Opieka koordynowana: socrealizm, czy lekarstwo na POZ?

13 Września 2016, 13:15

Minister Konstanty Radziwiłł zapowiedział ustawę o POZ, którą resort planuje na przyszły rok. Zmiany - zdaniem ministra - nie mogą czekać na rezultaty programu pilotażowego, który może potrwać nawet 2-3 lata. I zapowiada działania docelowe.

Minister Radziwiłł zastrzegł, że resort, który z uwagą przygląda się pracom nad koncepcją koordynowanej opieki w POZ, nie może czekać ze zmianami w podstawowej opiece do zakończenia planowanego być może nawet na 2-3 lata pilotażu. - Jeśli chodzi o POZ, nie ukrywam, że w tej chwili jesteśmy na etapie pisania ustawy. Nie będziemy czekać, bo myślę, że już w połowie przyszłego roku będziemy wprowadzać nową podstawową opiekę zdrowotną w całej Polsce - zadeklarował minister zdrowia.

Jak na razie środowisko czeka na propozycje rozwiązań prawnych w tym zakresie. Resort zwraca uwagę na zawiłości prawne, które powinny być rozwiązane. To umożliwiłoby programom pilotażowym spełnić swoją rolę. - Prawdopodobnie w najbliższym czasie przygotujemy przepis, który będzie upoważniał do wprowadzana pilotaży. Będziemy ścigać się z czasem - gdzieniegdzie takie pilotaże się pojawią, ale jednocześnie będziemy na pewno przygotowywać rozwiązania docelowe - podkreślił Radziwiłł.

- Konkretne propozycje rozwiązań prawnych dotyczące opieki w POZ nie zostały jeszcze przekazane do Naczelnej Izby Lekarskiej w ramach konsultacji społecznych. Naczelna Rada Lekarska miała swojego przedstawiciela w zespole ministerialnym powołanym w styczniu br.  do opracowania założeń zmian w podstawowej opiece zdrowotnej. Posiadamy wiedzę o istnieniu raportu z prac tego zespołu, który zawiera m.in. analizę funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej w Polsce oraz propozycje rozwiązań systemowych. Raport przyjmujemy jako narzędzie potrzebne Ministerstwu Zdrowia do prac nad legislacją, więc czy opieka POZ będzie koordynowana i w jakim zakresie dowiemy się w konkretnych propozycjach legislacyjnych ministra zdrowia, na które czekamy – powiedziała Polityce Zdrowotnej Katarzyna Strzałkowska, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.

Natomiast Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy porównuje projekt opieki koordynowanej do systemu rodem z Korei Północnej. W Korei Północnej, jak wiadomo, brakuje niemal wszystkiego. Takie skutki daje gospodarka, w której zrezygnowano z zasad ekonomii, działania dla zysku i konkurencji, zastępując to administracyjnymi nakazami i „misją” pełnioną przez przedsiębiorstwa. Jednak - o dziwo - nie ma tam kolejek po - wydawałoby się - deficytowe towary. Osiągnięto to dzięki prostemu zabiegowi: aby kupić określony produkt, należy przedtem uzyskać pozwolenie od władz. Pozwoleń zaś wydaje się tylko tyle, ile jest przedmiotów do kupienia. Podobne zasady obowiązywały także w innych komunistycznych krajach. Taki też sposób na likwidację kolejek w AOS chce zastosować obecny rząd – pisze Bukiel i wyjaśnia: koordynowana opieka oznacza, że pacjent po leczeniu szpitalnym zostanie od razu skierowany do odpowiedniej specjalistycznej poradni przyszpitalnej, bo NFZ zapłaci za taką właśnie kompleksową usługę, a nie tylko za leczenie szpitalne. Powierzenie lekarzom rodzinnym środków na opłacenie porad specjalistycznych spowoduje, że skierowania będą wydawane tylko tym pacjentom, z którymi lekarze rodzinni nie dadzą sobie rady, a nie wszystkim, którzy by tego chcieli.

- Obecnie lekarze POZ nie są w stanie ocenić planów MZ, bo nie ma konkretów, to są tylko ogólne założenia bez zasad funkcjonowania, finansowania, a przy obecnych nakładach na opiekę zdrowotną, to jest niemożliwe – mówi Bożena Janicka, prezes PPOZ. - Reformy robi się z ludźmi, a nie na ludziach, dlatego zawsze wymagają nie tylko założeń, ale zwiększenia nakładów finansowych, i to nie w roku 2025, ale dziś kiedy, jak to sam minister powiedział: Polacy mają do wyboru zmęczonego lekarza lub jego brak - dodaje. - Dla naprawy systemu i dostępności dla  pacjentów winno się postawić na POZ i lekarza rodzinnego, ale dziś jest to całkowicie nierealne. Lekarz rodzinny winien być koordynatorem w leczeniu i przewodnikiem po systemie dla pacjenta, a więc obecne propozycje  winny jasno określić zasady współpracy z innymi profesjonalistami - ale i tu nie mamy wiedzy jak to ma funkcjonować, jak ma być finansowane – mówi dalej Janicka.

- Nie znamy szczegółów propozycji ministra, jeśli chodzi o model opieki koordynowanej, więc trudno je oceniać. Sam pomysł, by opieka nad pacjentem była koordynowana przez prowadzącego go lekarza rodzinnego powraca od dłuższego czasu. Niewątpliwie to u lekarza rodzinnego powinny zbiegać się wszystkie informacje dotyczące pacjenta i jego leczenia – mówi dr Joanna Szeląg z Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Zaznacza także, że lekarz rodzinny powinien być przewodnikiem pacjenta po systemie, ale przewodnik nie może działać bez narzędzi: możliwości organizacyjne i odpowiednie finansowanie. Ustawa - zdaniem Szeląg - nie zmieni sposobu myślenia o roli lekarza rodzinnego, ani żaden przepis prawny. - Nie wyobrażam sobie, by tak duża zmiana systemowa miała wejść bez pilotaży i oceny mocnych i słabych punktów projektu. Zbyt mało jest doświadczeń i zbyt wiele niewiadomych – twierdzi dr Szeląg.

Finansowanie tego projektu może być kluczowe dla jego powodzenia lub upadku, zaznaczają lekarze rodzinni. Widzieliśmy już wiele "bezkosztowych" reform w służbie zdrowia i nigdy nie kończyło się to dobrze. Stąd istotne jest, jaki budżet otrzyma lekarz POZ na dodatkowe zadania. Wydaje się, że bez zwiększenia nakładów na całą służbę zdrowia trudno będzie też uzyskać racjonalne finansowanie
dodatkowych zadań. W takiej sytuacji to na lekarzy POZ przerzucona zostanie odpowiedzialność za kolejki do specjalistów i limitowanie świadczeń. A na końcu tego przewodu zostają pacjenci, którym niewiele, jak na razie, mówi enigmatyczna wizja naprawy systemu.

Największym problemem pacjentów w Polsce są kolejki do lekarzy specjalistów I badań diagnostycznych, które są wykonywane w przychodniach specjalistycznych. Dlatego tak powszechne są prywatne wizyty i badania diagnostyczne, które obciążają kieszeń pacjentów. To ewidentne wąskie gardło systemu, które należy udrożnić. Obawiamy się, że pomysł opieki koordynowanej z dwu poziomów, lecznictwa zamkniętego i POZ jest sposobem na leczenie problemu kolejek  przez amputację tego wąskiego gardła. Nie ma AOS, to nie ma kolejek do AOS – obawia się Ewa Borek, prezes Fundacji „My Pacjenci”.

Scenariusz tych usług, zdaniem organizacji pacjenckich, nie wróży powodzenia. - Koordynacja usług napotka na każdym piętrze systemu na liczne bariery. Brak obiegu dokumentacji pacjenta między POZ i lekarzami specjalistami oznacza, że koordynatorem opieki przenoszącym dokumentację będą pacjenci – mówi Borek. - Brak systemu informacji medycznej sprawia, że lekarz POZ nie zna lekarzy specjalistów w swojej okolicy i nie zna terminów, w których mogą pacjenta przyjąć. Nie może też pacjenta zapisać i przekazać mu informację – proszę się zgłosić do specjalisty w dniu X o godzinie Y. współpracuję z nim i wiem że to dobry lekarz. Koordynatorem więc zostanie po raz kolejny pacjent, który sam umówi wizytę u specjalisty – dodaje.

Nikt nie jest przeciwny reformie, a powtarzaniu od dziesięcioleci tych samych resortowych błędów: budowania systemu na projektach, które weryfikuje rzeczywistość w sposób zazwyczaj bardzo brutalny. A - co wydaje się logiczne - wystarczyłaby prosta i rozsądna zasada wprowadzania zmian w oparciu nie o wiedzę polityczną, nie w oparciu o to, jak zrobić, by uzyskać efekt za darmo lub „po taniości”, a na podstawie konsultacji z profesjonalistami, którzy te usługi będą na co dzień świadczyć i z odbiorcami, by wiedzieć czego oczekują. Tej logiki brakuje po raz kolejny. 

Janusz Maciejowski

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

3 komentarze

KAJA Wtorek, 13 Września 2016, 15:02
Dać większe nakłady na lekarza Poz ?!!!! oni teraz zarabiają po 50 tyś zł...to są kwoty nienormalne !!!! co on chce zmieniać ? najpierw niech się zmieni jakość świadczonych usług przez lekarzy POZ i ich kompetencje, bo to niestety pozostawia wiele do życzenia. Jak można dać daną kwotę pieniędzy lekarzowi nie szeregując worków finansowych i pozwolić im samodzielnie gospodarować publicznymi pieniędzmi. To co za oszczędzą na naszym leczeniu jest dla nich a nie wpływa z powrotem do budżetu państwa. Chory system !!!!
Grzegorz Niedziela, 18 Września 2016, 13:19
pisze to człowiek który nie ma pojęcia o działaniu POZ. Dokształć się a potem zabieraj głos
PegaZ Piątek, 16 Września 2016, 19:25
Pani Kaju - nie wiem skąd wzięła Pani tak sensacyjne kwoty. NFZ płaci 12PLN kapitacyjnie na zapisanego pacjenta (= wskaźniki w zależności od wieku)i za te pieniądze placówka lekarza rodzinnego ma zapewnić porady lekarskie, badania diagnostyczne : laboratoryjne, RTG, USG,( za które płaci lekarz rodzinny- ze stawki kapitacyjnej), musi utrzymać przychodnię( gaz, prąd, ogrzewanie, sprzątanie, utylizacja odpadów medycznych, odpady komunalne, biuro rachunkowe, opłaty za licencje oprogramowania, zakup materiałów biurowych, pensje pracowników, ZUS, podatki, dzierżawa budynku, remonty itd. . . a co zostanie - dla lekarza rodzinnego. Jeżeli wg Pani jest tak dobrze w POZ - niech Pani powie- czemu lekarze nie chcą robić specjalizacji z medycyny rodzinnej, czy np. pediatrii i nie chcą pracować w POZ? Czy wie Pani jaki jest średni wiek pediatry w Polsce? Wychodzi z Pani homo sovieticus - "należy się". A za kilka lat nie będzie komu leczyć dzieci w Polce.