Czy pojawi się w dzisiejszej debacie pielęgniarka Ewa ze Skarżyska Kamiennej?

Przed nami polityczna debata liderów między premier Ewą Kopacz a Beatą Szydło, kandydatką na premiera Prawa i Sprawiedliwości. Czy zdrowie będzie przedmiotem dzisiejszego starcia? Ewa Kopacz to lekarka, była minister zdrowia. Szefem sztabu wyborczego Beaty Szydło jest Stanisław Karczewski, również lekarz, przez wiele lat zasiadający w senackiej Komisji Zdrowia. Sprawdziliśmy, jaką rolę odegrało rolę w debacie sprzed ośmiu lat, między ówczesnym premierem Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem, wówczas liderem Platformy Obywatelskiej.

W 2007 roku z debaty politycznej ówczesnego Premiera Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem najbardziej zapamiętana została pani Ewa, pielęgniarka ze Skarżyska Kamiennej. Donald Tusk w jednym z pierwszych pytań zadanych Jarosławowi Kaczyńskiemu poruszył problem niskich zarobków pielęgniarek i sposobu, w jaki rząd Prawa i Sprawiedliwości poradził sobie z Białym Miasteczkiem jakie przez wiele tygodni funkcjonowało pod Kancelarią Premiera.

W pierwszej części debaty, dotyczącej kwestii gospodarczych, Donald Tusk zadał zapamiętane przez wszystkich pytania dotyczące cen poszczególnych produktów spożywczych oraz wysokości zarobków pielęgniarek: „(…) Czy pan premier mógłby odpowiedzieć dzisiaj na pytanie, czy wie ile podrożały naprawdę podstawowe dla ludzi niezamożnych artykuły w ciągu dwóch lat waszych rządów. Pytam o chleb, o ziemniaki, o jabłka, o kurczaki, o gaz ziemny i o benzynę. Wybrałem sześć najbardziej potrzebnych, najbardziej typowych artykułów podstawowych. I drugie pytanie, ile według pana pielęgniarka po 20 latach pracy dostaje na rękę. Ile dostała na rękę 30 września?”.  Premier Jarosław Kaczyński przypomniał wówczas, że rząd PIS zagwarantował pielęgniarkom pierwszy od lat wzrost wynagrodzenia przeciętnie o 30%: „(…) I pielęgniarki dostają różnie w różnych szpitalach. Ale w tej chwili płacy pielęgniarek typu 800 zł, poza zupełnymi wyjątkami, już po prostu w Polsce nie ma. Są najniższe płace i niestety one czasem rzeczywiście wynoszą tylko tysiąc kilkaset złotych, w szpitalach powiatowych, wojewódzkich, jest lepiej.  W ripoście Donald Tusk przywołał właśnie Panią Ewę: (…) Nie ma w Skrażysku-Kamiennej, gdzie sięgnąłem pod dane, pielęgniarki, która zarabiałaby tysiąc kilkaset zł. Pani Ewa, którą spytałem, dostała 1025 zł.”. J.Kaczyński prostował wówczas, że mówił o pensjach brutto, jednak to Pani Ewa i przekaz Donalda Tuska zostały zapamiętane.

O pielęgniarkach Donald Tusk wspomniał jeszcze odnosząc się do pytania o swój stosunek do związków zawodowych. Nawiązał wówczas do kilkutygodniowego protestu pielęgniarek przed Kancelarią Premiera (tzw. Białe Miasteczko):”(…) Ja panie Jarosławie jestem święcie przekonany, że dobra władza nie może ustępować grupom nacisku tylko dlatego, że są bardzo silne. Pan dość szybko i bez walki ustąpił bardzo silnym demonstracjom górniczym. Natomiast, kiedy przyszły pielęgniarki, bez kilofów i bez pałek, to wysłał pan policję na te pielęgniarki (…)”. Ripostując Jarosław Kaczyński zaznaczył: „(…) My nie mieliśmy żadnych demonstracji górniczych i to jest nasz sukces. My tolerowaliśmy przez wiele tygodni demonstrację pielęgniarek, która uniemożliwiała normalną pracę Kancelarii Premiera i to jest najlepszy dowód, jak bardzo jesteśmy otwarci w takich sytuacjach i przede wszystkim, panie Donaldzie, myśmy ogromnie zwiększyli wydatki na służbę zdrowia, o 7 mld w tym roku i o 11 mld w przyszłym roku i nikt inny przedtem niczego takiego nie zrobił (…)”.

Na argument Jarosława Kaczyńskiego o wzroście nakładów na służbę zdrowia Donald Tusk odpowiedział: „(…) Ja chciałem sprostować przede wszystkim, bo widzę pewien brak orientacji, jeśli chodzi o to, kto naprawdę finansuje służbę zdrowia i kto naprawdę dał więcej pieniędzy na służbę zdrowia. To nie rząd. To jest wzrost składki. To wszyscy tu siedzący, wszyscy siedzący przed telewizorami ze składki dokładnie o siedem miliardów więcej NFZ dostał. Jeśli pan mówi o tym, że o tyle miliardów więcej, a przypominam, że z naszych kieszeni, nie z

pańskiej kieszeni, doszło do Narodowego Funduszu Zdrowia, od 2005 do 2007, o siedem miliardów złotych więcej ze składek, to gdzie jest poprawa w ochronie zdrowia? Jeśli Polacy sfinansowali o siedem miliardów więcej, to dlaczego jest tak źle? Gdzie są te pieniądze? Gdzie jest ta poprawa?

We wczorajszej rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu Zet Premier Ewa Kopacz  posłużyła się podobnym argumentem dotyczącym wzrostu nakładów na służbę zdrowia co Jarosław Kaczyński. Na pytanie o kolejki do lekarzy odpowiedziała: (…)Sama jestem lekarzem, co prawda nie wykonuje tego zawodu, ale wiem.  Mam chorą mamę, mam znajomych, którzy chodzą do lekarza i wiem jedno, że nakłady na ochronę zdrowia wzrosły od roku 2007 od 41 mld do ok. 70 mld.”.

Czy w czasie dzisiejszej debaty temat służby zdrowia znajdzie swoje miejsce? Wizja systemu ochrony zdrowia Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości znacząco się od siebie różnią. Obecny rząd postuluje utrzymanie obecnej formy (choć składka na zdrowie ma być płacona w podatku i kierowana do NFZ za pośrednictwem budżetu) i wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych. Zdecydowanie przeciwne temu pomysłowi jest Prawo i Sprawiedliwość, które opowiada się powrotem do systemu budżetowego. Częścią wspólną w programach oby partii jest przekazanie na szczebel samorządowy kompetencji w zakresie podziału środków. Zgodnie z planem PO środki mają być dzielone na podstawie map potrzeb zdrowotnych opracowywanych przez wojewodów. PIS postuluje wprost przekazanie kompetencji w zakresie zawierania umów właśnie do urzędów wojewódzkich.

 Agnieszka Gołąbek

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz