MZ chce dać zarobić szpitalom. Co na to eksperci i pacjenci?

04 Kwietnia 2017, 13:29

Zgodnie z zapowiedzią wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza, MZ zamierza umożliwić publicznym szpitalom komercyjne leczenie pacjentów. To zaskakująca decyzja biorąc pod uwagę jednoznaczne, do tej pory, stanowisko PiS wobec wszelkich prób obciążania pacjentów dodatkowymi kosztami. O to, czy plany ministerstwa poprawią sytuację chorych i szpitali zapytaliśmy ekspertów. 

Dziś komercyjnego leczenia pacjentów w publicznych szpitalach, które maja kontrakt z NFZ nie zabrania żadna ustawa. Ale z interpretacji przepisów, jakiej przez lata dokonywało ministerstwo zdrowia jasno wynikało, że pacjent nie może się leczyć w publicznym systemie płacąc za to z własnej kieszeni. Teraz MZ chce to zmienić i wpisać do ustawy o działalności leczniczej możliwość udzielania komercyjnych świadczeń medycznych przez publiczne placówki. Co na to eksperci?

Pacjent ma prawo do ochrony zdrowia, również płacąc za to z własnej kieszeni

- Nasza Fundacja od 2010 roku przedstawia argumenty prawne potwierdzające, że z przepisów nie wynika jakikolwiek zakaz wnoszenia przez pacjentów szpitali publicznych opłat za świadczenia wykraczające poza ich kontrakt z NFZ – podkreśla Katarzyna Sabiłło, prezes Fundacji Lege Pharmaciae. - Przepisy są w tym zakresie jednoznaczne, a dotychczasowe interpretacje przedstawiane przez MZ i NFZ - wadliwe prawnie, a co najgorsze: szkodliwe społecznie - wynikały jedynie z braku woli politycznej mówienia o współpłaceniu. Problem, który stoi przez resortem zdrowia, to nie jest więc kwestia zmian w prawie, które umożliwiłyby je – mówi Katarzyna Sabiłło i wyjaśnia, że w tym przypadku nie może być też mowy o niezgodności współpłacenia z Konstytucją. - Pacjent ma bowiem konstytucyjnie zagwarantowane prawo do ochrony swojego zdrowia i nie może ono być w jakikolwiek sposób ograniczane, np. poprzez właśnie uniemożliwienie finansowania leczenia w szpitalu publicznym ze środków własnych. Trybunał Konstytucyjny wypowiedział się już w tej kwestii jednoznacznie, wskazując na konieczność rzeczywistego zapewnienia przez władze publiczne realizacji rzeczonego prawa poprzez wdrożenie efektywnego systemu ochrony zdrowia, podkreślając, iż Konstytucja nie przesądza, jaka ma być jego konstrukcja, w tym źródła finansowania.

Komercyjne leczenie w publicznych szpitalach pogrąży prywatne placówki

- Na gruncie przepisów ustawy o działalności leczniczej wielokrotnie pojawiały się wątpliwości co do możliwości prowadzenia działalności komercyjnej przez szpitale będące stroną umów z NFZ. Z tego względu zapowiadaną przez MZ zmianę teoretycznie należałoby uznać za słuszną – mówi w rozmowie z nami adw. Juliusz Krzyżanowski z kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. – Ale tylko teoretycznie, ponieważ miałaby ona sens w przypadku pozostawienia dotychczasowego, równego dostępu wszystkich - publicznych i prywatnych podmiotów - do finansowania ze środków publicznych. Jednakże wobec utworzenia „sieci szpitali”, która w znaczący sposób dotknie prywatne jednostki, „otwarcie” szpitali publicznych na działalność komercyjną spowoduje, że w już i tak małym „kawałku tortu” pozostawionym szpitalom prywatnym, przybędzie im konkurencji. To może spowodować, że nierówność traktowania prywatnych szpitali w skali całego systemu będzie jeszcze większa i z pewnością nie przysłuży się pacjentom – mówi adwokat.

PiS przestał się martwić o najbiedniejszych?

O ocenę nowej koncepcji ministerstwa zdrowia, szczególnie w kontekście wprowadzanych właśnie w systemie zmian i zapytaliśmy również byłego wiceministra zdrowia, obecnie eksperta obszaru ochrony zdrowia EY, Jakuba Szulca. – Pamiętajmy, że przejście na finansowanie ryczałtowe oznacza, że szpitale w ramach ryczałtu, będą leczyć wszystkich pacjentów. Według tej koncepcji, pacjenci nie będą musieli już leczyć się prywatnie. A jeśli PiS chce umożliwić bogatszym omijanie kolejki, to jest to całkowite zaprzeczenie dotychczasowej ideologii tej partii. Brakuje tu szczególnej troski o los mniej zamożnych pacjentów – mówi Jakub Szulc.

- Rozpoczęliśmy dyskusję o współpłaceniu. To bardzo ważny krok – podkreśla Katarzyna Sabiłło z Fundacji Lege Pharmaciae. Kolejnymi powinny być, przede wszystkim: dodefiniowanie zakresu świadczeń gwarantowanych, czyli wyraźnie określenie, co się należy pacjentowi w ramach składki, doprecyzowanie, co oznacza termin „wykraczający poza kontrakt z NFZ”, gdyż dopłata może dotyczyć nie tylko świadczenia nie objętego koszykiem czy świadczenia wykraczającego poza standard NFZ, ale również sytuacji wyczerpania się kontraktu z NFZ, przyjęcie precyzyjnych zasady funkcjonowania obok siebie systemu dopłat i systemu „składkowego”, aby wprowadzić zasadę prawdziwego solidaryzmu społecznego, który w chwili obecnej sprowadza się raczej do solidaryzmu w "niedostępie". – podkreśla K. Sabiłło.

Co na to pacjenci?

- Z deklaracji ministra Marka Tombarkiewicza na temat prac nad nowelą ustawy o działalności leczniczej wynika, iż planowane zmiany mają za zadanie jasno sprecyzować jakiego rodzaju praktyki są dopuszczalne czyli niejako określić koszyk świadczeń. O tego rodzaju pracę środowisko ekspertów postuluje od lat – mówi Szymon Chrostowski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych i dodaje, że w tym przypadku trudno jest odnosić się do tych zapowiedzi, nie znając konkretnych zapisów w ustawie. Jego zdaniem, dopiero konsultacje społeczne pozwolą na realną ocenę planowanych zmian. - Najistotniejsze sprawą będzie zapewnienie równości w dostępie do świadczeń. Zapisy nie mogą być natomiast pretekstem do łatania dziur budżetowych szpitali – podkreśla przedstawiciel pacjentów.

PiS jednak podzieli pacjentów?

Zmiana filozofii ministerstwa zdrowia w podejściu do leczenia pacjentów w publicznym systemie jest zaskakująca w wykonaniu obecnej ekipy rządzącej. Podobnie jak zaskakujący był brak takich regulacji za czasów, gdy u władzy była koalicja PO-PSL. Wówczas mówiło się nawet o wprowadzeniu ustawy o ubezpieczeniach dodatkowych. Projekty były już nawet gotowe. Nigdy jednak nie ujrzały światła dziennego. Jeśli zapowiedź wiceministra Tombarkiewicza zostanie wprowadzona w życie, żadne ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach nie będą już potrzebne. Ale w ten sposób PiS wprowadzi zmiany, przeciwko którym od zawsze protestował i podzieli pacjentów na lepszych, czyli bogatszych i gorszych, czyli tych mniej zamożnych. Nawet jeśli dzięki temu kolejki faktycznie się skrócą, a sprzęt w publicznych szpitalach nie będzie stał bezużytecznie „po godzinach”.  

Aleksandra Smolińska

O propozycji MZ pisaliśmy tutaj.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz