Prezes Fundacji WHC: kolejki do lekarzy się nie skracają

27 Lutego 2017, 10:53

O tym czy likwidacja NFZ i wdrożenie sieci szpitali może pozytywnie wpłynąć na długość kolejek do specjalistów oraz o planowanej reformie POZ rozmawiamy z Tomaszem Pęcherzem, Prezesem Zarządu Fundacji Watch Health Care, radcą prawnym oraz specjalistą w zakresie prawa medycznego i ubezpieczeń zdrowotnych.

PZ: Panie Prezesie, czy  kolejki się skracają?

Tomasz Pęcherz: Właściwie można powiedzieć, że mamy constans - nie skracają się, w pewnych obszarach się wydłużają. Jeżeli jest jakakolwiek korekta to jest ona właściwie niezauważalna. Na tą chwilę to tak subtelna różnica, że nie można mówić o skracających się kolejkach.

PZ: Czy Pana zdaniem planowane przez rząd reformy mogą pozytywnie wpłynąć na czas oczekiwania na wizytę lekarską?

Tomasz Pęcherz: Każda reforma może pozytywnie wpłynąć na czas oczekiwania, również te zmiany, które są planowane w tej chwili przez MZ i rząd. Natomiast tak naprawdę „diabeł tkwi zawsze w szczegółach”. Dopiero gdy zobaczymy na czym polegają konkretnie te zmiany  będzie można odpowiedzieć na to pytanie, na ile realnie przełoży się to na skrócenie czasu oczekiwania pacjentów na świadczenia gwarantowane. Kolejki zasadniczo mogą się skrócić z dwóch powodów - albo zostanie do systemu dodane więcej pieniędzy i tym samym płatnik będzie mógł kupić więcej świadczeń albo w ramach tych samych środków zostanie zakupione więcej świadczeń. Drugi efekt jest możliwy do osiągnięcia na wiele sposobów. Musimy jednak, tak jak wspomniałem, poznać szczegóły reformy.

PZ: Czy zapowiedziana likwidacja NFZ ma jakieś znaczenie dla pacjentów?

Tomasz Pęcherz: Sama zmiana szyldu oczywiście nie wpłynie w żaden sposób na poprawę czy pogorszenie dostępności do świadczeń. Natomiast nie ulega wątpliwości, że w tym kształcie opieki zdrowotnej, państwo niewątpliwie powinno ponosić bezpośrednią odpowiedzialność za zabezpieczenie zdrowotne. NFZ jest poniekąd zbędnym pośrednikiem w tym kształcie systemu, jeżeli chodzi o realizację konstytucyjnych praw obywateli do zapewnienia przez państwo opieki zdrowotnej. Niewątpliwie bezpośrednio odpowiedzialnym jest państwo polskie i sama zmiana polegająca na tym, ze świadczenia miałoby być finansowane z budżetu państwa, przez jakąś agencję rządową działającą przy ministerstwie czy tez urzędach wojewodów, powinna być naturalną konsekwencją bezpośredniej odpowiedzialności państwa za zorganizowanie opieki zdrowotnej. Jednak, raz jeszcze to podkreślając, sam szyld nic nie zmieni, nigdy.

PZ: Czy reforma POZ - wzmocnienie roli lekarza pierwszego kontaktu może realnie wpłynąć na skrócenie kolejek do specjalistów?

Tomasz Pęcherz: Próba konstruowania pozytywnych skutków tylko poprzez reformę w jednym obszarze, jest drogą z definicji błędną. Nie można patrzeć na cały problem  dostępności do świadczeń tylko i wyłącznie przez pryzmat tego ze wzmocnimy role POZ, szpitalnictwa czy AOS  i zyskamy ten efekt, otóż nie. Więcej usług udzielonych na poziomie POZ, więcej pacjentów tam „załatwionych”, to mniejsza potrzeba skorzystania z opieki specjalistycznej, ambulatoryjnej czy szpitalnej a zatem mniejsze kolejki na tamtych szczeblach systemu. To jednak nie takie proste. Wzmacniając POZ, oczekując ze będzie przyjmowała i leczyła pacjentów w szerszym zakresie, musimy stworzyć system motywacyjny. Jednocześnie musimy pomyśleć w jaki sposób zorganizować AOS i lecznictwo szpitalne, bo tam istnieją kolejki. Wszystko po to by jeszcze bardziej efektywnie wykorzystać te środki które są bardzo ograniczone i uzyskać rzeczywistą poprawę w dostępności do świadczeń. To nie jest takie proste, że reformujemy POZ i już mamy krótsze kolejki.

PZ: Pacjenci w systemie często czują się przerażeni, zagubieni, bezradni, czemu instytucja koordynatora medycznego nie jest znacznie bardziej popularna i dostępna?

