Kontrowersyjna „apteka dla aptekarza” wchodzi w życie

23 Czerwca 2017, 14:11

25 czerwca w życie wchodzi budząca sporo kontrowersji nowelizacja prawa farmaceutycznego, popularna „Apteka dla aptekarza”. Zmianę popiera m.in. Naczelna Izba Aptekarska i mali przedsiębiorcy na czele z farmaceutami. - Rozwiązanie to ucywilizowanie rynku, podobne rozwiązania od dawna funkcjonują w Europie, przekonują aptekarze. Mimo, że emocje znacznie ostygły nadal przeciwni rozwiązaniu są przedsiębiorcy, sieci apteczne oraz technicy farmaceutyczni. - Ustawa betonuje rynek, twierdzą zgodnie.

My zapytaliśmy środowisko co „na chłodno” sądzi o zmianach i jakie nadzieje wiąże z funkcjonowaniem nowego prawa?

Co zakłada nowelizacja?

Z dniem wejścia w życie ustawy wyłącznie farmaceuta lub farmaceuci w ramach spółek osobowych będą mogli zostać właścicielami apteki. Dodatkowym ograniczeniem jest niemożność posiadania więcej niż czterech placówek. Nowelizacja zawiera także zapis dotyczący kryteriów geograficzno-demograficznych. Na jedną aptekę przypadać ma 3 tys. mieszkańców w danej gminie a otwarcie nowej placówki będzie możliwe, gdy odległość między sąsiadującymi aptekami wyniesie co najmniej 500 metrów. Kryterium to nie będzie obowiązywało, jeśli farmaceuta otworzy aptekę w odległości 1 km od obecnie istniejącej.

Czeka nas wzrost cen leków?

- Trzymamy polityków za słowo, że to nie jest rozwiązanie docelowe, tylko tymczasowe. Taką deklarację słyszeliśmy wielokrotnie od przedstawicieli ministerstwa zdrowia. Jesteśmy otwarci na współpracę przy finalnych uregulowaniach tego rynku. Uważamy, że ustawa ta, procedowana bez obecności części środowisk, bez głębszego zastanowienia się przyniesie wiele zaskakujących efektów, o których dopiero się dowiemy. Kto straci na zmianie? Pacjenci - ustawa będzie prowadziła do ograniczenia ilości aptek, nie będzie to proces szybki, ale będzie on zachodził. Liczba aptek spadnie, konkurencja będzie słabsza, w konsekwencji pojawi się wzrost cen, a to nie jest dobre, zwłaszcza w Polsce, gdzie współpłacenie pacjentów jest na bardzo wysokim poziomie. Regulacja zabetonuje rynek apteczny na wiele lat. W większości miast, w Polsce nie ma w tej chwili możliwości otwarcia apteki. Polska się rozwija, a rynek ten będzie w regresie. Porzuciliśmy standardowy europejski model rynku otwartego na rzecz wysoce regulowanego, z mnóstwem formalnych ograniczeń. To dramatyczna zmiana w sytuacji, kiedy przez 25 lat rynek ten prężnie się rozwijał - tłumaczy Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET i ekspert BCC ds. rynku aptek.

Jak zapewnia jednak Naczelna Izba Aptekarska pacjenci nie muszą obawiać się wzrostu cen leków. Rozwiązanie dotyczyć ma nowopowstających aptek, te funkcjonujące do tej pory będą konkurować na dotychczasowych zasadach. Tanie leki są zasługą rządu i programu leki 75+, nie sieci aptecznych, podkreśla izba.

Powielamy schematy, które wiadomo, że się nie sprawdziły

- Będziemy mieli do czynienia z „syndromem irlandzkim”. Tam w 1996 r. za sprawą lobby aptekarskiego także wprowadzono podobne regulacje. W 2001 r. zdecydowano się je znieść, ponieważ okazało się, że dostępność do aptek i produktów maleje, ceny rosną a branża odnotowuje nienaturalnie wysokie zyski - wyjaśnia M. Piskorski.

Ustawa ratunkiem dla farmaceutów - właścicieli małych aptek

- Agresywna ekspansja sieci odbywa się kosztem polskich aptek indywidualnych - dziennie upadają  2 małe apteki, w to miejsce powstają 3 apteki sieciowe, nierzadko „wspierane” przez zagraniczny kapitał. Celem tych regulacji jest więc ochrona ponad 4,5 tys. polskich drobnych przedsiębiorców prowadzących apteki, którzy już dziś balansują na granicy bankructwa oraz zabezpieczenie wielu tysięcy miejsc pracy - przekazuje w komentarzu dla nas NIA.

- Tymczasem to zmiana w prawie nie w realiach. Te będą się zmieniać powoli. Wszystkie apteki sieciowe i prywatne pozostają na rynku i nadal będą konkurować jak dotychczas cenami i serwisem. Pacjenci tej zmiany nie odczują. Mogą się zainteresować problemem tylko wtedy,  gdy  media, tak jak to miało miejsce w trakcie debaty nad ustawą, będą ich straszyć wypowiedziami jej przeciwników, że leki będą droższe. Ja jestem zadowolona ze zmian. To cywilizowane rozwiązanie, obowiązujące w większości krajów europejskich, mówi nam mgr farm. Danuta Kowal, kierownik i właściciel jednej z warszawskich aptek.

Naczelna Izba Aptekarska broni zmian

Jak podkreśla w wypowiedzi dla nas NIA apteka to nie „sklep z lekami”. - Regulacja zakłada powrót do tradycyjnej roli apteki, traktowanej jako placówki ochrony zdrowia, a nie sklepu oferującego sprzedaż leków. Zmiany mają na celu zahamowanie funkcjonujących dziś na rynku licznych patologii, w tym postrzegania pacjenta przede wszystkim jako narzędzia do zarabiania ogromnych pieniędzy - tłumaczy Tomasz Leleno, rzecznik NIA. Izba broniąc ustawy podkreśla, że na właścicielu-farmaceucie spoczywa odpowiedzialność zawodowa i finansowa, a ta nie jest już tak oczywista, gdy mamy do czynienia z właścicielem apteki, który nie jest farmaceutą.

- Farmaceuta przyłapany na rażącym łamaniu prawa traci wszystko, a więc zezwolenie oraz prawo wykonywania zawodu. Dla niego oznacza to jedno: śmierć w zawodzie. Mamy więc odpowiedzialność, która skutkuje pełnymi konsekwencjami dla konkretnej osoby z tytułu ewentualnych naruszeń. Farmaceuta nową aptekę będzie mógł prowadzić w ramach wybranych spółek osobowych, co oznacza, że będzie odpowiadał całym swoim majątkiem, a nie tylko do wysokości wkładu (jak ma to miejsce choćby w przypadku spółek z o.o.). Przedsiębiorca nie będący farmaceutą, jeśli dokonywał naruszeń prawa najczęściej nie tracił nic - nawet jeśli stracił zezwolenie wydawane dla jednej spółki, zamykał aptekę, natomiast w to miejsce otwierał drugą placówkę, prowadząc działalność bez ponoszenia konsekwencji prawnych. Powierzenie roli właściciela wyłącznie farmaceucie to krok w kierunku uporządkowania rynku oraz ograniczeniu występujących naruszeń prawa - podkreśla rzecznik NIA.

Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz