E-zdrowie powinno być jak ZUS?

06 Czerwca 2017, 15:49

Informatyzacja systemu zdrowia w Polsce, to trwająca już ponad dekadę kosztowna historia bez happy endu. W kraju, w którym sukces odniosła e-bankowość, a ZUS jest jednym z lepiej funkcjonujących systemów obejmującym całą populację, cyfryzacja systemu opieki zdrowotnej, to nadal wyzwanie cywilizacyjne. O pozornych barierach i pewnych zyskach z wdrożenia e-zdrowia rozmawiamy z Piotrem Arakiem, menadżerem w zespole Sustainability Consulting Central Europe, Deloitte.

PZ: Cyfrowa rewolucja redefiniuje wszystkie branże. Mało tego - wyniki badań pokazują, że w ciągu najbliższych pięciu lat zjawisko to spowoduje zniknięcie z rynku około 40 procent firm mających obecnie silną pozycję w swoich branżach, które tego trendu nie uwzględnią w strategiach biznesowych i nie wdrożą w praktyce. Systemu ochrony zdrowia to nie dotyczy?

Piotr Arak: Nie można generalizować. Co do polskiej publicznej ochrony zdrowia to ona nadal czeka na rewolucję. Natomiast na poziomie europejskim e-zdrowie jest przedmiotem nie tylko poważnej debaty, systematycznych analiz, ale i udanych wdrożeń.Sztandarowym przykładem może być Estonia, gdzie już w 2009 r. uruchomiony został system elektronicznego przechowywania i udostępniania danych EHR (Electronic Health Record). Obecnie wszystkie wystawiane w tym kraju recepty mają formę elektroniczną, a zdecydowana większość, bo aż 70–80 proc., lekarzy komunikuje się z pacjentami za pośrednictwem e-maila. W grupie liderów w Europie jest też Dania, Szwecja, Finlandia, a także Serbia.

Zgodnie z założeniami Komisji Europejskiej do 2020 r. placówki medyczne w krajach UE powinny mieć powszechny dostęp do usług telemedycznych. W Polsce do tego czasu może wdrożymy kartę informacyjną leczenia szpitalnego, kartę odmowy przyjęcia do szpitala i informację pisemną lekarza specjalisty dla lekarza kierującego. Od 1 stycznia 2019 r. planuje się wprowadzenie obowiązku wystawiania recepty w postaci elektronicznej, a rok później ma być wprowadzony obowiązek wystawiania skierowania w postaci elektronicznej. Na dziś w rankingach cyfryzacji zdrowia jesteśmy nie tyle przed Rumunią co za Serbią i Turcją, które zrobiły to już dawno.

PZ: W tym przypadku to chyba nie brak pieniędzy? Do tej pory próby wdrożenia platform P1 i P2 pochłonęły 800 mln złotych…

Piotr Arak: Dokładnie – a gdybyśmy trzymali się harmonogramu wdrożenia to gros tej kwoty – 500 mln zł zostałby pokryty z środków unijnych. Dziś, z powodu nie dotrzymania żadnych terminów, może to być koszt budżetu krajowego.

PZ: W czym więc tkwi problem?

Piotr Arak: Mamy cały repertuar barier – począwszy od niewprowadzonej w życie strategii państwa w zakresie cyfryzacji, braku interoperacyjności poszczególnych systemów, ram prawnych, mniejszych niż w innych krajach kompetencji cyfrowych obywateli a skończywszy na braku zaufania społeczeństwa do sposobu zabezpieczania danych zdrowotnych. 

PZ: Problem ucyfrowienia służby zdrowia w Polsce urasta do rangi projektu badań kosmicznych. A to przecież nie tylko projekty skutecznie zrealizowane w innych krajach, ale również w prywatnym systemie opieki zdrowotnej w Polsce. Poza ty mamy analogiczne systemy informatyczne obejmujące całą populację Polaków, działające w czasie rzeczywistym tj.: ZUS, czy urzędy skarbowe.

Piotr Arak: ZUS jest jednym z lepiej zinformatyzowanych urzędów w naszym kraju. Ma centralną bazę danych, świetną infolinię. Dzięki temu można było m.in. tak szybko i skutecznie wprowadzić program 500+. Cyfryzacja to naprawdę ułatwianie życia i w efekcie oszczędności. Przykładów jest mnóstwo – e-bankowość, czy tak popularna ostatnio możliwość sprawdzania punktów karnych w internecie. Jak wyliczyła Polityka Insight, w przypadku digitalizacji służby zdrowia państwo mogłoby zaoszczędzić 2-5% środków i przeznaczyć je na inne potrzeby zdrowotne. Średni próg rentowności to ok. 5 lat. W Polsce po wprowadzeniu takiego systemu udałoby się zaoszczędzić ok. 0,35% PKB z wydatków zdrowotnych, a przy bardziej konserwatywnych założeniach oszczędności wyniosłyby ok. 0,13% PKB.

PZ: W takim razie kto zyskuje na braku tego systemu?

Piotr Arak: Dotychczas realizowano wiele dobrych lokalnych inicjatywy tj.: w 2001 r. elektroniczne karty ubezpieczenia pacjenta na Śląsku przez Andrzeja Sośnierza, ówczesnego szefa śląskiej Kasy Chorych. Skutecznie wprowadzony pomysł, nie powielony już w skali kraju.

Paradoksalnie - mimo, że system zarządzania ochroną zdrowia w Polsce jest bardzo scentralizowany, co de facto powinno sprzyjać wdrażaniu projektów informatycznych, w praktyce mamy do czynienia z dużym rozdrobnieniem, masą działań nieskoordynowanych, realizowanych przez pojedyncze podmioty w zakresie zakupu serwerów, programów, zatrudniania informatyków. To dla pojedynczego szpitala wielkie koszty. Problem tkwi też w założeniach projektowych systemu – w realiach technologicznych 2005 roku, kiedy planowano rozwój usług cyfrowych w zdrowiu, integracja lokalnych baz danych i systemów placówek zdrowotnych, dostosowanie setek systemów i przetwarzanie danych lokalnie było pomysłem na miarę tamtych czasów. Dziś – w epoce pracy w chmurze - to anachronizm. Obecnie dane przenoszone są z centralnych serwerów, a poszczególni użytkownicy mają po prostu interfejs logowania. Tak właśnie pracuje ZUS – na centralnych bazach danych, a nie na lokalnych – dzięki czemu jego platforma działa.

PZ: Może warto, aby projekt przejęło Ministerstwo Cyfryzacji? Przy odpowiednim dostosowaniu prawa nasze dane zgromadzone w bazach ZUS mogłyby zostać wykorzystane jako gotowe Elektroniczne Rekordy Pacjenta?

Piotr Arak: Nie widzę problemu, aby tam gdzie w grę wchodzą pieniądze publiczne wykorzystać efekt synergii. Środki w ochronie zdrowia w końcu są pieniędzmi publicznymi tak samo jak te w budżecie państwa. W przypadku łączenia baz danych w ramach ZUS i MF na potrzeby policzenia konsekwencji podatkowych po prostu zmieniono prawo.  Jednak istotne jest – szczególnie w sytuacji coraz bardziej rygorystycznych regulacji związanych z ochroną danych osobowych osób fizycznych – precyzyjne ustalenie odpowiedzialności za ich zabezpieczenie i przetwarzanie. I to jest dużym wyzwaniem w kontekście zaufania obywateli.  Nie ma natomiast technicznego problemu w tym, by połączyć różne zbiory danych i ułatwić życie obywatelom.

PZ: Już dziś na każdym kroku udostępniamy nasze dane – bez tego nie można normalnie funkcjonować. W kontekście zdrowia możliwości jakie oferuje w efekcie informatyzacja pozwoliłaby nam nadrobić dekady.

Piotr Arak: Dla pacjenta oznaczałoby to dostęp do wyników badań w dowolnym miejscu i czasie. Równocześnie lekarz mający do dyspozycji całą dokumentację medyczną miałby szansę na stawianie diagnoz uwzględniających całokształt historii pacjenta. To w efekcie zwiększałoby bezpieczeństwo, ciągłość działania i jakość świadczonej usługi w relatywnie niższej cenie. W skali makro, całego systemu ochrony zdrowia - posiadanie całościowej bazy danych to możliwość analizowania danych zbiorczych, bazujących na wiarygodnej informacji, a w efekcie kreowanie świadomej polityki zdrowotnej, efektywne zarządzanie środkami na poziomie podstawowym, ale także opieki specjalistycznej i hospitalizacji.

PZ: Z punktu widzenia pacjenta sam dostęp do wyników badań wraz z historią leczenia to wielki komfort. Może to przyczyna sukcesu prywatnych podmiotów w systemie ochrony zdrowia w Polsce, które takie rozwiązania dawno już oferują jako standard?

Piotr Arak: To złudny komfort. Oczywiście na co dzień to wygoda. Nie ma traumy numerka, kolejki, oczekiwania na termin wizyty. W sposób bezstresowy leczymy się z prostych schorzeń. Jednak oceniając to z  perspektywy długoterminowej, całego życia – człowiek ,,wypada” z systemu. Efekt jest taki, że gdy z poważną, skomplikowaną chorobą pojawia się w publicznym szpitalu brak wyników cyklicznych badań i historii leczenia stwarza ryzyko nietrafnej, bądź niekompletnej diagnozy i często wysokie koszty hospitalizacji. Gdyby dana osoba była przez system monitorowana, może wystarczyłaby zwykła profilaktyka choćby w zakresie chorób cywilizacyjnych tj. nowotworów czy chorób serca. Dlatego tak ważna jest informatyzacja systemu. Problemem jest, że ze strony społeczeństwa nie ma dziś takiej siły, która mogłaby to na władzy wymóc. Średnia klasa leczy się właśnie w systemie prywatnym, a dla starszych pokoleń ze względu na słabe umiejętności informatyczne to nie ułatwienie tylko utrudnienie.  Im wystarczyłaby choćby dobra infolinia do szybkich konsultacji, ale to udało się wprowadzić tylko w małopolskim oddziale NFZ.

PZ: Podejmując dziś po raz kolejny wyzwanie informatyzacji systemu ochrony zdrowia jakich błędów nie powinniśmy powtarzać?

Piotr Arak: Wyniki badań przeprowadzonych przez OECD wykazują, że Polska znajduje się w grupie państw, które najdłużej realizują rządowe projekty informatyczne, choć równocześnie sprawnie wprowadzono e-bankowość czy wraz z e-commerce – systemy płatności natychmiastowych. Rozwiązania rządowe – Emp@tia czy ePUAP przegrywają z rozwiązaniami biznesowymi, w centrum uwagi których jest człowiek – ostateczny użytkownik. To właśnie projektowanie zorientowane na człowieka powinno być priorytetem – jeśli pacjent nie będzie mieć świadomości możliwości jakiegoś rozwiązania bądź będzie je uważać za trudne w użytkowaniu czy nie dostarczające żadnych korzyści – nie będzie z niego korzystać. Równocześnie mamy dziś problem z mnogością pojedynczych  rozwiązań, które się ze sobą nie komunikują – dlatego interoperacyjność to podstawowy warunek, aby e-zdrowie w pełni zadziałało. Powinniśmy odwrócić kolejność zajmowania się ochroną zdrowia - zamiast tworzyć system, który rozwiąże wszystkie problemy, powinniśmy na samym początku umożliwić Polakom rejestrowanie się u lekarza przez sieć. Na jednej usłudze o wiele łatwiej zbudować podwaliny całego systemu niż próbować zbudować wszystko na raz.

Rozmawiała Lucyna Roszyk

Foto: Grzędziński

Piotr Arak - menadżer w Deloitte. W przeszłości był szefem działu społecznego Polityki Insight, a także pracował w Programie Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Był doradcą ministra administracji i cyfryzacji, współpracował z Freedom House, InEuropa, Instytutem Badań Strukturalnych oraz wieloma innymi think-tankami. Analityk w obszarze ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych, rynku pracy i cyfryzacji. Pisze doktorat z pomiaru jakości życia na Uniwersytecie Warszawskim, absolwent polityki społecznej i metod statystycznych na tej samej uczelni. W trakcie MBA w Szkole Głównej Handlowej i na Uniwersytecie Montrealskim.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz