższa niż 4,78 proc. PKB,

w 2019 - 4,86 proc. PKB,

I przyrównajmy do PKB - ile powinno trafić na zdrowie

2018 rok - 101,23 mld zł

2019 rok - 105,07 mld zł.

Ile mieliśmy, ile jest w planach

Na ten rok nie mamy jednak ponad 105 mld zł. Mamy 96,5 mld zł przyjęte jako wymagane minimum z ustawy oraz 97,8 mld zł zaplanowane na ten rok. 

To oznacza, że przeliczając stosowano nie PKB jakie mogłoby być w tym roku, ani nawet nie z roku poprzedniego (jak przy wydatkach na obronność) - lecz cofnięto się aż o 2 lata. Kwoty zgadzają się, jeśli w 2019 r. zastosujemy PKB z 2017 r. 

Widać to m.in. w tabeli, którą dostali w tym tygodniu partnerzy społeczni (związkowcy, pracodawcy) - pytając o efekty ustawy 6 proc. PKB. W poniedziałek mają o tym rozmawiać z rządem. 

Zresztą o tym, że dopłat nie zaplanowano, było wiadomo m.in. na etapie prac nad budżetem państwa, gdy minister finansów zaprezentowała taki wykres:

Pisaliśmy o tym we wrześniu: MF: na zdrowie prawie nic więcej. MZ: nie będzie zespołu RDS do zdrowia

Ponad 7 mld zł - czy to dużo?

Różnica między tym, ile środków miało być, a ile jest teraz planowanych to 7,2 mld zł. Porównajmy to z tegorocznym planem finansowym Funduszu. Na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną w całym 2019 r., czyli np. wizyty u kardiologa, endokrynologa, diabetologa, realizowane w poradniach badania diagnostyczne itp. Fundusz ma w tym roku 4,66 mld zł (część świadczeń realizowanych jest w szpitalach - tu ich nie uwzględniamy). Na rehabilitację leczniczą, gdzie też kolejki są długie, 2,5 mld zł. 

Smutne wnioski

Deklaracje polityczne dotyczące tego, że zdrowie jest priorytetem dla danej partii łatwo składać. Niestety kolejne doświadczenia pokazują, że w ostatecznym rozrachunku od lat brak odwagi i chęci do podejmowania ważnych decyzji. Ustawa o 6 proc. PKB, wymuszona przez środowiska medyczne, miała sytuację zmienić, choć pamiętajmy, że wyjściowe postulaty, których nadal broni Porozumienie Zawodów Medycznych, dotyczyły 6,8 proc. PKB w trzy lata. To pozwoliłoby nam dogonić unijną średnią (w odniesieniu do PKB, ponieważ kwota na pacjenta nadal byłaby niska). 

Zamiast dolewać środki, by pacjenci nie tracili nerwów i zdrowia w kolejce, podpisywane są kolejne - oczywiście potrzebne - porozumienia płacowe uszczuplające możliwość zakupu świadczeń (wizyt u specjalisty, badań diagnostycznych, operacji, zabiegów fizjoterapii, sfinansowania leków dla pacjentów onkologicznych itp.). Do tego jeszcze od tego roku NFZ ma oddawać część pieniędzy na nowo tworzoną Agencję Badań Medycznych. I nie są to drobne kwoty, bowiem 0,3 proc. przychodów Funduszu to na początek 267 mln zł. Protestują przeciwko temu m.in. partnerzy z Rady Dialogu Społecznego. 

Co politycy sprzedają wyborcom, mówiąc o zdrowiu? Opozycja mówi o ważnych, lecz niszowych kwestiach, jak aborcja czy in vitro - działających na emocjach, ale nie rozwiązujących problemów w ochronie zdrowia. Realizacja takich postulatów jest prosta i tania. 

PiS chwali się wyższymi środkami na zdrowie - nie dodaje, że nie wynikają z realizacji obietnic MZ, a z lepszego spływu składki.

Co można zrobić? Nad tym powinni zastanowić się przedstawiciele pracowników medycznych, placówek ochrony zdrowia, pacjentów, eksperci. Nie w powolnym dialogu, który służy bardziej zajmowaniu czasu. Niezbędne jest zainteresowanie obywateli-wyborców ochroną zdrowia. Decydenci winni są wyborcom wyjaśnienie co się dzieje w systemie, dlaczego zdrowie może być ważniejsze niż kolejne nowe świadczenia socjalne czy zakup śmigłowców. Marzy mi się, wspólna obywatelska presja na wszystkie ugrupowania partyjne. Należy działać już – bo rok wyborczy jest jedyną taką okazją. Na kolejny będzie trzeba zaczekać kolejne cztery lata. 

Aleksandra Kurowska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

3 komentarze

Łata Niedziela, 03 Lutego 2019, 22:03
Sformułowanie "Zwiekszyć wydatki na służbę zdrowia" pełni rolę wytrycha albo i nawet łomu, gdyż bezrefleksyjnie zakłada, że ilość wydatków jest związana z większa dostępnością czy jakością. To błąd. Fakt wydania na coś więcej pieniędzy oznacza tylko, że jest droższe. Czy lepsze, albo mam tego więcej? Niekoniecznie.
Od dłuższego czasu, żyję z przekonaniem, że nie ma u nas Służby Zdrowia, tylko przemysł medyczny i polityka zdrowotna. Że obie pospołu żerują na zwykłych pacjentach, pardon: świadczeniobiorcach, którzy nawet nie mają wpływu na to, jak wydawane są wspólne pieniądze i dają sobie wmówić, że to dla ich dobra.
Wydatki na TV czy inne podobne instytucje mają zresztą podobny charakter.
Krkkk Niedziela, 03 Lutego 2019, 10:35
In vitro nie jest kwestia niszowa
Skool Sobota, 02 Lutego 2019, 10:09
Za to Policja Państwowa dostaje kasę od zadłużonych po uszy samorządów, np. w Nysie...