Opt-out: pat czy mat? Jak (nie) radzą sobie szpitale

27 Grudnia 2017, 11:37 szpital

Klauzule opt-out wypowiedziało ok. 3,5 tysiąca lekarzy. Na porozumienie lekarzy i rezydentów z resortem nie widać na razie szans, zwłaszcza że do spełnienia postulatów trzeba by też zgody premiera. Jak radzą sobie szefowi placówek medycznych? 

W okresie świąt z kolejnych placówek płynęły sygnały o kłopotach z zapewnieniem nocnej i świątecznej opieki czy obsadą dyżurów na szpitalnych oddziałach. Zapytaliśmy m.in. dyrekcje kilku szpitali, jak sobie radzą, jakie mają pomysły. 

Brak pomysłu na rozwiązanie problemu

- W ciągu ostatniego miesiąca w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie blisko 100 lekarzy i rezydentów zdecydowało się zrezygnować z możliwości pracy ponad 48 godzin tygodniowo, a część anestezjologów podjęło ten krok już z końcem sierpnia br. – mówi Natalia Adamska-Golińska, rzecznik prasowy Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie. - W efekcie zmniejszyła się wydajność bloku operacyjnego oraz zewnętrznych stanowisk diagnostycznych, na których wykonywane są znieczulenia. Stwarza to trudną sytuację, kiedy prawa pracownika stoją w sprzeczności z oczekiwaniami rodziców i opiekunów naszych pacjentów. Niezbędne zabiegi u dzieci z zagrożeniem życia i zdrowia wykonywane są na bieżąco, a w drugiej kolejności zabezpieczamy potrzeby pacjentów planowych. Aktualnie pracujemy nad harmonogramem grafików dyżurów od 1 stycznia. Planujemy również przeorganizowanie pracy zespołów tak, aby przede wszystkim zapewnić obsadę dyżurową szpitala. Dokładamy wszelkich starań, aby ogólnopolski problem miał jak najmniejszy wpływ na funkcjonowanie naszego szpitala, ale jego systemowe rozwiązanie leży poza zasięgiem pojedynczej placówki – wyjaśnia.

Podobnie jest w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach, gdzie klauzulę opt-out wypowiedziało 46 rezydentów i 87 specjalistów.

- Decyzja o wypowiedzeniu opt-outów to indywidualna sprawa każdego lekarza. Dyrektor rozmawia z kierownikami klinik i poszczególnymi lekarzami, jednak nie jest w stanie zmusić nikogo do podpisania klauzuli i dyżurowania w większym wymiarze – wyjaśnia Anna Mazur-Kałuża, rzecznik prasowy szpitala. - Sytuacja jest monitorowana na bieżąco. Jest dynamiczna i zmienia się z dnia na dzień. Kwestią sporną są pieniądze, których szpital nie ma. Sami nie jesteśmy w stanie znaleźć optymalnego rozwiązania, które równocześnie będzie bezpieczne ekonomicznie i organizacyjnie dla naszego szpitala. Mamy nadzieję, że w najbliższych tygodniach sytuacja w naszej placówce, jak i w wielu innych szpitalach w kraju ulegnie poprawie – dodaje.

Rezydenci zgłaszają próby zastraszania wypowiadających opt-outy

Dyrektor WSZ w Kielcach zwrócił się 29 listopada do swoich kierowników i ordynatorów klinik informuje pismem, w którym stwierdza, że „Możliwość rozliczania „zejść” po dyżurach lekarskich winno być traktowane jako podwyżka wynagrodzenia, bowiem ma konkretny wymiar finansowy”. Twierdzi, że jest to forma premiowania personelu pracującego ponad wymiar pracy. Ale też informuje, że „karty pracy składane do działu kadr będą wnikliwie analizowane”.  Rezydenci przy tym zastanawiają się, czy to oficjalne pismo to już forma straszenia, czy tylko zwykłe „kuszenie” w sytuacji, gdy szpital nie ma wyjścia.

Oświadczeń gotowości „do podjęcia dodatkowych dyżurów lekarskich ponad liczbę wynikającą z programu specjalizacji na zasadach określonych przez pracodawcę" wymaga od lekarzy skierowanych na rezydenturę Wojewódzki Szpital Podkarpacki im. Jana Pawła II w Krośnie. Zdaniem Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), dyrekcja krośnieńskiej placówki chce w ten sposób zapobiec wypowiadaniu klauzuli opt-out. 

Przypadków takich jest więcej, ale rezydenci boją się do nich przyznawać i zgłaszać je. Anonimowo nic to nie da i stają się przez to niewiarygodni. I wiedzą o tym ci dyrektorzy, którzy te formy zastraszania stosują. – Dyrektor powiedział nam wprost, że możemy go nawet podać do sądu i nic mu nie zrobią – mówi rezydent z Podkarpacia.

Problem leży w umiejętności zarządzania

Tak przynajmniej twierdzi Joanna Szymankiewicz-Czużdaniuk, dyrektor Miejskiego Szpitala  Zespolonego im. "Mikołaja Kopernika" w Olsztynie. Zwraca uwagę m.in. na liczbę zatrudnionych. – Od początku płacę lekarzom za dyżury, nie godzinami, ja płacę za pracę. I zawsze mają u mnie, to co im przysługuje. Jeśli ktoś chce mieć więcej, to wtedy ma prawo przyjść i poprosić, nie stosuję żadnego przymusu. Ponadto z personelem dyrektor musi rozmawiać, a awantury, o których słyszę, powstają wtedy, gdy rezydentów traktuje się jako dodatkową siłę roboczą. Zasługują na to, by traktować ich godnie. Szpitalem zarządzać powinno się tak, by straty były jak najmniejsze, nie należy jednak oszczędzać ponad wszystko i dla dobrych rankingów – dodaje.

Ministerstwo Zdrowia nadal uznaje protest za niewłaściwy

„Klauzula opt-out jest przewidzianą w prawie unijnym instytucją prawa pracy, której celem jest umożliwienie państwom członkowskim wprowadzenie odstępstw od przewidzianych w dyrektywie norm czasu pracy. Wypowiadanie klauzuli opt-out nie stanowi formy prowadzenia sporu zbiorowego. Przewidziane prawem sposoby prowadzenia sporów zbiorowych opisane w ustawie z 23 maja 1991 r. o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie obejmują organizowanych przez Porozumienie Rezydentów OZZL przy wsparciu samorządu lekarskiego form wywierania nacisku, takich jak koordynowane w jednym czasie wykorzystywanie tzw. urlopów na żądanie czy też – tak samo koordynowane - wypowiadanie klauzuli opt-out” – odpowiada nam Milena Kruszewska, rzecznik prasowy MZ.

- Zwykle jest taka technika, że odwracają kota ogonem – mówi Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. – Przypisują inne znaczenia, a działania są przedstawiane w takim świetle, by łatwo je było odeprzeć. I najczęściej jest to odniesienie do polityki, by pominąć prawdziwą przyczynę i istotę problemu – wyjaśnia.

- My egzekwujemy warunki naszej pracy zgodnie z prawem. Nie jest to spór zbiorowy. Pokazujemy tym samym jak wieloletnie zaniedbania są w opiece zdrowotnej w Polsce, z którymi ministerstwo nie robi nic. Ten system jest po prostu niewydolny. I funkcjonuje tylko dzięki naszemu przepracowaniu, co nie jest dobre ani dla nas, ani dla pacjentów. I my za to poniesiemy odpowiedzialność w razie popełnienia błędu. Więc jednak lepiej, żeby pacjentów przyjmował wypoczęty lekarz, bo w innym przypadku poniesiemy odpowiedzialność my – mówi jeden z rezydentów.

Dobrej woli resortu wciąż brak

- Lokalnie w ponad 50 miastach wybuchły akcje masowego wypowiadania opt-out. Z dnia na dzień dołączają kolejne szpitale - mówił wiceszef Porozumienia Rezydentów OZZL Jarosław Biliński.

Ministerstwo zaprosiło lekarzy rezydentów w czwartek, 21 grudnia, na rozmowy.
- Traktujemy te spotkania bardzo poważne, bo jest kryzys i oczekujemy jasnych deklaracji, że ten kryzys zostanie rozwiązany jednym sposobem - zwiększeniem finansowania ochrony zdrowia - twierdzi Biliński. Rozmowy spełzły na niczym, bo minister nie przedstawił żadnych nowych planów ani strategii, jak tę sytuację rozwiązać. Żadnych propozycji, oprócz nowelizacji przepisów, które umożliwią szpitalom obsadzanie lekarza na kilku oddziałach równocześnie w tym samym czasie.  A to nie rozwiąże problemów finansowych ani lekarzy, ani szpitali. Porozumienia nie zawarto.

Janusz Maciejowski

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Lili Środa, 27 Grudnia 2017, 16:40
Śmiem twierdzić, że rodzice pacjentów jednak by oczekiwali by ich dzieci były znieczulenie przez anestezjologa, który nie jest w 30 godzinie pracy ciągiem.