NIK: Rząd wciąż bezradny w walce z dopalaczami

05 Czerwca 2017, 12:06

Rząd wciąż nie znalazł skutecznej metody na walkę z dopalaczami. Najnowszy raport NIK jasno pokazuje, że akcje podjęte po fali zatruć w 2010 r., w wyniku których zamykano sklepy i wycofywano z obrotu szkodliwe produkty, poprawiły sytuację tylko na chwilę. 

NIK wskazuje, że walka dopalaczami okazała się w dłuższej perspektywie nieskuteczna. Nie udało się na stałe wyeliminować tego problemu. Co prawda w 2010 r., po zmasowanej akcji wymierzonej w handlarzy dopalaczami, liczba osób zatrutych tymi środkami spadła w ciągu roku 2011 r. z 562 do 176, ale już w kolejnych latach - pomimo przeprowadzania kontroli przez inspekcje sanitarne - systematycznie rosła, aż do 2015 r., kiedy to odnotowano rekordową liczbę ponad 7 tys. takich zgłoszeń.

Skomplikowana i nieskuteczna procedura

Jak ocenia NIK, barierą w sprawowaniu efektywnego nadzoru nad dopalaczami przez inspekcję sanitarną była m.in. długotrwała i obwarowana licznymi wymogami procedura administracyjna. W skrajnym przypadku w sprawie prowadzonej przez Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Łodzi od daty przeprowadzenia kontroli u handlarza dopalaczami do ostatniej czynności upłynęły blisko cztery lata. Uprawnienia Państwowej Inspekcji Sanitarnej okazały się też nieadekwatne w stosunku do wyzwań. Handlarze dopalaczami mieli możliwość obchodzenia i lekceważenia wydawanych decyzji administracyjnych dotyczących zakazu prowadzenia działalności. Z chwilą podjęcia czynności przez Państwową Inspekcję Sanitarną kończyli działalność, a następnie otwierali kolejną pod zmienioną nazwą.

Brak odpowiedniego finansowania

NIK zauważa także, że zasoby kadrowe i środki finansowe przeznaczone na realizację zadań związanych z dopalaczami były ograniczone. Wydatki w tym zakresie zwiększano przede wszystkim w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Realizowanie przez powiatowych inspektorów sanitarnych nowego zadania nie wiązało się ze znaczącym zwiększeniem ani zatrudnienia ani limitu wydatków tych jednostek. Dlatego Powiatowym Inspekcjom Sanitarnym brakowało środków m.in. na sfinansowanie kosztownych badań zatrzymanych produktów.

Mimo wszystkich trudności Inspekcja sanitarna w latach 2011-2016 przeprowadziła blisko 5 tys. kontroli, w wyniku których zabezpieczono nieco ponad 200 tys. produktów, a inspektorzy sanitarni wydali łącznie 1731 decyzji dotyczących wstrzymania wprowadzenia do obrotu podejrzanych produktów.

Kary pieniężne nieskuteczne

Skuteczność kar pieniężnych nakładanych na zajmujących się dystrybucją i obrotem dopalaczami była bardzo niska, co w ocenie NIK skutkowało bezkarnością podmiotów zajmujących się tym nielegalnym procederem. Inspektorzy objęci kontrolą NIK  nałożyli kary w wysokości 13 mln zł, z czego wyegzekwowano zaledwie niespełna 5 proc. (0,6 mln zł). Łącznie w całym kraju organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej w latach 2010-2016 wymierzyły blisko 65 mln zł kar, jednak do budżetu państwa wpłynęło zaledwie 1,8 mln zł (3 proc.).

Ponadto wymierzanie kar pieniężnych wiązało się z ponoszeniem dodatkowych kosztów przez inspekcję sanitarną. Ich egzekwowaniem zajmowali się naczelnicy urzędów skarbowych. Okazywało się to przeważnie nieskuteczne, głównie z powodu braku możliwości ustalenia majątku czy miejsca pobytu handlarzy dopalaczami. Tymczasem kosztami za przeprowadzenie nieskutecznych postępowań egzekucyjnych urzędy skarbowe obciążały Państwową Inspekcję Sanitarną.

Czy Inspekcja może niszczyć zabezpieczone dopalacze?

NIK wskazuje też na nierozwiązaną dotąd kwestię niszczenia przez Inspekcję Sanitarną zabezpieczonych produktów. Zezwala na to jeden z przepisów ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, ale pojawiają się wątpliwości, czy nie jest on sprzeczny z Konstytucją, która wskazuje, że o przepadku mienia na rzecz Skarbu Państwa decyduje sąd. Dlatego część inspektorów sanitarnych nie niszczy produktów zatrzymanych podczas akcji, które zalegają w stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

Poza tym żadne przepisy nie regulowały kwestii przechowywania środków zastępczych przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Dlatego są one składowane np. w szafkach biurowych, szafach metalowych, kasach pancernych. Do absurdalnego przypadku doszło w Pabianicach, gdzie pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej znalezione podczas kontroli dopalacze zapakowali w worki foliowe, okleili taśmami i zostawili na przechowanie w kontrolowanym punkcie sprzedaży. Część zabezpieczonych dopalaczy została następnie skradziona i nie udało się ich odzyskać.

Rząd nie nadąża za rzeczywistością

W walce z dopalaczami i ich producentami nie pomaga przyjęty w Polsce model budowania katalogu substancji kontrolowanych, oparty na dopisywaniu do listy substancji zabronionych kolejnych szkodliwych związków wykrytych w dopalaczach – wskazuje NIK w swoim raporcie. Producenci środków psychoaktywnych są w stanie szybko zmodyfikować ich skład, tak aby substancje zawarte w dopalaczu nie znajdowały się na liście substancji zabronionych i „wymknęły się” spod zakazu sprzedaży. W ten sposób organy państwa pozostają nieustannie o krok za podmiotami wytwarzającymi i wprowadzającymi dopalacze do obrotu.

Jak sugeruje NIK, procedura definiowania zabronionych środków nie musi polegać na wskazywaniu całych wzorów substancji, ale np. tylko ich rdzenia. W ten sposób nawet dopisywanie do rdzenia dodatkowych składników nadal definiowałoby środek jako zabroniony.  Rozwiązaniem może być także określenie, że zabronione są substancje o podobnym działaniu lub składzie, do tych znajdujących się w katalogu substancji kontrolowanych.

Uwagi i wnioski NIK

Jak podkreśla w podsumowaniu raportu NIK, w celu skutecznej walki z dystrybucją i obrotem dopalaczami konieczne jest opracowanie nowych, kompleksowych rozwiązań. Wyniki kontroli wskazują na niewystarczającą skuteczność rozwiązań prawnych opartych na prawie administracyjnym. Dlatego NIK wnioskuje do Prezesa Rady Ministrów o zainicjowanie międzyresortowych działań zmierzających do wypracowania i wdrożenia optymalnych narzędzi oraz systemowych rozwiązań prawnych, zapewniających realne ograniczenie podaży środków zastępczych.

Jednak już teraz NIK zaleca ministerstwu zdrowia opracowanie i wdrożenie jednolitego systemu wczesnego ostrzegania i adekwatnego reagowania w sytuacji pojawiania się na rynku nowych, nieznanych substancji, zweryfikowanie ustawowych uprawnień organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej, a także obsady kadrowej i sposobów finansowania zadań realizowanych na rzecz ograniczania podaży dopalaczy. NIK wskazuje też na konieczność ujednolicenia przepisów w zakresie orzekania o przepadku i zniszczeniu zabezpieczonych produktów, a także określenia aktem prawnym sposobu i trybu transportowania, przechowywania i przekazywania dopalaczy do badań przez Państwową Inspekcję Sanitarną.

Jak wyglądają statystyki?

Według statystyk w latach 2010-2016 odnotowano ponad 16 tys. osób zatrutych bądź podejrzewanych o zatrucie dopalaczami. Izba podkreśla, że liczba ta jest szacunkowa i zaniżona, gdyż funkcjonujący system diagnozowania i informowania o takich przypadkach nie został uregulowany prawnie, dlatego nie wszystkie takie przypadki były zgłaszane i rejestrowane. Przypadki pacjentów hospitalizowanych, bądź tych, którym udzielono doraźnej pomocy medycznej w związku z podejrzeniem zażycia dopalaczy, przekazywano Państwowej Inspekcji Sanitarnej wyłącznie na zasadzie dobrowolnej współpracy.

Aleksandra Smolińska

Źródło: NIK

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz