Czego od nowego ministra zdrowia oczekują pracodawcy

10 Stycznia 2018, 12:51 Anna Rulkiewicz

Wiceprezydenci Pracodawców RP Anna Rulkiewicz i Andrzej Mądrala piszą o tym, jakie ważne wyzwania stoją przed nowym ministrem zdrowia.

Jak mówi powiedzenie, "z Nowym Rokiem - nowym krokiem". I rzeczywiście, wczoraj Premier Mateusz Morawiecki zafundował nam od dawna oczekiwaną zmianę na stanowisku szefa resortu zdrowia, powołując kardiologa Prof. Łukasza Szumowskiego. Głównym zadaniem Rady Ministrów w nowym, odświeżonym kształcie, ma być rozwój gospodarki. Służba zdrowia jest jedną z jej najistotniejszych gałęzi, cieszy więc fakt deklaracji priorytetowego podejścia do tematu. To wielkie słowa, ale w praktyce najistotniejsze są małe kroki wiodące do tak ambitnie stawianego celu.

Krytyka Radziwiłła

Dotychczasowy szef resortu Konstanty Radziwiłł zostawia po sobie nie lada pobojowisko. Tlący się od miesięcy protest lekarzy, brak postępów w pracach nad e-zdrowiem, marginalizacja roli prywatnego sektora czy bagatelizowanie problemu niedoboru kadr medycznych to grzechy główne ustępującego  Ministra. Dość wspomnieć, że dokładnie w tym samym czasie, gdy nowy Minister Zdrowia przyjmował nominację z rąk Prezydenta RP,  z dala od błysku fleszy przedstawicielki samorządu pielęgniarek i położnych,  podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego,  prezentowały dane o nadchodzącej nieuchronnie zapaści związanej z dramatycznym wręcz niedoborem pielęgniarek przy łóżkach polskich chorych – zauważa Anna Rulkiewicz, Wiceprezydent Pracodawców RP. Bardzo podobnie jest w wielu innych zawodach medycznych. Zażegnanie konfliktu związanego z wypowiadaniem opt-outów i znalezienie remedium na generalne niedobory profesjonalnej kadry medycznej, nie tylko wśród lekarzy, to pierwszy poważny krok, jaki czeka na wykonanie przez nowego Ministra. Wobec wyzwań demograficznych i rosnących oczekiwań pacjentów skala tego problemu będzie bowiem tylko rosnąć.

Sieć szpitali i finansowanie

Kryzys w ochronie zdrowia to nie tylko protesty niezadowolonych pracowników systemu. Trudno pominąć także kontekst pracodawców. Głośna ustawa o sieci szpitali nie skróciła kolejek, a w praktyce może wyeliminować część prywatnych świadczeniodawców z rynku, co nie ma wiele wspólnego z odpowiedzialnym podejściem do rozwoju sektora opieki zdrowotnej. Nie dostrzega się przy tym, jak bardzo – wobec oczywistych niedomagań systemu publicznego – prywatne placówki odciążają sektor publiczny. Nie sposób pominąć faktu, że są w awangardzie podnoszenia jakości i innowacyjności udzielanych świadczeń, a co za tym idzie poprawy stanu zdrowia Polaków. Obiecane, znaczące  środki finansowe na kontrakty dla szpitali prywatnych to na dzisiaj wielka niewiadoma.  Rozpoczęcie odważnej debaty na temat miejsca ośrodków niepublicznych w całym systemie i dostrzeżenie ich bardzo istotnej roli w procesie opieki nad pacjentami to drugi ważny krok, jakiego oczekujemy od Ministra Szumowskiego – wylicza Andrzej Mądrala, Wiceprezydent Pracodawców RP.

 

Reanimować dialog

Trzecim krokiem jest wzmocnienie dialogu. Jednym z nielicznych, znaczących sukcesów, jakie zostawia po sobie Minister Radziwiłł, jest ogłoszony stopniowy wzrost wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB - chociaż termin osiągnięcia tej wartości jest bardzo kontrowersyjny. Sensowna alokacja tych środków będzie jednym z najpoważniejszych wyzwań stojących przed nowym Ministrem. Nie uda się to bez stałego i konstruktywnego dialogu ze wszystkimi uczestnikami systemu opieki zdrowotnej: pacjentami, kadrą medyczną, pracownikami przemysłu farmaceutycznego i wyrobów medycznych, a wreszcie także pracodawcami, w tym pracodawcami medycyny prywatnej, z którymi ów dialog był w ostatnich miesiącach najbardziej zaniedbany.

Wygląda więc na to, że teraz w obszarze zdrowia pilnie potrzeba ministerstwa mądrych kroków. 

AK

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Jaga Środa, 10 Stycznia 2018, 21:24
Nadzieję znowu widać w chciwych oczkach prywatnego sektora. Znowu liczą na to, że strumień łatwych pieniążków popłynie z publicznej NFZ-towskiej kasy do ich przepaścistych kieszeni. A prawdziwym leczeniem najciężej chorych zajmą się jak zawsze , niedoinwestowane publiczne placówki , a w nich pariasi lekarze zarabiający upokarzająco nisko, którzy po godzinach przylecą w pokorze do swoich kolegów biznesmenów dorobić parę groszy.