Kardiolodzy o reformach: śmiertelność wzrośnie

07 Marca 2017, 16:43

Śmiertelność Polaków wzrośnie. Nie jesteśmy w stanie ratować pacjentów mając coraz mniej pieniędzy na leczenie – alarmują kardiolodzy i jako przyczynę największych kłopotów wymieniają nowe wyceny procedur kardiologicznych i sieć szpitali.

Według najnowszego raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH, rocznie z powodu chorób układu krążenia umiera w Polsce ok. 170 tys. osób, co odpowiada ok. 46 proc. wszystkich zgonów. Według map potrzeb zdrowotnych opracowanych przez Ministerstwo Zdrowia w Polsce w 2013 roku zdiagnozowano ok. 746 tys. nowych przypadków chorób kardiologicznych u ok. 367 tys. pacjentów, co daje średnio ponad 2 choroby kardiologiczne na pacjenta. Szacuje się, że w roku 2025 zdiagnozowanych zostanie ok. 426 tys. pacjentów. Same wydatki ZUS tytułem niezdolności do pracy z powodu chorób układu krążenia wyniosły w 2015 r. aż 4,5 mld. zł.

Pogorszy się dostęp do leczenia

Kardiolodzy alarmują, że kolejne obniżki taryf powodują, że szpitale i oddziały kardiologii inwazyjnej mają coraz mniej pieniędzy. - Od lipca obniżka wycen spowodowała około 28% zmniejszony przychód dla całego Szpitala Uniwersyteckiego w Białymstoku. Uważam, że wycena procedur od stycznia 2017 roku jest nieadekwatna do świadczonych usług. Mimo ogromu pracy, będziemy cały czas na ujemnym bilansie ekonomicznym. To może doprowadzić do zamknięcia wielu pracowni hemodynamicznych. W związku z tym dostępność leczenia zawału się zmniejszy. – mówi prof. Sławomir Dobrzycki z Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, członek Zarządu Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Podobnego zdania jest prof. Stefan Grajek z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, który już teraz szuka oszczędności. - To 10 proc. dodatkowe dla szpitali uniwersyteckich, to kropla w morzu potrzeb. Dla mnie jest to tragiczne nieporozumienie polegające na tym, że teoretycznie na tych świadczeniach skomplikowanych mieli korzystać lekarze kardiolodzy. Ale to jest absolutnie nieprawda. Oczywiście, że mamy swoje dyżury i liczbę wykonywanych zabiegów na kontraktach. Ale to nie są duże kontrakty. Lwią część, bo ponad 90 proc. – 95 proc. kontraktu na zabiegi brał szpital i to właśnie placówka w tym momencie traci najwięcej. Na tych nadwyżkach, czy tzw. zyskach z zabiegu, możliwe było zakupienie nowych sprzętów, poszerzenie i przeprowadzanie procedur, których NFZ udawał, że nie widzi. Nadwyżki, które wyrabiały cathlaby były dzielone również na pozostały personel medyczny i inne oddziały, np. kardiologię nieinwazyjną. Dzisiaj, to, co zarabiała ta rodzynka w dobrym tego słowa znaczeniu, jaką była kardiologia interwencyjna, zniknęło. Tego po prostu nie ma. To jest dramat dla dużych jednostek klinicznych - uważa prof. Grajek.

Kardiolodzy boją się sieci

Kardiolodzy obawiają się jednak nie tylko kolejnych obniżek wycen. Mają też duże wątpliwości czy przygotowywana przez rząd koncepcja sieci szpitali dodatkowo nie pogorszy jeszcze sytuacji w kardiologii. Specjaliści alarmują, że sama idea to ogromne uwstecznienie w kardiologii. Co więcej, zaburza to kompleksową opiekę kardiologiczną, na którą kładziono wyraźny nacisk od wielu lat. I choć Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że kompleksowa opieka kardiologiczna jest priorytetem w leczeniu pacjentów zawałowych, dziś eksperci nie mają wątpliwości, że po wejściu nowej ustawy ciężko będzie mówić o kompleksowości, gdy szpitale będą walczyć o przetrwanie. Efektem pogorszenia dostępności i jakości opieki kardiologicznej będzie zwiększenie śmiertelności z powodu chorób sercowo-naczyniowych. To tak, jakby Polska cofnęła się nawet 10-15 lat, co oznaczałoby ok. 30-50 tys. zgonów sercowo-naczyniowych w ciągu roku więcej niż jest obecnie.

Specjaliści wyjadą za granicę?

- Sądzę, że zmiana doprowadzi do tego, że część kardiologów interwencyjnych  będzie musiała zmienić swoje zatrudnienie. Wielu młodych specjalistów po prostu ucieknie za granicę. Niedawno przeczytałem, że w Wielkiej Brytanii tworzą system kompleksowej opieki kardiologicznej. Tak bogaty kraj, a w tej dziedzinie jest daleko za nami. Tam są pieniądze na nowoczesny sprzęt, ale sam sprzęt nie leczy ludzi. W Polsce mamy specjalistów wykwalifikowanych w tej dziedzinie, więc jeśli im się zabierze pieniądze, to jest to wysoce prawdopodobne, że wyemigrują do Anglii. – twierdzi prof. Dobrzycki.

To, co razi najbardziej to fakt, że wprowadzenie sieci, przeraża kardiologów w kwestii złotej godziny, czyli wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczących udzielania pomocy pacjentowi z zawałem serca. - To będzie skutkować tym, że ze złotej godziny zrobią się cztery godziny, a to jest dramat! Bo w ciągu tych czterech godzin to my mamy nieodwracalne zmiany w sercu, niewydolność serca, o ile pacjent nie umrze. Czarno to widzę. – dodaje prof. Dobrzycki.

Aleksandra Smolińska

Źródło: mat/pras

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz