Polska hematoonkologia z perspektywy państw Europy Środkowo-Wschodniej

12 Września 2017, 9:47

Po wielu miesiącach oczekiwania, pacjenci z przewlekłą białaczką limfocytową doczekali się wreszcie refundacji skutecznego leczenia. To wielki krok na przód w hematoonkologii, ale nie ostatni, na który czekają chorzy na nowotwory krwi. Następni w kolejce to m.in. pacjenci chorzy na szpiczaka. Czy ministerstwo planuje kolejne zmiany na liście i na co mogą w najbliższym czasie liczyć chorzy? Między innymi o tym rozmawiali eksperci z Polski i z zza granicy podczas spotkania pt. Przyszłość zdrowotna obywateli Państw Grupy Wyszehradzkiej - z perspektywy chorób hematologicznych podczas XXVII Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Refundacja już jest, ale leczenie dopiero za trzy miesiące

Nowoczesna terapia dla chorych na przewlekłą postać białaczki limfocytowej trafiła wreszcie na listę leków refundowanych. To wielki sukces, ale niestety nie oznacza, że leczenie  będzie dostępne od zaraz. Procedury związane z podpisywaniem umów ze szpitalami na nowe programy lekowe trwają czasem nawet pół roku. W tym przypadku – jak zapewnia NFZ – pacjenci nie będą musieli czekać na leczenie aż tak długo. - Szacujemy, że w grudniu będą już podpisane umowy ze szpitalami i będą one mogły leczyć pacjentów z białaczką limfocytową – zadeklarował w Krynicy Maciej Miłkowski, wiceprezes NFZ. To oznacza, że chorzy będą leczeni nowymi lekami już za trzy miesiące. – Widzimy spory postęp w działaniach ministerstwa zdrowia i NFZ – podkreślał Bartosz Poliński, prezes Fundacji Onkologicznej Alivia. - Ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Na przykład problemy administracyjne. Jeśli po 3 miesiącach od wejścia listy, lek jest dopiero dostępny to oznacza, że ktoś w tym czasie może umrzeć bo jest pozbawiony dostępu do leczenia – dodał prezes Alivii.

Pacjent dostanie lek, albo umrze

W hematoonkologii najbardziej palącym problemem jest teraz sytuacja pacjentów chorych na szpiczaka. - Mamy leki ratujące życie, na które czekają pacjenci i jeśli ich nie dostaną, to umrą – mówił dr Jakub Gierczyński, ekspert z zakresu ekonomiki ochrony zdrowia. - Zasada ministerstwa zdrowia, że refundujemy przede wszystkim leki ratujące życie, to bardzo dobra zasada. Mamy coraz więcej nowotworów krwi i coraz więcej chorych. Musimy apelować, żeby środków na ochronę zdrowia było więcej, ale jeśli mamy dzielić środki, to musimy zastanowić się gdzie są największe potrzeby. A z epidemiologii wynika,  że to m.in. onkologia, w tym nowotwory krwi – wskazał dr Gierczyński i zaapelował o zbudowanie nowoczesnego modelu leczenia nowotworów krwi. - Nie musimy refundować wszystkich zarejestrowanych leków, ale refundujmy te, które są najbardziej wartościowe - dodał. 

Na pomoc czeka niewielka grupa chorych

Jak szacują eksperci, problem dotyczy 6-7 tys. chorych na szpiczaka. Dziesięć lat temu było ich tylko 3 tys. To wbrew pozorom nie jest wcale zła wiadomość. Oznacza bowiem, że przez ten czas podwoiła się przeżywalność. Chorzy mieliby jednak znacznie większe szanse, gdyby w Polsce – podobnie jak w znakomitej większości krajów UE – refundowane były najnowsze i najskuteczniejsze w tym schorzeniu terapie. - To rozwiązanie problemu w sumie niezbyt dużej grupy chorych, ale jest to chyba najbardziej paląca sprawa do rozwiązania – mówił o chorych na szpiczaka prof. Wiesław Jędrzejczyk, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii. 

Pilotażowy rejestr w hematoonkologii

A jak do problemów kolejnej grupy chorych, którzy wciąż czekają na skuteczne leczenie odnosi się ministerstwo zdrowia? - Staramy się jak najbardziej obniżać ceny leków. Zaoszczędzone pieniądze pozostają w systemie i wypełnią kolejne luki w refundacji – zapewnił wiceminister zdrowia Marcin Czech. Ale mówił też o problemach, przez które wciąż nie ma pełnej jasności czy publiczne pieniądze są wydawane na leczenie najbardziej potrzebujących pomocy pacjentów i czy refundowane terapie faktycznie przynoszą spodziewane korzyści.  - My jasno nie widzimy co jest po stronie wyników stosowania określonych terapii. Nie mamy rejestrów. Bez narzędzi informatycznych i informacji, które będziemy umieli odnaleźć nie będziemy mogli stosować instrumentów podziału ryzyka opartych na efektach, wynikach będziemy ślepi i głusi.  Jest jednak na to rozwiązanie. Być może jako pierwsi skorzystają na nim pacjenci chorzy na nowotwory krwi. - Moją ambicją byłoby uruchomienie pilotażu takiego rozwiązania, być może właśnie w hematoonkologii – zadeklarował wiceminister zdrowia.

Potrzeba rzetelnych danych, żeby ocenić skuteczność terapii

Z koniecznością gromadzenia rzetelnych danych dotyczących refundowanych terapii zgodził się także prof. Krzysztof Giannopoulos. - Musimy mieć rzetelne dane. To będzie ogromne wyzwanie informatyczne, ale też ze względu na mentalność hematologów i szerzej – lekarzy – podkreślił profesor. Jak dodał sytuacja pacjentów ze szpiczakiem jest trudna ze względu na biologię choroby. Wymaga ona wielokierunkowego leczenia. - W tej chwili mamy do dyspozycji dwa leki. W UE zarejestrowanych jest 6 nowych leków, które nie są dostępne dla polskich pacjentów. Tylko dlatego, że pacjent przechodzi z jednej na drugą linię terapeutyczną, żyje coraz dłużej. Teraz największym problemem w hematoonkologii jest właśnie leczenie lekoopornego szpiczaka plazmocytowego – podkreślił prof. Giannopoulos.

Jak to się robi za granicą?

Ideą zainicjowanych przez Instytut Studiów Wschodnich spotkań, jest międzynarodowy dialog na temat zdrowia. Dlatego ważnym głosem w dyskusji, była obecność dr Roberto Musneci, eksperta ds. ochrony zdrowia w państwach CEE. W kwestii gromadzenia danych i instrumentów podziału ryzyka w przypadku refundacji leków Polska nie musi wyważać otwartych drzwi. W większości krajów Unii Europejskiej takie mechanizmy już istnieją i są skutecznym narzędziem kontroli publicznych pieniędzy. – W 2006 r. Włochy musiały obciąć wydatki na leki o 2 mld euro, by spełnić warunki europejskiego Paktu o stabilności i wzroście. Jednocześnie na rynek wchodziły nowe innowacyjne leki, do których nie mogliśmy odmówić dostępu pacjentom. Zaczęliśmy od onkologii, bo to był wtedy wiodący problem, a następnie rozszerzyliśmy to na inne obszary medyczne – wyjaśnił dr  Musneci,  W rezultacie powstały rejestry leków, a nie rejestry epidemiologiczne, które generują mnóstwo danych związanych ze stosowaniem leków w praktyce. Główną zasadą jest to, by lek był przepisywany zgodnie z rejestracją, nie off-label. Lekarze mogą przepisywać leki off-label ale w innej procedurze. Stabilność finansową zapewnia płacenie za pacjentów, którzy pozytywnie odpowiedzą na lek. Kryteria odpowiedzi są łatwe do określenia. Koszty leczenia są pokrywane z budżetu państwa całkowicie, gdy pacjent odpowie na lek, a gdy nie odpowie 100 proc. pieniędzy jest zwracane do budżetu. Ale przemysł i tak jest zadowolony, mimo że musi ponosić większe koszty – podsumował Roberto Musneci.

We Włoszech 37 proc. wydatków szpitali na leki dotyczy leków z zakresu onkologii i hematologii. Stosując ten system wobec leków z tych dwóch dziedzin, można kontrolować dużą część budżetu. Co ważne, można też różnicować koszty refundacji leku ze względu na różne wskazania. Powstające w ten sposób oszczędności, przeznaczane są na finansowanie kolejnych leków. Jeśli podobny mechanizm zadziała także w Polsce, wkrótce kolejne grupy pacjentów mogą doczekać się skutecznego leczenia – także w hematoonkologii. Pozostaje więc trzymać kciuki za składane przez MZ deklaracje. 

Aleksandra Smolińska

Foto: Instytut Studiów Wschodnich

Polecamy także:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

mateu Wtorek, 12 Września 2017, 10:58
Refundacja nowych leków w hematoonkologii od września to sukces min Tombarkiewicza i Dyrektor Obarskiej i cała Krynica o tym dobrze wiedziała, brawo dla tych państwa.