Czy w polskim zdrowiu zadziała system budżetowy?

28 Marca 2017, 11:22

Wielka zmiana ma nastąpić wraz z nadejściem 2018 r. Zapowiedziana jest likwidacja NFZ, a w miejsce 16 oddziałów powstać mają Wojewódzkie Urzędy Zdrowia. System ma być silnie scentralizowany. Dużą część kompetencji przejmie Minister Zdrowia. Czy to zadziała?

Zmiana modelu finansowania ochrony zdrowia to plan obecne rządzących na uzdrowienie tego schorowanego obszaru. Będzie to zatem kolejna ogromna reforma w przeciągu stosunkowo niedługiego czasu. Bogatsi o wiedzę, jak działał centralnie planowany i budżetowy, przerabiany już przez Polskę system, znów jak mantrę powtarzamy konieczność powrotu do tego modelu. Wszystko na zasadach służby. Czy po wielu przemianach, których doświadczyła Polska, jest szansa, że model budżetowy się przyjmie i będzie remedium na bolączki, które trapią obecny system? Rozważmy jego szanse i wyzwania.

Polska jak Wielka Brytania

Wydaje się, że w kreowanych reformach wzorujemy się w dużej mierze na systemie brytyjskim - państwo jako gwarant ochrony zdrowia wszystkim obywatelom, wiodąca rola lekarza pierwszego, tzw. gate keepera, wpuszczającego do systemu. Nie do końca dostrzegamy, że ten jednak zaczyna być gnębiony kolejnymi problemami. Poważny deficyt, szerzące się kolejki oraz strajki spowiły brytyjską Narodową Służbę Zdrowia i nie wygląda na to, by szybko chciały odpuścić.

Gdzie model budżetowy się broni?

Niestety model budżetowy nie ma wielu zwolenników. Należy zwrócić jednak uwagę, że żaden nie jest w pełni skuteczny, każdy ma zatem swoje wady i zalety. System budżetowy w związku z jego specyfiką jest dedykowany krajom małym lub bogatym, tzn. takim, które maja możliwości by udźwignąć jego niemały ciężar lub gdy beneficjentów systemu nie jest dużo. Z powodzeniem dlatego funkcjonuje np. w Szwecji. Dla Polski właściwym zatem byłaby rozbudowa systemu mieszanego - z udziałem składek i środków budżetowych.

Trudno żądać od decydentów wcielania dokładnie takich samych rozwiązań jak te funkcjonujące już w innych krajach, z wielu względów byłoby to nawet nie właściwe. Dlaczego jednak chcąc zaimplementować dobre praktyki, sięgamy tak daleko, zamiast spojrzeć chociażby na naszych sąsiadów Czechów? W raportach dotyczących systemu ochrony zdrowia są oni oceniani wyjątkowo dobrze. U Czechów ceni się skuteczność, jakość oraz dostępność opieki. Z drugiej strony lubujemy się wprowadzać praktyki, które w innych krajach dostatecznie zweryfikowano, iż nie są one trafione. Nie jesteśmy systemem, wobec którego można działać metodą prób i błędów, zresztą systemowi ochrony zdrowia, wyjątkowo takie podejście nie służy

Wszystko dla wszystkich czy mało dla nie wielu?

Długo nie było wiadomo jak finansowana będzie budżetowa ochrona zdrowia, czy obecna składka zostanie utrzymana, czy powstanie coś na zasadzie podatku na zdrowie. Z czasem najprawdopodobniej wszyscy zostaną objęci świadczeniami. Formuła powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego zniknie, a zastąpiona zostanie zasadą powszechnego zabezpieczenia prawa do świadczeń.  Powszechny dostęp dotyczyć ma obywateli RP stale zamieszkujących w Polsce i innych mających legalne prawo pobytu.

Niekonstytucyjnym i wręcz niemoralnym wydaje się wartościowanie komu, w jakim zakresie ochrona zdrowia przysługuje, mimo że są kraje gdzie np. zdeklarowani palacze płacą wyższą składkę, ponieważ świadomie pozbawiają się zdrowia, takie rozwiązanie funkcjonuje chociażby w Japonii. Co do zasady prawo do zdrowia mamy wszyscy, samo konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia jeszcze do nie dawna, nie było realizowane w pełni - wielu pacjentów system wykluczał. Obecnie, jesteśmy na etapie eliminowania takich rozwiązań gwarantując np. powszechny już dostęp do POZ. To rozwiązanie wydaje się być słusznym. Objęcie wszystkich obywateli rodzi jednak pokusę nadużycia korzystających z systemu i „bunt” pracujących, który opłacając składkę a już w obecnym systemie skarżą się na jej znikome wykorzystanie. Ponadto wzmocnić może to szarą strefę zatrudniania, czy doprowadzić do rezygnacji z opłacania składki osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Nasuwają się zatem pytania, czy Polska jest gotowa na przeciwdziałanie takim praktykom oraz, czy bez żadnych cięć w innych obszarach albo samej ochronie zdrowia, po prostu stać na to nasz kraj?

Wątpliwości wobec nowego systemu

Wspomnianej likwidacji NFZ, zarzuca się wyłącznie zmianę tabliczek czy wysokie koszty przeorganizowania istniejących rozwiązań. W obecnie „panującym” monopoliście zaczyna się zatem dostrzegać plusy, wskazując chociażby na jego niskie koszty funkcjonowania. Groźbą nowego systemu i zdecydowanym głosem sprzeciwu wobec nowej reformy jest to, że pieniądze na zdrowie znajdą się w rękach polityków. Konstanty Radziwiłł zapewnia, jednak że odpowiednie rozwiązania prawne wykluczą możliwości transferowania tych środków pomiędzy inne potrzeby. Warto jednak zauważyć, iż nowo powstałe WUZ podległe pionowo Ministrowi Zdrowia, poziomo zależne będą od wojewody, który jest przedstawicielem rządu w województwie. Widać tu zatem groźbę upolityczniania publicznych pieniędzy oraz wątpliwości co do niewystarczającego zabezpieczenia środków na poziomie województwa. Broniąc nowej reformy wytyka się obecnemu systemowi kosztowny mechanizm poboru składki i dofinansowania dla grup, które składek nie odprowadzają, bądź za których ubezpieczenie opłaca państwo (rolnicy czy bezrobotni). Cała zmiana ma zmniejszyć biurokrację i uprościć system. Warto zatem przedstawić realny budżet Funduszu. Na rok 2016 wyniósł ponad 69 mld., koszty poboru i ewidencjonowania składek z ZUS to nieco ponad 131 mln., koszty administracyjne wyniosły niecałe 735 mln., wg planu na rok 2017 środki NFZ podniosły się o prawie 4 mld, koszty poboru ewidencji wzrosty do 140 mln., zaś koszty administracyjne to nieco ponad 750 mln. Sprawozdanie Funduszu za 2015 r. wskazuje procentowy rozkład zgromadzonych środków. 96,02 proc. stanowiły koszty świadczeń opieki zdrowotnej, 2,61 proc. koszty realizacji zadań zespołów ratownictwa medycznego, 0,90 proc. koszty administracyjne, 0,23 proc. pozostałe koszty, 0,18 proc. stanowiły zaś koszty poboru i ewidencjonowania składek, 0,06 proc. to koszty finansowe. W świetle przedstawionych danych, argument dotyczący kosztowności Funduszu nie wydaje się trafiony. Dużo więcej środków pochłania utrzymanie ZUS - jest to kwota liczona w miliardach.

Ochrona zdrowia czy służba?

Brak stałości w rządzeniu, ciągle zmiany na stanowiskach oraz trudności w kompromisach międzypartyjnych, nie wpłyną pozytywnie na stabilizację, rozchwianego już systemu. Posiadamy jedne z najniższych środków na ochronę zdrowia w Europie. Wydatki na zdrowie z pewnością będą wymagały wzmocnienia, pochopne reformowanie sektora i nieprzemyślane „rozdawnictwo” może wywołać poważny deficyt w kasie resortu.

Przejście na nowy system wymagać będzie także zmiany jego nazewnictwa. Ucywilizowaliśmy ten sektor nazywając go ochroną zdrowia, w świetle reformy znów powrócić będziemy musieli do służby. Minister forsuje pozytywny wydźwięk tego słowa -  jako służba personelu - pacjentowi. Większości jednak określenie to nie kojarzy się dobrze. Ostatecznie jednak nie o nazwę chodzi, tylko by swego rodzaju „powrót” do czasów słusznie minionych, nie łączył się także z powrotem do systemu, który zawiódł wszystkich.

Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Kazimirson Wtorek, 28 Marca 2017, 12:51
NFZ nie jest monopolem, a monopsonem.