Mamy wybór miedzy lekarzem zmęczonym… a żadnym?

21 Września 2016, 9:38

Wypowiedź ministra zdrowia o świadomości stanięcia przed dylematem, czy lepiej mieć lekarza zmęczonego, czy nie mieć go w ogóle odnosiła się głównie do rozsądku samych lekarzy. Sprawa przepracowania lekarzy budzi kontrowersje od dawna. Znany jest przypadek lekarki, która zmarła po 72-godzinnym dyżurze. Ale czy to oznacza, że prawo pracy jest doskonałe, a zawodzi jedynie czynnik ludzki? Na kim powinna spoczywać odpowiedzialność?

– To jest dramatyczny wybór między lekarzem zmęczonym, a żadnym. Ja nie mam na to prostej odpowiedzi. Jeśli ktoś ją ma, to proszę ja słucham. Staramy się zmieniać organizację pracy. Staramy się mieć większe nakłady na ochronę zdrowia, ale musimy mieć taką świadomość, że może dojść do takiego dylematu, czy lepiej żeby w miejscu pracy był zmęczony lekarz, czy żeby nikogo tam nie było? – mówił niedawno minister Radziwiłł. I apelował o zdrowy rozsądek. Nadmienił, że nie wszystko można uregulować prawem.

Co mówią przepisy?

Czas pracy lekarzy w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej reguluje Dyrektywa 2003/88/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 4 listopada 2003 r. dotycząca niektórych aspektów organizacji czasu pracyKraje członkowskie były zobowiązane do ujednolicenia przepisów związanych z prawami pracowniczymi dotyczącymi czasu pracy. Włączając dyrektywę do polskiego porządku prawnego uregulowano również przepisy dotyczące czasu pracy tj. wprowadzono: trwający 7 godzin i 35 minut na dobę (35 godzin i 55 minut w 7 dniowym tygodniu pracy), wprowadzono 11 godzinną przerwę na wypoczynek, oraz zaliczono dyżury do czasu pracy, a ponadto wprowadzono klauzulę op-uot umożliwiającą wydłużenie czasu pracy powyżej 48 godzin za zgodą lekarza. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej konsekwentnie przyjął, że „dyżur w miejscu pracy w całości wliczany jest do czasu pracy”.

- Zarówno w Polsce jak i innych krajach członkowskich poważnym problemem stała się niewystarczająca ilość lekarzy. Świadczy o tym fragment komunikatu Komisji Europejskiej z 9 stycznia 2004 r. wskazujący, iż: „dyrektywa, interpretowana tak jak interpretuje ją Europejski Trybunał Sprawiedliwości  stawia poważne wyzwania przed systemami sektora ochrony zdrowia w całej Europie, wpływając niekorzystnie na proces zabezpieczenia zachowania ciągłości opieki zdrowotnej” – wyjaśnia Anna Banaszewska, prawnik, ekspert ds. ochrony zdrowia. - Wiele krajów UE stanęło przed wyzwaniem nadmiernego wykorzystywania klauzuli op-out, a w konsekwencji przepracowania lekarzy. Tu trzeba podkreślić, że nawet przy zachowaniu 11 godzinnej przerwy na wypoczynek możliwe jest wydłużenie czasu pracy do 91 godzin w 7 dniowym tygodniu pracy. Komisja Europejska i Rada rozpoczęły dyskusje nad zmianą części przepisów dyrektywy. Dyrektywa wprawdzie nie doczekała się zmiany, natomiast niektóre kraje członkowskie wprowadziły, z powodzeniem, ograniczenie w postaci maksymalnego czasu pracy dla lekarzy, którego przekroczenie skutkuje zawieszeniem prawa do wykonywania zawodu - dodaje.

Lekarzy w Polsce jest zbyt mało. Wykształcenie kosztowne i długotrwałe. Do tego dochodzą wieloletnie zaniedbania państwa w kierunku zwiększenia liczby lekarzy. Stąd nie dziwią przypadki lekarzy przemęczonych, praktycznie niezdolnych do wykonywania pracy, a i odnotowano – jak dotąd jedyny – przypadek śmierci lekarza w wyniku przepracowania. - W Polsce, w wyniku braku lekarzy,  wcale nie rzadkim zjawiskiem jest tzw. „turystyka zawodowa” czyli lekarz udziela świadczeń opieki zdrowotnej w szpitalu położonym w dużej odległości od jego miejsca zamieszkania. W takich przypadkach lekarz jest zatrudniony na podstawie umowy cywilnoprawnej zawartej ze szpitalem.  Szpital oraz lekarz zgodnie przyjmują, że lekarz samodzielnie organizuje sobie pracę co więcej przyjmują, że przepisów związanych z czasem pracy nie stosuje się w takim wypadku. Czy prawidłowo? Absolutnie nie – twierdzi Banaszewska.

A przepisy dyrektywy nie definiują pojęcia „pracownika”. Taka definicja znajduje się w dyrektywie 89/391/EWG, w której pracownik określony jest jako „każda osoba zatrudniona przez pracodawcę, włącznie z osobami prowadzącymi szkolenie i praktyki, włączając pomoce domowe”. Zatem pracodawcą jest „każda osoba prawna lub osoba fizyczna, znajdująca się w stosunku zatrudnienia z pracownikiem, ponosząca odpowiedzialność za przedsiębiorstwo i/lub zakład”.

Jak to wygląda w innych państwa członkowskich?

- Występują różne niezgodności – wyjaśnia Rafał Janiszewski, prawnik, ekspert ds. ochrony zdrowia. -W Austrii, w oparciu o stosowne porozumienia, lekarze są często zobowiązani do pracy w wymiarze ponad 60 godzin tygodniowo bez konieczności uzyskania ich zgody. Lekarze we Francji pracują ponad 48- godzinny limit określony w dyrektywie. Na Węgrzech dopuszcza się w drodze umowy średni czas tygodniowy od 60 do 70 godzin. W Belgii średniotygodniowy czas pracy nie może przekroczyć 38 godzin. Okres rozliczeniowy wynosi 4 miesiące. Czas ten może zostać rozszerzony do 12 miesięcy w oparciu o dwustronną umowę. Ustawowy czas pracy w Bułgarii wynosi 40 godzin tygodniowo. Okres rozliczeniowy trwa 6 miesięcy, bez względu na rodzaj wykonywanej działalności. O ile w Niemczech nie określa się maksymalnego czasu pracy to tamtejsze przepisy ograniczają go do ośmiu godzin w tygodniu, przy czym niedziela jest dniem wolnym, zatem i tak prowadzi to do ograniczenia do 48 godzin tygodniowo. Przepisy w Szwecji oraz w Wielkiej Brytanii wskazują, że maksymalny czas pracy w tygodniu to 48 godzin, a okres ich rozliczania to 4 miesiące – opisuje Janiszewski.

Odpowiedzialność za powierzanie obowiązków pracy spoczywa na pracodawcy, który stojąc wobec braku odpowiedniej liczby lekarzy poszukuje możliwości ominięcia ograniczeń.

- Zastanawia mnie od dawna fakt, że powszechne obecnie w Polsce tzw. „kontrakty” nie są widziane jako samozatrudnienie. Lekarz zakładający działalność indywidualnej praktyki, co prawda jest odrębnym podmiotem, ale charakter i sposób wykonywania obowiązków często nosi znamiona zatrudnienia w rozumieniu Kodeksu pracy – wyjaśnia prawnik. - Podlega regulaminom i zakresom obowiązków, używa sieci komputerowej podmiotu, ma stanowisko pracy regulowane normami zarządczymi podmiotu, w których dodatkowo ma zapisaną podległość służbową. Niejednokrotnie wewnętrzne regulacje podmiotu tak szczegółowo wpisują lekarza kontraktowego w system zarządzania, że zaryzykuję stwierdzenie, że jest on pracownikiem etatowym pozbawionym praw pracowniczych. Nie chodzi tu wyłącznie o ciągły czas pracy, ale również kwestie urlopów, ochrony pracownika oraz dbałości pracodawcy o warunki pracy. Choć jak wspomniałem podmiot leczniczy często włącza lekarza kontraktowego w systemy szkoleń, zapewnia szereg narzędzi niezbędnych do pracy, to są to wyłącznie te elementy, które pracodawca uważa za kluczowe z punktu widzenia swojego bezpieczeństwa i odpowiedzialności – wymienia.

Co proponują eksperci?

- Można szukać optymalizacji zasobów, skoordynowania działań, jednak niezmiennym pozostaje konieczność zwiększenia liczby kształconych lekarzy. Składa się na to nie tylko wielkość nakładów na szkolnictwo wyższe, doskonalenie zawodowe, rezydentury, ale również chęć młodych ludzi do wybrania właśnie tej ścieżki zawodowej. Jeśli bowiem system opieki zdrowotnej w Polsce jawi się jako niedofinansowany, z wielu stron ograniczony, a praca lekarza to wielodobowe dyżurowanie za zbyt małe wynagrodzenie, to liczba chętnych na taką przyszłość może maleć – mówi Janiszewski.

- Rzecznik Praw Pacjenta zwrócił się do Ministra Zdrowia ze stanowiskiem w którym wskazał, że niezbędne wydaje się wprowadzenie w Polsce maksymalnego czasu pracy lekarzy. I jest to stanowisko które zasługuje na pełne poparcie, ponieważ dokonywanie „wyboru między lekarzem przepracowanym a żadnym” jest po prostu niebezpieczne zarówno dla pacjenta, jak i dla lekarza oraz jego pracodawcy. Być może warto na wzór innych krajów, nie tylko unii Europejskiej, stworzyć preferencyjne warunki dla imigrantów którzy wykonują zawody medyczne – zastanawia się Banaszewska.

Jeśli zatem lekarz ma leczyć, a pacjent ma być nie tylko objęty opieką, ale przede wszystkim leczony, to czy wybór pomiędzy lekarzem niemogącym wykonywać swojej pracy a brakiem lekarza w ogóle powinien być rozważany? To, czy należy rozważać, czy lekarz jest dla pacjenta, czy pacjent dla lekarza? Dla kogo więc jest prawo pracy?

Janusz Maciejowski

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz