Odgrzewane kotlety i zmieniamy wszystko. Zdrowotne programy partii - analiza

20 Października 2015, 13:42

Co powinno być głównym tematem kampanii wyborczej? Ochrona zdrowia. Tak przynajmniej wynika z badania przeprowadzonego przez pracownię Millward Brown. Jego respondenci uważają też (91 proc.), że partie powinny jasno określić swoje plany dotyczące poprawy funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej. Tymczasem w kampanii wyborczej temat zdrowia prawie w ogóle nie jest poruszany, a podczas kluczowej debaty dwóch kandydatek na stanowisko premiera nie padło ani jedno pytanie dotyczące ochrony zdrowia. Czy podczas dzisiejszej debaty liderów 8 komitetów wyborczych będzie inaczej? Jeśli nie, tym bardziej warto zapoznać się z analizą programów wyborczych, jaką dla portalu Polityka Zdrowotna przeprowadziła Justyna Wojteczek.

 

Ochrona zdrowia jest dla mieszkańców Polski istotną komponentą poczucia bezpieczeństwa. W dużej mierze polityczne „być albo nie być” partii zależy więc od sprawnie działającego systemu opieki zdrowotnej. Partie muszą mieć spójne programy naprawy tego sektora, nawet jeśli wezmą pod uwagę fakt, że kampania wyborcza to przede wszystkim pojedynek emocji, a nie argumentów.

Wiedzieć, co i jak robić w systemie opieki zdrowotnej jest bowiem ważne zarówno dla tych, którzy władzę przejmą, bo z rosnących niedogodności w dostępie do leczenia wyborcy będą ją rozliczać, jak i dla tych z opozycji, by wiedzieć, jak potknięcia władzy wskazywać i wpływać na poprawę sytuacji elektoratu.

PO: odgrzewane kotlety

PO jest w najtrudniejszej sytuacji w obecnej kampanii, gdyż w dziedzinie ochrony zdrowia straciła sporo wiarygodności; pomimo szumnych zapowiedzi kolejki do lekarzy w okresie jej rządów wzrosły. W 2007 roku szła do wyborów z obietnicą „szuflad pełnych projektów ustaw”, które miały uzdrowić chory system opieki zdrowotnej. Wyborców czekało rozczarowanie.

Co zapowiada teraz? Są pewne zmiany. Z retoryki tej partii zniknęło hasło „uszczelniania systemu”, opierające się przekonaniu, że system opieki zdrowotnej w Polsce nie wymaga dofinansowania ze środków publicznych, a jedynie usprawnienia, dzięki czemu wydawane w tym sektorze pieniądze nie będą marnowane.

W dokumencie wydanym tuż przed wyborami nie ma ani słowa o zapowiadanym wcześniej podziale Narodowego Funduszu Zdrowia na sześć-siedem funduszy. Powtarza się za to zapowiedź ubezpieczeń dodatkowych: „Proponujemy elastyczne warianty wyboru dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w formie abonamentów i ubezpieczeń wzajemnych. Z założenia kwota składki będzie powiązana z czynnikami ryzyka (…) jednak zagwarantowana będzie pozycja pacjenta pozostającego wyłącznie w systemie publicznym”.

Jak zagwarantować tę pozycję, dokument milczy. Nowością jest to, że partia otwarcie przyznaje, że kwota polisy będzie zależeć od czynników ryzyka; innymi słowy im osoba zdrowsza i mniej potrzebująca leczenia, tym niższą zapłaci składkę.

Politycy PO zdają się nie zauważać, że wyniki Diagnozy 2015 pokazują, iż Polacy są niechętni dodatkowym ubezpieczeniom. Aż 73,5 proc. respondentów nie chce takiej polisy (dwa lata temu było ich o prawie 3 punkty proc. mniej). Pozostali w większości deklarują, że byliby skłonni kupić taką polisę, jeśli jej koszt nie przekraczałby kwoty 100 zł.

To samo badanie pokazuje, że choć korupcja w ochronie zdrowia to obecnie marginalne zjawisko, to jego skala znacznie wzrosła. - Niepokoi mnie większa skłonność do płacenia łapówek niż płacenia w prywatnej przychodni. Ludzie mogą myśleć, że jak wszyscy będziemy płacić na dodatkowe ubezpieczenia, to znowu trafią na koniec kolejki. A łapówka daje konkretny efekt - powiedział podczas debaty „Głosujmy na zdrowie” prof. Witold Orłowski, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny w firmie konsultingowej PwC.

Skróceniu kolejek sprzyjać będzie zapowiadane przez PO powiększenie kadry lekarskiej i pielęgniarskiej. Są zresztą jaskółki spełnienia tych zapowiedzi: zdecydowane zwiększenie miejsc, w których lekarze za pieniądze publiczne mogą uzyskiwać specjalizację oraz zwiększenie limitów przyjęć na studia lekarskie i lekarsko-dentystyczne.

PiS: zmieniamy wszystko

Mniej więcej 10 lat temu prof. Jerzy Hausner ubolewał, że Polska reformuje swoją ochronę zdrowia na zasadzie „od ściany do ściany”; zamiast  polepszać stopniowo i z głową ten system, który jest, funduje pacjentom i pracownikom służby zdrowia reformy, które całkowicie odwracają dotychczasową logikę. Taki zabieg planuje PiS, proponując, by finansowanie opieki zdrowotnej znowu pochodziło z budżetu państwa, a nie – jak obecnie – ze składki na ubezpieczenie zdrowotne wydzielonej z podatku dochodowego.

- Prawo i Sprawiedliwość mówi o ogromnych zmianach w służbie zdrowia. Trzeba zlikwidować NFZ, muszą być środki, które będą kontrolowane przez ministerstwo (…). Musimy wrócić do finansowania budżetowego, ale przez wojewodów po to, aby stworzyć bardziej skuteczny, sprawiedliwy system podmiot – mówił kandydatka na premiera Beata Szydło podczas wizyty w szpitalu w Zakopanem.

Nie można z całą pewnością powiedzieć, który system – budżetowy czy ubezpieczeniowy – jest lepszy. Obydwa mają duże zalety i wady, a powodzenie w ich działaniu zależy od bardzo wielu czynników (m.in. nakładów, poziomu zamożności społeczeństwa, kultury organizacyjnej danego kraju, kapitału społecznego, infrastruktury, zasobów kadrowych, a nawet ukształtowania terenu i gęstości zaludnienia).

Nie ma już wątpliwości – i nawet PO to przyznaje – że polska ochrona zdrowia wymaga zwiększenia nakładów. Propozycja zwiększenia finansowania jest zawarta w programie PiS – z obecnych niemal 5 proc. PKB przeznaczanych na sektor opieki zdrowotnej – nakłady mają wzrosnąć do 6 proc. PKB. W jaki sposób, w jakim tempie – nie wiadomo.

Zjednoczona Lewica: mniej rynku

„Nie chcę umrzeć w kolejce do lekarza” – czytamy na bilbordzie Zjednoczonej Lewicy. To ugrupowanie również deklaruje zwiększenie nakładów na opiekę zdrowotną ze środków publicznych. Przeciwstawia się komercjalizacji i prywatyzacji. Chce zerwać z powiązaniem prawa do opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych z opłaceniem składki na ubezpieczenie. W myśl tego programu prawo do leczenia ma przysługiwać z racji obywatelstwa.

Nowoczesna: więcej rynku

Ta nowa partia kładzie nacisk na informatyzację, cyfryzację i wprowadzenie współpłacenia za niektóre procedury medyczne. I zaprasza Polaków do szerokich konsultacji na temat tego, jak zmienić system w dalszej perspektywie.

Lider Nowoczesnej.pl Ryszard Petru, kiedy Leszek Balcerowicz publikował pod koniec lat 90. swój raport zatytułowany „Czarna księga marnotrawstwa w służbie zdrowia” był jego doradcą. Tez z tego raportu jednak nie powiela wiele lat później. Chybione zresztą okazały się niektóre diagnozy Księgi, jak na przykład ta, że w Polsce jest za dużo lekarzy i za dużo się ich kształci.

Ludzie w czasie wyborów chcą igrzysk, ale potem chleba

- Społeczeństwo nie chce zmiany systemu opieki zdrowotnej; chce skrócenia kolejek. W minioną sobotę odbyły się konwencje największych partii politycznych. Tam nikt nie mówił o gruntownej reformie służby zdrowia, nie słyszałem niczego, co miałoby rzeczywisty wpływ na funkcjonowanie systemu - powiedział podczas debaty „Głosujmy na zdrowie” Witold Orłowski.

Prof. Janusz Czapiński, kierownik badań „Diagnoza Społeczna” nie ma złudzeń, że Polacy systemu opieki zdrowotnej nie rozumieją. Chcą po prostu szybko dostać się do lekarza. - Politycy natomiast, kiedy już obejmą władzę, wydatki na ochronę zdrowia traktują jak wydatki na konsumpcję – mówi.

W reformowaniu tego systemu, przynajmniej dotychczas, zabrakło myślenia o ochronie zdrowia jako sektorze, w którym się inwestuje, a nie wydaje. Zabrakło też dogłębnej wiedzy – po stronie reformatorów – o potencjalnych skutkach ich działań i zaniechań, jak też wiedzy o znaczeniu alokacji pieniędzy w poszczególnych segmentach opieki zdrowotnej.

W zapowiedziach wszystkich partii nie widać, niestety, dużej nadziei na zmiany w podejściu do tematu.

Justyna Wojteczek

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz