Grzegorz Religa: politycy mają gdzieś ochronę zdrowia, nie jestem politykiem, startuję bo jest czas i pora

21 Października 2015, 12:20

Dr Grzegorz Religa jest Kierownikiem Oddziału Kardiochirurgii WSS im. Wł. Biegańskiego w Łodzi. Jest także kandydatem na senatora w Gliwicach z listy PiS. W rozmowie z Polityką Zdrowotną podkreśla jednak zdecydowanie, że nie jest politykiem, a PiS tylko go popiera w tych wyborach. Sam zresztą deklaruje, że nad poparciem niektórych postulatów PIS w zakresie zdrowia poważnie by się zastanowił. Tak jak ojciec uważa, że trzeba wprowadzić sieć szpitali i zweryfikować koszyk świadczeń gwarantowanych. Pomysł likwidacji NFZ go nie zachwyca, podobnie jak pomysł na wprowadzenie czterech konkurujących ze sobą funduszy. Podziela pogląd lewicy, że każdy powinien być ubezpieczony, a wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń uważa za kwestię czasu. Generalnie jednak uważa, że politycy temat ochrony zdrowia traktują jak gorący kartofel. Interesują się nim tylko wtedy, gdy trzeba gasić pożary.

Dlaczego zdecydował się Pan kandydować do Senatu?

Czas i pora.

Czy ma to związek z tym, że chciałby Pan kontynuować dzieło swojego ojca, czy ma Pan zupełnie inne poglądy?

Poglądy mam bardzo podobne i między innymi dlatego kandyduję. Muszę powiedzieć, że przez ostatnie lata nie zauważyłem, żeby ktoś miał podobne podejście do ochrony zdrowia w Polsce. Wszyscy, którzy mają na nią jakiś wpływ, mają to głęboko gdzieś. Ludzie nie mają tego gdzieś, tylko politycy. Traktują to jak gorący kartofel, nie chcą się tym poważnie zajmować.

Dla ludzi jest to bardzo ważne i dziwi mnie, że w kampanii bardzo mało mówi się o zdrowiu, chociaż program PiS jest rewolucyjny pod tym względem.

Rewolucyjny...  Mówiąc szczerze, tak na goło te postulaty, o których się słyszy, są takie, że ja bym poważnie się zastanowił nad ich poparciem. Ponieważ jednak brałem udział w kilku debatach o ochronie zdrowia organizowanych przez Marszałka, dr. Karczewskiego, to wiem nieco więcej na ten temat, a jak się wie więcej, to można to rozważać. Mam nadzieję, że to nie będzie literalnie tak, że pewnych zmian nie będzie można wprowadzić.

Czy ma Pan na myśli likwidację NFZ, czy jakieś inne elementy programu PiS?

NFZ w takiej formie jak w tej chwili jest nie do przyjęcia. Czy to będzie likwidacja NFZ, czy jego prawdziwa reforma, to jest wszystko jedno. Ochronę zdrowia trzeba jakoś finansować, natomiast nie w ten sposób, jak to wygląda w tej chwili. Czy to będzie się nazywało inaczej, czy to będzie NFZ, tylko zreformowany, czy to będą kasy chorych, czy to będzie finansowanie budżetowe przez wojewodów, zależy od tego, na ile poważnie będzie potraktowana reforma i jak dobrze dopracowana.

To gdzie tu tkwi problem?

Ja myślę, że to w idei NFZ tkwi problem. A idea jest taka, że to jest monopolista, który narzuca swoje warunki wszystkim. To, co oni nazywają negocjacjami, z negocjacjami nie ma nic wspólnego. Jak się idzie do nich, przydzielają taki kontrakt, jak uważają i za takie pieniądze, jakie uważają. W takiej formie jest to kompletny absurd.

Ryszard Petru proponuje utworzenie czterech konkurujących ze sobą funduszy.

Nie wiem, czy cztery konkurujące fundusze to dobry pomysł, to już zresztą było i nie do końca się sprawdziło.

A dodatkowe ubezpieczenia?

Ja myślę, że wcześniej czy później będzie musiał przyjść na to czas. Szkoda tylko, że te osiem lat zmarnowano. Tego się nie uniknie, szczególnie przy kosztach współczesnej ochrony zdrowia, gdzie koszty rosną w sposób dramatyczny.

Budżet NFZ wzrósł niemal dwukrotnie, a nadal wszyscy narzekają.

Współczesna medycyna jest ekstremalnie droga. Nauka idzie w nieprawdopodobnym tempie do przodu. Nowe technologie, nowe metody mają tę jedną wadę, że są strasznie drogie. Z drugiej strony, będąc w Unii Europejskiej, trudno odmówić pacjentom polskim korzystania z tych nowych rzeczy.

Pacjenci chcą mieć dostęp do tych nowych terapii i walczyć o życie i zdrowie najdłużej i najskuteczniej, jak się da.

Jest to absolutnie zrozumiałe. Pieniądze na służbę zdrowia, czy to się podoba, czy nie, muszą być zdecydowanie podniesione. Oczywiście należy różne rzeczy reformować, ale bez podniesienia nakładów na służbę zdrowia nic się nie zrobi.

Czy uważa Pan, że konieczne jest też podniesienie składki?

Chyba tak, bo skąd niby brać te pieniądze?

Zjednoczona Lewica proponuje likwidację systemu e-WUŚ. Ich zdaniem każdy kto ma polskie obywatelstwo powinien być ubezpieczony.

Rozumiem, że PiS to też jest trochę lewica, bo też o tym mówi. Nie wiem tylko, czy w takim samym zakresie jak Lewica... Chciałbym, żebyśmy sobie wyjaśnili: ja nie jestem z PiS-u, ja jestem bezpartyjny i wystartuję z przekonania.

Ale z list PiS-u?

PiS mnie popiera w wyborach.

Nie jest Pan typowym politykiem, jest Pan przede wszystkim lekarzem i to wychowanym w takim domu, gdzie pacjent jest najważniejszy. Politycy posługują się różnymi postulatami... Czy Pan jako lekarz widzi jakieś inne rzeczy, które można by było zrobić w systemie, poza wzrostem finansowania, poza likwidacją NFZ, by poprawić sytuację pacjenta?

Były pewne pomysły mojego ojca, 8 lat temu czy więcej, które zostały wyrzucone do kosza. Pierwszy to sieć szpitali, który został zapomniany. A chodziło w nim o to, żeby ktoś w tym kraju, kto chce kierować ochroną zdrowia, wiedział, jakie są potrzeby. A tak nie jest, te szpitale się buduje albo zamyka z powodów ekonomicznych albo czyichś ambicji... Czasem w małych ośrodkach buduje się ogromne szpitale, nie wiadomo, w jakim celu. One potem nie są w stanie się utrzymać, bo tam nie ma pacjentów, a z drugiej strony zamyka się szpitale, które są potrzebne. I tak naprawdę nikt w Polsce nie wie, jakie i gdzie są potrzeby. Nikt się tym nie zajął. Trudniejszy do przyjęcia dla pacjentów jest koszyk świadczeń gwarantowanych, trzeba policzyć, na co nas rzeczywiście stać. I trzeba to ludziom uczciwie powiedzieć. To jest rola władz zarządzających ochroną zdrowia, by mieć odwagę wybrać to, co jest rzeczywiście najbardziej potrzebne dla ochrony zdrowia i życia i powiedzieć jak Lewica: proszę bardzo, każdy ma do tego dostęp, ale są takie procedury, które jak ktoś chce, to musi sfinansować albo po części, albo w całości sam. I to jest rola polityki zdrowotnej, a nie tworzenie głupot pod tytułem pakiet nowotworowy, który poza tym, że zamyka ludziom drogę do leczenia, to niczego nie rozwiązuje. Zarządzanie służbą zdrowia w formie gaszenia kolejnych pożarów nigdy w życiu nie rozwiąże tego problemu. A tak to w tej chwili, od lat wygląda. Wybucha problem onkologiczny, to stworzono program onkologiczny, zastrajkowały pielęgniarki, to dostały podwyżkę, więc zastrajkowali wszyscy inni. Tak po prostu nie można.

Często powtarza się pytanie o kolejki, ale tak naprawdę rzadko kto jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak je zlikwidować, skrócić albo też nie ma odwagi powiedzieć, że po prostu nie da się ich zlikwidować.

Nie ma tak, że się nie da. Da się je zlikwidować, ale oczywiście nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Natomiast ma na to wpływ wiele rzeczy, łącznie ze szkoleniem pracowników ochrony zdrowia. Kierujący ochroną zdrowia musi wiedzieć, ilu jest potrzebnych chirurgów, ilu potrzebnych onkologów, a ile konkretnej specjalizacji pielęgniarek. Planować to szkolenie. Tego nikt nie wie i nikt nie robi. Bo jest modne, to się szkoli takich lekarzy, a jest niemodne, to się szkoli innych. Potem się okazuje, że jest mnóstwo lekarzy danej specjalności, którzy nie mogą znaleźć pracy, a są specjalności, w których od lat nie ma lekarzy, nie można ich nigdzie znaleźć na rynku. Ochroną zdrowia w Polsce od lat nikt nie zarządza.

 

Rozmawiała Agnieszka Gołąbek

 

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

rez Środa, 21 Października 2015, 18:23
tragedia !