Tomasz Pęcherz: Osobiście jestem przeciwny nadmiernej instytucjonalizacji systemu, bo koordynator to jest kolejna instytucja/osoba w systemie, która ma „prowadzić” pacjenta. Nie wyręczajmy pacjentów w ich trosce o ich własne zdrowie. Tworzenie koordynatora jak dla mnie jest błędem również z innego powodu. Po co koordynator w prostym systemie? Jeżeli tworzymy koordynatora to znaczy, że system jest już tak skomplikowany, że potrzeba pomocy przewodnika, żeby w tym systemie się poruszać. Jeżeli system byłby wystarczająco prosty pacjenci wiedzieliby gdzie załatwić sprawę. Pacjent nie może załatwiać zbyt dużo rzeczy, by uzyskać coś tak bardzo potrzebnego i elementarnego, jak opiekę medyczną.

PZ: Czy sieć szpitali usprawni organizację opieki zdrowotnej?

Tomasz Pęcherz: Nic kompletnie nie da się powiedzieć jeśli nie będziemy znali szczegółów organizacyjnych, każde rozwiązanie ma plusy i minusy, czy raczej tworzy szanse, ale i rodzi ryzyka. Obecny system finansowania motywuje świadczeniodawców, stąd rosnący problem nadwykoń. System finansowania budżetowego dosyć mocno demotywuje świadczeniodawców do aktywności, do wykonywania zwiększonej liczby usług. Ja absolutnie nie wykluczam, że można skonstruować system oparty o coś takiego jak sieć szpitali, pamiętajmy jednak, że to na razie tylko hasło. Jeżeli będą skonstruowane mechanizmy, które będą odpowiednio motywowały lekarzy i świadczeniodawców, w tym do leczenia ambulatoryjnego, wówczas leczenie szpitalne będzie ostatecznością, nie będzie zatem konieczności „kreowania potrzeby” usług szpitalnych. Absolutnie nie wolno myśleć, że jak wprowadzimy sieć szpitali to poprawimy dostępność, nie zmieniając pozostałych kluczowych elementów tego systemu. Nie bez znaczenia jest także to w jaki sposób zorganizujmy system w dostępie do leków czy do materiałów medycznych, w jakim zakresie dokonamy przeglądu koszyku świadczeń gwarantowanych. Czy aby w chwili obecnej nie jest tak, że łudzimy pacjentów tym, że mają dostęp do jakiegoś świadczenia, a nas zwyczajnie na to nie stać? System opieki zdrowotnej to skomplikowany organizm, każda próba „grzebania” przy nim w jednym tylko obszarze z pominięciem pozostałych, to jest olbrzymie ryzyko, że tak naprawdę więcej popsujemy, niż naprawimy. Należy spoglądać na to kompleksowo. Obecny zakres świadczeń jest zdecydowanie za szeroki w stosunku do możliwości finansowych pastwa. Należałoby zatem zacząć od tego, by urealnić koszyk do tych możliwości, które ma państwo. Fantastyczną rzeczą jest planowanie wzrostu nakładów poprzez sukcesywne ich ponoszenie w stosunku do wartości PKB, jednak samo dolewanie pieniędzy do systemu - jak pokazała dotychczasowa praktyka - nie poprawi nam dostępności i jakości świadczeń.

PZ: Jak MZ idzie wdrażanie rekomendacji zawartych w raporcie końcowym ministerialnego zespołu ekspertów do wprowadzenia ułatwień w działalności leczniczej? Czy ministerstwo realizuje podjęte zalecenia?

Tomasz Pęcherz: Raport został sporządzony i przekazany panu ministrowi, z wypowiedzi medialnych m.in. pana ministra Warczyńskiego wynika, że sukcesywnie jakieś propozycje są wdrażane. Ja osobiście nie obserwuje w praktyce zbyt dużej aktywności w tej sprawie. Nie jestem informowany co do zbiorczego ujęcia prac legislacyjnych, mających na celu wdrażanie zaproponowanych przez zespół rozwiązań.

PZ: Jak ocenia Pan pakiet onkologiczny?

Tomasz Pęcherz: Z onkobaromentrów fundacji wynika, że jest drastyczna różnica w dostępie do świadczeń miedzy pacjentami którzy mają kartę DiLO i tymi, którzy tej karty nie mają. Należy sobie zadać pytanie czy człowiek chory na nowotwór bez karty DiLO jest mniej chory niż człowiek z kartą? Człowiek chory na nowotwór bez względu czy posiada jakiś dokument czy nie, czy jest w jakimś rejestrze, czy nie, powinien mieć prawo otrzymania takiego świadczenia, jakie jest konieczne ze względu na jego stan zdrowia. Pakiet onkologiczny był „wytrychem” systemowym. Szacuje się, że bez karty DiLO jest ok. 1/3 pacjentów onkologicznych. Karta DiLO ułatwia dostęp do poszczególnych świadczeń, ale jeśli spojrzymy całościowo, pożądanej dostępności nie ma. Natomiast dzielenie pacjentów na dwie grupy, z kartą DiLO i bez karty, osobiście uważam za nieetyczne.

PZ: Podczas czytania projektu zmian w pakiecie onkologicznym przepadła poprawka dotycząca dodatkowego wynagradzania lekarzy POZ za prawidłowe postawienie diagnozy. Pomysł dodatkowego wynagradzania rzeczywiście był według Pana nietrafiony?

Tomasz Pęcherz: Za co jeszcze lekarzy lub pielęgniarki będziemy dodatkowo nagradzać? Jestem całym sercem za dobrze wynagradzanymi specjalistami, którzy uczciwie i rzetelnie pracują. Lekarz jednak powinien otrzymywać uczciwe wynagrodzenie za całościową usługę, kwota ta winna być adekwatna do zakresu jego obowiązków, nakładu pracy, którą musi wykonać, by pacjenta zgodnie z umową zaopatrzyć. Wynagrodzenie za wystawienie dokumentu jest błędnym kierunkiem. Zasadą dla funduszu powinno być - kupuje usługę, płace wynagrodzenie, dla lekarza - wykonuję usługę, otrzymuje uczciwe, rzetelne wynagrodzenie. Jeżeli wprowadzamy nadmiar obowiązków administracyjnych, które pochłaniają olbrzymią część czasu pracy lekarza, czasu, który jest potwornie drogi, to przy deficytach w poszczególnych specjalnościach ten czas pracy staje się jeszcze droższy. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie dokąd my zmierzamy z tą biurokracją? Zdumiewające jest to, że wobec planowanej cyfryzacji, w dalszym ciągu nie mamy elektronicznej karty pacjenta i personelu medycznego. Dane pacjenta wprowadzone raz do systemu, w tym systemie pozostają. Takie rozwiązanie totalnie uszczelnia również cały system.

PZ: Opublikowany ostatnio onkobarometr, jest wskazówką dla decydentów, że coś jest jeszcze do poprawy. Czy liczy Pan na pozywane zmiany w sprawie pacjentów onkologicznych?

Tomasz Pęcherz: Tak. Sadzę, że jest realna szansa na to żeby zakres leczenia onkologicznego mocno usprawnić Wszystko również zależy od tego, jaki kształt finalnie będzie miała reforma systemu. Jeżeli zmiany będą dobrze przemyślane to z przyjętych reform skorzystają także pacjenci onkologiczni. Myślę, że można spodziewać się zmian, które usprawnią leczenie tych pacjentów, życzyłbym sobie tego. Życzę pacjentom, tym najciężej chorującym, by skrócić czas oczekiwania na świadczenia a zwiększyć elastyczność leczenia, zmniejszyć biurokrację oraz wreszcie by szybciej dostępne leczenie obejmowało wszystkich pacjentów, nie tylko z kartą DiLO.

PZ: Co z tą zaćmą? Dyrektywa o transgranicznej opiece zdrowotnej daje prawo do uzyskania świadczenia poza granicami kraju i otrzymania zwrotu kosztów. Coś i tu nie funkcjonuje jak powinno, co zatem Panie Prezesie?

Tomasz Pęcherz: Będziemy musieli poczekać, bo leczenie zaćmy jest związane zarówno z reformą leczenia szpitalnego jak i zmianami w zakresie zaopatrzenia medycznego. Zaćma w dużej mierze dotyka osób aktywnych zawodowo. Utrata każdych rąk do pracy, każdego aktywnego człowieka w sytuacji sporych niedoborów na ryku pracy to niepotrzebna strata dla gospodarki. Jeśli chodzi o turystykę medyczną, na chwilę obecną te wydatki są bardzo małe. Osobiście uważam, iż poważniejszym problemem jest długi czas oczekiwania na zabieg tu na miejscu. Wielu pacjentów nie może sobie pozwolić na taką operacje za granicą - boi się, nie ufa, nie chce się poddać tego zabiegowi poza Polską, nie ma środków na dopłatę do świadczenia. Raczej tutaj w kraju powinnyśmy patrzeć, ile tracimy wpływów do budżetu z tego choćby tytułu, że ci ludzie nie są aktywni zawodowo. To powinna być troska z punktu widzenia rządu, co zrobić, aby tym ludziom dać możliwość pracy i życia w pełnym komforcie i zdrowiu.

Rozmawiała Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz