Czy polska ochrona zdrowia doczeka się wreszcie informatyzacji?

06 Września 2016, 10:52

Po zerwaniu kontraktów z wykonawcami systemu P1 w listopadzie ubiegłego roku, do dzisiaj nie widać postępów. Przedstawiony na początku roku przez Ministerstwo Zdrowia i CSIOZ harmonogram planowanych działań, stał się już nierealny do zrealizowania – mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną Marcin Kędzierski, były dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia.

PZ: Czy Pana zdaniem jest jeszcze szansa, że projekt P1 zostanie ukończony i będzie zawierał te wszystkie funkcjonalności, które pierwotnie miały się w nim znaleźć?

Marcin Kędzierski: Wciąż wierzę że jest to jeszcze możliwe, choć sytuacja staje się chyba coraz trudniejsza.  Po zerwaniu kontraktów z wykonawcami systemu w listopadzie ubiegłego roku, do dzisiaj nie widać postępów. Przedstawiony na początku roku przez Ministerstwo i CSIOZ harmonogram planowanych działań stał się już nierealny do zrealizowania. Zapewne trwa przedłużająca się procedura negocjacji i ugód z wykonawcami, a z Komisją Europejską trudne ustalenia o zatwierdzeniu dotychczasowych prac i wydatków w projekcie oraz przychylności do dalszego jego kontynuowania projektu. Olbrzymia rola decydująca przypada również ministrowi finansów, który na obecnym etapie miałby finansować dalsze prace, a jak wiemy ostatnie zapowiedzi reformy systemu ochrony zdrowia mogą znacznie je  skomplikować. Proszę zwrócić uwagę, że na przełomie III i IV kwartału ubiegłego roku, w Projekcie P1 realizowane były testy akceptacyjne i odbiorowe poszczególnych komponentów systemu. Rozwiązania te oparte były całkowicie o aktualny kształt systemu ochrony zdrowia, gdzie w dominującej większości procesów występował Narodowy Fundusz Zdrowia. Jeśli zaś reforma przewiduje likwidację NFZ, to będzie to miało bezpośredni wpływ na wytworzone rozwiązania.  Znam dobrze obecną dyrekcję CSIOZ oraz jej zespół i wiem, że jest w stanie podołać realizacji projektu. Tylko musi mieć stworzone do tego odpowiednie warunki.

Uważam, iż w związku z taką skalą problemu zarówno MZ jak i CSIOZ powinny obecnie skupić się bardziej na promocji i wsparciu realizacji platform regionalnych oraz rozwoju technologii telemedycznych. Biorąc pod  uwagę fakt, iż 90% pacjentów leczy się w ramach jednego regionu dzisiaj ciężar gromadzenia i wymiany danych medycznych mogą wziąć na siebie inicjatywy regionalne, do czasu powstania komponentów centralnych i udostępnienia usług e-Recepty i e-Skierowania.

PZ: Co okazało się największym problemem przy realizacji projektu P1?

Marcin Kędzierski: Bez wątpienia największym problemem tego projektu był jego ogromny zakres oraz liczba wyłonionych wykonawców. Pięciu wykonawców poszczególnych komponentów jednego systemu, bez jednoczesnego wskazania wiodącej roli jednego z nich, powodowało w naturalny sposób ogromne trudności w realizacji. Trudności te dotyczyły głównie obszaru odpowiedzialności wykonawcy i zamawiającego przy realizacji poszczególnych zadań.  Nie bez znaczenia również były opóźnienia w realizacji projektu, na które w 2012r. wskazała Najwyższa Izba Kontroli. Dołączając do zespołu CSIOZ w czwartym roku realizacji projektu, zastałem przedłużające się procedury przetargowe oraz fakt, iż dwóch z wyłonionych w projekcie wykonawców nie wywiązało się ze swoich zadań. Uważam, że na etapie założeń i szacowania projekt został prawidłowo zaplanowany. Niestety ten czas, który bezpowrotnie uciekł na początku projektu był tym, którego zabrakło wszystkim pod koniec ubiegłego roku.

PZ: Czy wymogi, które teraz MZ chce wprowadzić wobec systemów funkcjonujących u świadczeniodawców, mogą być dla szpitali i przychodni trudne do spełnienia? 

Marcin Kędzierski: Przyjęte założenia dla wymagań systemów świadczeniodawców do prowadzenia list oczekujących rzeczywiście trochę zmieniają sytuację. Wymogi wobec świadczeniodawców, którzy prowadzą listy oczekujących o konieczności posiadania odpowiedniego oprogramowania istnieją od 2012r. i co istotne, zawierały zapis o konieczności zapewnienia możliwości współpracy takiego systemu z Platformą P1. Taki zapis moim zdaniem przenosił pewien ciężar odpowiedzialności na dostawcę systemu. Z chwilą pojawiania się funkcjonującej Platformy P1 i opublikowania specyfikacji wymiany danych, dostawca byłby zobowiązany do zapewnienia zgodności z P1. Samo oprogramowanie również mogło już zawierać szereg funkcjonalności koniecznych do współpracy z P1, w tym głównie z usługą e-Skierowania, polegającą m.in. na monitorowaniu odpowiednich statusów w kolejkach i uniemożliwiającej wpisywaniu się na kilka list jednocześnie.

W obecnym kształcie rozwiązań prawnych i zniesieniu takich wymagań wobec systemów do zarządzania listami oczekujących dostawca już nie posiada takiego obowiązku, a z chwilą pojawienia się Platformy P1 ktoś będzie zmuszony sfinansować dostosowanie i podłączenie oprogramowania. Zapewne dostawca oprogramowania nie będzie chciał realizować takich zadań na własny koszt, skoro nie jest to obecnie wymóg prawny. 

PZ: Jakie konkretnie wymogi będą musiały spełnić placówki medyczne, jeśli rozporządzenie w takim kształcie wejdzie w życie?

Marcin Kędzierski: Trzeba podkreślić, że oprogramowanie do zarządzania kolejkami w placówce nie jest niczym nowym. Tego typu systemy funkcjonują od wielu lat i są z powodzeniem wykorzystywane w dużych, dobrze zorganizowanych podmiotach. Również duże sieci medyczne korzystają z takiego oprogramowania, choć jest ono także wspierane przez czynnik ludzki. Horyzont czasowy do rejestracji na wizytę jednak nie może być zbyt długi bo staje się niemalże „niezarządzalny”. Dlatego uważam, iż w proponowanych regulacjach brakuje dookreślenia co do ram czasowych dla rejestracji. Rejestracja na rok do przodu nie ma żadnego sensu i wiedzą o tym doskonale najwięksi i najlepiej zorganizowani świadczeniodawcy. Na pewno nowością ma być wprowadzenie obowiązku zapewnienia przez świadczeniodawców nowych, dotychczas niewymaganych usług jak np. potwierdzanie przez świadczeniobiorcę odczytania powiadomienia o zmianie terminu wizyty oraz akceptacji zaproponowanego nowego terminu. Brakuje w regulacjach niestety przypadku, w którym nie ma możliwości akceptacji proponowanego terminu nowej wizyty.

PZ: Czy dużo jest jeszcze takich placówek, które nie mają systemów informatycznych, albo mają – ale w bardzo ograniczonym zakresie?

Marcin Kędzierski: Proces informatyzacji i wyposażania świadczeniodawców w rozwiązania IT trwa od lat. W zależności od rodzaju świadczeniodawcy, różny będzie także katalog potrzeb. Inny będzie on dla dużego wielooddziałowego szpitala, inny dla małego szpitala, a jeszcze inny dla przychodni czy indywidualnej praktyki lekarskiej. Bez wątpienia najwięcej jest praktyk lekarskich i uważam, że obecnie regulator rynku jakim jest MZ i CSIOZ powinien możliwie najszybciej skupić się na tworzeniu bezpiecznych i wygodnych warunków dla korzystania z oprogramowania medycznego. Należy kontynuować proces standaryzacji dokumentów medycznych, ale co istotne pilnie widać potrzebę ujednolicania modeli gromadzonych danych. W przeciwnym wypadku każdy z dostawców oprogramowania będzie opierał swoje systemy o autorskie rozwiązania, co w praktyce uniemożliwi zmianę dostawcy oprogramowania.

Zachęcam użytkowników takiego oprogramowania zanim się zdecydują na konkretne rozwiązanie do uważnego czytania zapisów umów, treści licencji i jeśli to możliwe korzystania z wersji próbnych. Pamiętajmy, żeby unikać sytuacji kiedy lekarz będzie zarówno lekarzem jak i informatykiem. Wprowadzone prawne możliwości gromadzenia danych medycznych przez dedykowane oprogramowanie medyczne w chmurze, zdejmują z pracowników medycznych szereg obowiązków technicznych. Niestety - jak mówiłem - nadal nieuregulowana pozostaje kwestia stworzenia warunków umożliwiających swobodne przechodzenie od dostawcy do dostawcy.

PZ: Czy placówki medyczne będzie stać na wprowadzenie narzuconych przez MZ rozwiązań informatycznych w zakresie prowadzenia kolejek oczekujących?

Marcin Kędzierski: Wszystko zależy od formy zakupu, na jaką świadczeniodawca się zdecyduje. W obecnej sytuacji, kiedy oferta produktowa jest dosyć szeroka zapewne każdy znajdzie coś dla siebie. Wszystko zależy czy decydujemy się na zakup gotowej e-usługi wspieranej przez dostawcę czy oprogramowania z niezbędną do tego infrastrukturą, którą sami będziemy zarządzali i utrzymywali. Modeli zakupu jest wiele, jednak zachęcam do robienia dokładnej analizy rynku przed zakupem. 

PZ: Czy nowa koncepcja MZ oznacza, że teraz ciężar nowych rozwiązań informatycznych będzie spoczywał na świadczeniodawcach, a nie na Ministerstwie i CSIOZ?

Marcin Kędzierski: Nowa koncepcja odnosi się do zmiany formuły realizacyjnej inicjatyw centralnych. Inicjatywy lokalne mogą i powinny być realizowane na dotychczasowych zasadach. Im większe nasycenie dedykowanych rozwiązań IT w obszarze medycyny, tym procesy zarządzania i leczenia pacjenta sprawniejsze. Ubolewam jedynie nad faktem, iż nie wszystkie województwa zdecydowały się na budowę regionalnych rozwiązań w obecnej unijnej perspektywie finansowej . Niemniej jest jeszcze taka możliwość. Przecież Plany Działań RPO mogą ulec zmianie i zatwierdzeniu Komitetu Monitorującego MZ.

Z Marcinem Kędzierskim - byłym dyrektorem CSIOZ, obecnie dyrektorem ds. Projektów Strategicznych i Sektorowych Data Techno Park, rozmawiała Aleksandra Smolińska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz