Pacjenci: Rządowy program prokreacyjny nie działa

09 Czerwca 2017, 11:33

Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego miał zastąpić zlikwidowany program leczenia niepłodności metodą in vitro. Pacjenci jednak nie mogą jeszcze skorzystać z oferowanej w nim diagnostyki i leczenia. Resort nie wybrał jeszcze wszystkich realizatorów, a placówki, które już zostały wybrane, są dopiero wyposażane. Ministerstwo nie potrafi jasno określić terminu, w którym Program ruszy pełną parą. 

Ministerstwo stawia na edukację i naturalne metody zapłodnienia. Po wycofaniu się rządu z finansowania programu in vitro, tylko metody naturalne są obecnie oferowane parom. Obecnie MZ dopiero kompletuje realizatorów i wyposaża wybrane placówki. Kiedy program zacznie realnie działać dla pacjentów, resort nie potrafi zadeklarować.

Niepłodne pary w potrzebie, a MZ nadal szuka realizatorów

- Z końcem kwietnia ogłoszono konkurs na pozostałych realizatorów programu. Termin nadsyłania ofert minął 11 maja, obecnie trwa ocena merytoryczna zgłoszeń. Nie jest możliwe podanie ostatecznej daty zakończenia postępowania ani liczby realizatorów. „Kompleksowa diagnostyka leczenia niepłodności” będzie możliwa po wyłonieniu docelowej liczby placówek - informuje nas Milena Kruszewska, Rzecznik Prasowy Ministerstwa Zdrowia.

- „Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w latach 2016-2020” objąć ma świadczenia z zakresu diagnostyki oraz leczenia niepłodności. Głównym jego celem ma być zwiększenie dostępu do tych świadczeń. Proces zakupu sprzętu i modernizacji pomieszczeń jest długotrwały, a placówki przyjęły różny harmonogram działań, przekazuje nam M. Kruszewska.

Rozpoczęliśmy organizacyjną część programu

- Prawda jest taka, że to czy rządowy program funkcjonuje czy nie, nie robi dla pacjentów dużej różnicy. Inicjatywa ta zupełnie nie zabezpiecza potrzeb niepłodnych, dlatego że jest to program, którego założeniem jest diagnostyka. Diagnostyka jest szalenie potrzebna, natomiast po niej przychodzi czas na leczenie, a to w przypadku niepłodności jest bardzo drogie i niestety, program prokreacyjny już się tym nie zajmuje. Absurdem jest, że program ten został głośno obwieszczony przez samego ministra, a okazuje się, że otworzyliśmy dopiero organizacyjną jego część, bo przychodnie nie działają. Zgodnie z terminami, teraz jest czas żeby szkolić kadrę i organizować miejsca, gdzie pacjenci będą przyjmowani. To się rzekomo dzieje, natomiast dla pacjenta to nie oznacza niczego, pacjent jest pozostawiony samemu sobie. Nawet jeśli ten program realnie ruszy, to para i tak wyjdzie z przychodni z diagnozą, ale bez wsparcia jeżeli chodzi o leczenie, bo program ten nie przewiduje finansowania zabiegów in vitro, a mówimy o grupie pacjentów, która in vitro potrzebuje i dla których jest to jedyna droga. Działanie przewidziane jest na konkretną ilość pacjentów w każdym województwie i zupełnie nie odpowiada zapotrzebowaniu populacyjnemu, będzie to program dla wybranych. Szansę na skorzystanie ze świadczeń w ramach tej inicjatywy będzie miała zaledwie marginalna część osób, które chcą się diagnozować. Nie zaopiekuje on wszystkich, którzy będą tego potrzebowali, a statystyki są brutalne, bo nawet co piąta para nie może począć dziecka bez pomocy medycyny - tłumaczy Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia „Nasz Bocian”.

MZ stawia na edukację

Resort przy okazji programu ma zamiar prowadzić szeroko zakrojone działania edukacyjne dotycząca zdrowia prokreacyjnego. Realizatorzy mają skupić się na działaniach informacyjnych i profilaktycznych, kształtować postawy sprzyjające zachowaniom zdrowotnym czy edukować pracowników ochrony zdrowia. Wszystko to realizowane ma być podczas konferencji, warsztatów i spotkań. Powstać ma także portal internetowy i e-learningowy, informuje MZ. Wątpliwy wydaje się jednak sens kampanii skierowanych do pacjentów dotkniętych już problemem. Inicjatywy nie docierają do zainteresowanych i nie wywierają pożądanych skutków, co widać na przykładzie niskiej liczby beneficjentów programów wczesnego wykrywania raka piersi, szyjki macicy czy raka jelita grubego. W tym przypadku dodatkowa trudność polega na tym, że mamy do czynienia z parami w trudnej sytuacji, niekiedy społecznie piętnowanymi, dla których potrzebna będzie rychła diagnoza i leczenie, nie edukacja, na którą w tym wypadku może być już stanowczo za późno.

Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

efsfvfvg Wtorek, 13 Czerwca 2017, 7:43
Nie działa bo nie ruszył. A najśmieszniejsze jest to że też nie zadziała nawet jak ruszy. Pomodlić się można w domu
Dr Rozwaga Wtorek, 13 Czerwca 2017, 14:49
Dokładnie. Bez programu można także obejrzec śluz i policzyc dni płodne.,,. Tylko co z tego wynika???