Czy czeka nas strajk w służbie zdrowia?

18 Października 2016, 11:45

Minister zdrowia K. Radziwiłł wywiązał się z terminu, który - na przedstawienie najważniejszych projektów ustaw - wyznaczyła mu premier Beata Szydło. Cztery projekty miały być gotowe do 15 października. Wszystkie trafiły do konsultacji społecznych jeszcze przed tą datą. Czy to zagwarantuje K. Radziwiłłowi spokój na najbliższe miesiące i czas na wdrożenie przygotowanej reformy? Czy raczej przedstawione przez resort propozycje staną się kolejnym powodem do niepokoju w środowisku? Odpowiedzi na te pytania prawdopodobnie poznamy już wkrótce. Wprawdzie po wrześniowej manifestacji w Warszawie przedstawicieli wszystkich zawodów medycznych, sprawa protestu w ochronie zdrowia nieco ucichła, ale wszystko wskazuje na to, że nie na długo. 

Czekamy na działania ze strony Ministerstwa Zdrowia i zakończenie analiz dotyczących możliwości wzrostu wynagrodzenia naszej grupy zawodowej – mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną szef Porozumienia Rezydentów OZZL Damian Patecki. Jesteśmy przygotowani do dalszej eskalacji działań, ze strajkiem włącznie. Bez cienia wątpliwości, jeśli zajdzie taka potrzeba, będziemy dalej walczyć. Aktualnie zastanawiamy się tylko nad wyborem odpowiedniej metody działania, ciągle nie wiemy czy będzie to okupacja jakiegoś ważnego urzędu (podobnie jak to zrobiła Solidarność),  głodówka, strajk włoski, wypowiedzenie opt-outów, czy też odejście od łóżek. Jesteśmy głęboko rozczarowani tym, że nasze dotychczasowe, pokojowe metody nie przyniosły żadnego efektu – podkreśla szef Porozumienia Rezydentów. 

Przypomnijmy - 20 września w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” minister zdrowia Konstanty Radziwiłł spotkał się z reprezentacją Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”. W rozmowach uczestniczyła premier Beata Szydło. Spotkanie doszło do skutku po tym, jak przez dobę Ministerstwo Zdrowia było okupowane przez związkowców z Solidarności, którzy domagali się poprawy warunków pracy i zwiększenia wynagrodzeń w ochronie zdrowia.  W konsekwencji tego spotkania, premier Beata Szydło wyznaczyła ministrowi zdrowia termin, do którego cztery projekty ustaw – w ramach przygotowywanej przez resort reformy – miały trafić do konsultacji społecznych. Do 15 października gotowe miały być założenia do ustawy o POZ, projekt dotyczący sieci szpitali, państwowego ratownictwa medycznego oraz minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia. 14 października do uzgodnień trafił ostatni z wymienionych przez premier Szydło projektów (nowelizacja ustawy o PRM). Co zawierają poszczególne projekty?

Założenia do ustawy o POZ: zwiększenie roli i finansowania lekarzy rodzinnych

We wrześniu do konsultacji społecznych trafił projekt założeń do ustawy o POZ. To duża zmiana dla medycyny rodzinnej, biorąc pod uwagę, że do tej pory ta część systemu ochrony zdrowia nie była regulowana osobną ustawą. I co do tego rozwiązania największe wątpliwości ma Naczelna Izba Lekarska, która w oficjalnym stanowisku wskazuje: „Celowość wprowadzenia ustawy całościowo regulującej zagadnienia POZ jest dyskusyjna, ponieważ założone cele można zrealizować nowelizując obowiązujące przepisy, a POZ powinna pozostać częścią całego systemu ochrony zdrowia, nie sztucznie wydzieloną częścią”. NIL podkreśla także brak jasnych zasad współpracy między POZ i innymi elementami systemu, a także brak konkretów w kwestii zwiększonego finansowania, które miałoby popłynąć do POZ. Wiadomo wprawdzie, że wzrost ma być znaczący (o 50 proc. mają się zwiększyć wydatki NFZ na podstawową opiekę zdrowotną), ale resort zdrowia nie wskazał precyzyjnie, na które dokładnie obszary przekaże dodatkową gotówkę. Generalnie, założenia do ustawy o POZ pokrywają się z rekomendacjami, które kilka miesięcy temu przygotował pracujący w MZ zespół ekspertów. Szczegóły zaproponowanych rozwiązań poznamy pewnie dopiero po przygotowaniu przez resort projektu ustawy. Jednak biorąc pod uwagę deklaracje o zwiększeniu finansowania, projektowi założeń również nie można zarzucić braku konkretów. Trudno też się spodziewać krytycznych uwag ze strony lekarzy rodzinnych, mimo że wzrost nakładów jest rozłożony na kilka lat. Kwestią sporną między resortem zdrowia a organizacjami zrzeszającymi lekarzy POZ może być tylko termin wdrożenia budżetów powierzonych na diagnostykę i specjalistykę. Środowisko chciałoby mieć na przygotowanie i realizację tych zmian nieco więcej czasu, niż przewidział na to resort zdrowia.

Sieć lekarstwem na trudną sytuację czy gwóźdź do trumny części szpitali?

Ustawa o sieci szpitali wprowadza nowy model kontraktowania i rozliczania świadczeń wykonywanych w szpitalach. Według części komentatorów, to żadna nowość, a raczej powrót do systemu, który w zdrowiu już funkcjonował i się nie sprawdził. Na czym będzie polegała zmiana? Przede wszystkim na zastąpieniu kontraktów ryczałtami, które szpitale będą otrzymywać na poziomie wynikającym z finansowania placówki w trzech ostatnich latach. Tryb konkursowy ma być zachowany tylko dla kilku rodzajów świadczeń zdrowotnych. Zdaniem resortu zdrowia, ma to zapewnić ciągłość i stabilność finansowania placówek, które są najbardziej istotne dla zabezpieczenia dostępu do świadczeń szpitalnych, optymalizację liczby oddziałów specjalistycznych oraz poprawę koordynacji świadczeń szpitalnych i ambulatoryjnych. Ustawa wprowadza 6 poziomów zabezpieczenia świadczeń specjalistycznych. Zostaną do nich zakwalifikowane szpitale, które spełnią kryteria określone w przepisach. Zakwalifikowane szpitale będą mogły podpisać kontrakt z NFZ bez przystępowania do konkursu – w zakresie oddziałów objętych kwalifikacją.

Do zmian w szpitalnictwie ostrożnie, ale z optymizmem podchodzi Polska Federacja Szpitali. Z tego co wiemy, w praktyce to nie będzie tak wyglądało, że dyrektor szpitala będzie otrzymywał  budżet i będzie go wydawał na dowolnie zaplanowane przez siebie działania. Budżet ma być przekazywany, ale szpital nadal będzie musiał katalogować i raportować procedury wg. JGP. Kluczowe pytanie na tym etapie jest takie, czy dyrektorzy dostaną większą swobodę w dysponowaniu środkami dzięki tworzeniu oddziałów wieloprofilowanych. To oznacza tworzenie w szpitalu mniejszej liczby oddziałów, które definiowane są stopniem natężenia opieki nad pacjentem, a nie specjalizacją lekarską wykonywanych świadczeń. Wprowadzenie takich rozwiązań jest nie tylko lepsze dla pacjenta, który uniknie np. przenosin z oddziału na oddział ale również efektywniejsze kosztowo z punktu widzenia płatnika oraz oczywiście dyrektora szpitala – ocenia prezes PFS, Jarosław J. Fedorowski.

Upaństwowienie ratownictwa medycznego i koniec z umowami śmieciowymi

Przekazany do konsultacji społecznych w ubiegły piątek projekt ustawy zakłada możliwość zatrudniania członków zespołów ratownictwa medycznego jedynie na podstawie umowy o pracę. To jeden z głównych postulatów podnoszonych od lat przez środowisko ratownicze. Obecnie spośród 22 803 osób zatrudnionych w zespołach ratownictwa medycznego, etat ma mniej niż połowa (47 proc.). Zgodnie z przygotowanym przez MZ projektem, „upaństwowienie” systemu ratownictwa medycznego ma polegać na powierzeniu udzielania tych świadczeń wyłącznie samodzielnym publicznym zakładom opieki zdrowotnej lub jednostkom budżetowym i spółkom kapitałowym z większościowym udziałem państwa, samorządu terytorialnego oraz publicznych uczelni medycznych.  Zmiany dotyczą także zasad finansowania Państwowego Ratownictwa Medycznego. Do NFZ trafiać będzie dotacja celowa na ten cel. Nie będzie już natomiast konkursu ofert ani rokowań. W ocenie Ministerstwa Zdrowia, warunki wolnej konkurencji nie zapewniają bezpieczeństwa obywatelom.

Najwięcej kontrowersji wokół płacy minimalnej

Najwięcej kontrowersji wzbudza jednak od wielu miesięcy propozycja minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Pierwsza wersja projektu, którą resort zdrowia przedstawił w czerwcu zakładała, że pierwsze podwyżki miałyby trafić do pracowników dopiero w lipcu 2018 roku. Pełną kwotę minimalnego wynagrodzenia pracownicy medyczni otrzymaliby w 2021 roku. Taką propozycję ministra K. Radziwiłła odrzuciły wszystkie zawody medyczne, a we wrześniu przez stolicę przeszła manifestacja, podczas której pracownicy ochrony zdrowia domagali się poprawy warunków pracy, podwyższenia nakładów na zdrowie i zwiększenia wynagrodzeń. Propozycję Ministerstwa Zdrowia komentował wtedy m.in. szef Porozumienia Rezydentów OZZL mian Patecki. Demografia jest bezlitosną nauką. O ile w przypadku demografii państwa polskiego program 500+ może dać tylko pozytywne skutki, to niestety jakość opieki zdrowotnej nad dziećmi, które urodzą się wskutek tego programu będzie o wiele gorsza niż dzisiaj - powiedział. Demografia w ochronie zdrowia jest tragicznie zła, średnia wieku lekarzy i pielęgniarek to ponad 50 lat. Kiedy za kilka lat będziemy się zastanawiać dlaczego zmuszeni jesteśmy zamykać szpitale, co się stało z polskimi lekarzami i pielęgniarkami, którymi tak pogardzaliśmy, to warto będzie spojrzeć wstecz, na takie projekty jak ten – podkreślił szef PR OZZL i dodał, że rząd pokazał, że ochrona zdrowia nie jest priorytetem, zapewne dlatego, że politycy w przeciwieństwie do zwykłych obywateli nie stoją w kolejkach do lekarzy, nie słyszą o tym, że limity na obecny rok się wyczerpały. Okazuje się, że nie jesteśmy w tym kraju potrzebni, że powinniśmy się przekwalifikować, albo wyjechać za granicę. Zarabiamy tyle samo co niewykwalifikowani pracownicy i rząd pokazał, że ta sytuacja nie ulegnie zmianie – podsumował propozycję resortu zdrowia dr. Damian Patecki.

Kilka tygodni temu resort zdrowia przedstawił kolejną propozycję dotyczącą minimalnych wynagrodzeń. Ministerstwo deklaruje, że zaproponowane zmiany uwzględniają trzy bardzo istotne postulaty partnerów społecznych. Dotyczą one szybszego otrzymania pierwszych podwyżek przez pracowników, którzy zarabiają najmniej oraz uwzględnienia sytuacji pracowników niemedycznych (tego domagała się m.in. Solidarność). Według najnowszej wersji projektu, pracownicy medyczni otrzymają też pierwsze podwyżki minimalnych wynagrodzeń szybciej, niż zakładał pierwszy projekt ustawy – 1 lipca 2017 r.

A jednak strajk?

Ze  strony ministra zdrowia jasno padły słowa, że więcej pieniędzy nie będzie i że nakłady na ochronę zdrowia nie wzrosną do docelowego poziomu 6,8 PKB przed 2025 rokiem – mówił po wrześniowym spotkaniu z K. Radziwiłłem Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Nie zmieniła się także propozycja resortu odnośnie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia dla pracowników ochrony zdrowia. To świadczy tylko o tym, że traktuje się nas niepoważnie – podkreślił szef OZZL i dodał, że rząd demonstracyjnie lekceważy pracowników medycznych. Czy to oznacza, że pracownicy medyczni spełnią groźby o strajku generalnym w ochronie zdrowia, którym groziły niemal od samego początku związki zawodowe zrzeszone w Porozumieniu Zawodów Medycznych? Jakie mogą być następne kroki, jeżeli nasze postulaty nie będą realizowane? Myślę, że ewentualne kolejne manifestacje nie będą miały sensu, bo już zamanifestowaliśmy to o co nam chodziło. W przypadku braku reakcji na nasze postulaty, następnym krokiem powinien być protest. Ale na razie za wcześnie, aby mówić o jego szczegółach – mówił niedługo po manifestacji w Warszawie Krzysztof Bukiel. W piątek rozpoczyna się Krajowy Zjazd Delegatów OZZL, na którym lekarze zajmą się m.in. rządowymi propozycjami zmian w funkcjonowaniu systemu publicznej ochrony zdrowia w Polsce oraz ministerialnym projektem ustawy o płacach minimalnych w podmiotach leczniczych. 

Równolegle do tych działań Porozumienie Zawodów Medycznych tworzy też grupy regionalne. Taka inicjatywa jest niezwykle potrzebna – uważa szef Porozumienia Rezydentów OZZL Damian Patecki. Pracownicy ochrony zdrowia muszą intensywnie działać na rzecz poprawy jakości opieki nad pacjentami, a także warunków pracy. Prędzej czy później to przyniesie efekty – dodaje Patecki. 

Aleksandra Smolińska

Foto: Manifestacja PZM, 24 września br.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Piotr Piotrowski Wtorek, 18 Października 2016, 18:20
Zapowiada się twórczość literacka - czyli jak ubrać w słowa co robiłem jak nic nie robiłem