Brakuje radiologów. Na opis badania czeka się nawet kilka miesięcy

19 Lutego 2018, 10:01

Problem braków kadrowych w ochronie zdrowia jest powszechnie znany. Poszukiwani są już w zasadzie specjaliści wszystkich dziedzin. Ciągle zbyt mała liczba miejsc rezydenckich oraz długi czas potrzebny na wykształcenie kadry medyków, pogłębiają dramatyczną lukę w systemie. Jak wygląda sytuacja w radiologii? W wielu placówkach na opis badania czeka się kilka miesięcy. Dla chorego onkologicznie pacjenta to wieczność. 

Według ubiegłorocznych danych Fundacji Watch Health Care, średni czas oczekiwania na realizację świadczenia zdrowotnego w radiologii i diagnostyce obrazowej regularnie rósł. Na przełomie czerwca i lipca 2017 r. wynosił on 2,9 miesiąca. W porównaniu do innych specjalności to sytuacja trudna, ale okazuje się, że nie kryzysowa. Skorzystanie z diagnostyki rezonansem magnetycznym wymagało od pacjentów sporo cierpliwości. Czas oczekiwania w tym przypadku wynosił prawie 10 miesięcy. Pomóc miały dodatkowe środki przeznaczone w ubiegłym roku przez NFZ. W części regionów sytuacja rzeczywiście poprawiła się, są jednak miejsca gdzie kolejki stały się… dłuższe.

Jakie są największe problemy tej specjalizacji?

Na braki we wszystkich specjalnościach uczula w rozmowie z nami dr Maciej Hamankiewicz, prezes NRL. - W radiologii sytuacja jest trudna w całej Polsce, bo wykonujących zawód specjalistów mamy niecałe 3 tysiące w tym ok. 19 procent stanowią lekarze po 60. roku życia. Dzisiaj badania radiologiczne muszą być wysublimowane. Trzeba oceniać zdjęcia bardzo szczegółowo, bo wnioski lekarza radiologa wielokrotnie nakierowują proces diagnostyczny. To wymaga wyjątkowego skupienia - podkreśla prezes NRL.

- Głównym problemem są braki kadrowe. Dotyczy to wielu innych specjalności, ale w radiologii jest to szczególnie dotkliwe, bo bardzo szybko zwiększa się liczba aparatów radiologicznych (zwłaszcza tomografów komputerowych i rezonansów magnetycznych), zarówno w sektorze publicznym, jak prywatnym. Liczba badań radiologicznych wzrasta z roku na rok, nie tylko ze względu na zwiększającą się liczbę urządzeń, lecz również zmieniające się standardy medyczne, które wymuszają dodatkowe badania. Przykładowo w medycynie ratunkowej jeszcze kilka lat temu wykonywano prawie wyłącznie badania TK głowy, teraz w stanach nagłych bada się wszystkie części ciała, w których podejrzewa się zmiany. Podobnie w onkologii standardowo wykonuje się badania TK głowy, klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy; a potem powtarza się cały komplet badań co 3 miesiące. Z kolei MR stawów stał się standardową procedurą w ortopedii i reumatologii. W onkologii wprowadzono na szeroką skalę badanie MR w raku prostaty i raku odbytnicy; to tylko kilka przykładów. Gwałtownie zwiększająca się liczba badań nie jest kompensowana odpowiednio szybkim zwiększaniem się liczby specjalistów, co powoduje wydłużanie się czasu oczekiwania na opisy. Innym problemem, zwłaszcza w jednostkach publicznych, jest wiek urządzeń. W moim szpitalu prawie cały sprzęt ma ok. 10 lat i powinien być wymieniony, tymczasem szpital nie ma na to środków własnych, jedyną szansą są pozyskanie środków z ministerstwa, co jest bardzo trudne - tłumaczy Polityce Zdrowotnej prof. dr hab. med. Marek Sąsiadek, kierownik Katedry Radiologii oraz Zakładu Radiologii Ogólnej, Zabiegowej i Neuroradiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Co w radiologii zmieniło się na przestrzeni lat?

- Jak wspomniałem, przybywa nowych tomografów i rezonansów, w związku z tym zmienia się profil pracy radiologów. Ciężar pracy specjalistów radiologów przesuwa się w kierunku TK i MR, badania RTG i USG są obsługiwane głównie przez lekarzy rezydentów. Drugą zmianą, zwłaszcza w dużych ośrodkach,  jest specjalizowanie się w węższych dziedzinach. Radiologia stała się bardzo obszerną specjalnością, można powiedzieć małą medycyną, bo współpracujemy ze wszystkimi specjalnościami klinicznymi. Dlatego aby być wartościowym partnerem dla danej specjalności klinicznej, konieczne jest uzyskanie szczegółowej wiedzy w określonym dziale radiologii. Stąd rozwinęły się takie podspecjalności jak neuroradiologia, radiologia mięśniowo-szkieletowa, radiologia pediatryczna, radiologia sercowo-naczyniowa i wiele innych. Zupełnie odrębną podspecjalnością jest radiologia zabiegowa, czyli wykonywanie zabiegów przezskórnych pod kontrolą radiologiczną - kontynuuje prof. Sąsiadek.

Chętnych do kształcenia w tym obszarze przybywa?

- Chętnych do kształcenia z radiologii i diagnostyki obrazowej nie brakuje, można powiedzieć, ze należy ona do modnych specjalności. Na pewno wpływa na to atrakcyjność nowoczesnych technik obrazowania. W moim województwie zawsze jest więcej kandydatów do specjalizacji niż miejsc, sądzę że podobnie jest w innych województwach. Dlatego, biorąc też pod uwagę wspomniany powyżej brak specjalistów, staramy się o zwiększenie liczby miejsc specjalizacyjnych. Ta liczba rzeczywiście rośnie, choć chyba za wolno w stosunku do potrzeb - przekonuje kierownik Katedry Radiologii oraz Zakładu Radiologii Ogólnej, Zabiegowej i Neuroradiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Radiologów brakuje jednak nadal w całym kraju

Radiolodzy to niestety wciąż jedni z częściej emigrujących specjalistów. Od 2014 r. stracili oni swoje przywileje w postaci 5-godzinnego czasu pracy. Wydłużeniu pracy do standardowych 7 godzin 35 minut mocno sprzeciwiało się środowisko.

- Nie dysponuję szczegółowymi badaniami, ale z rozmów z kolegami z kraju wynika, że radiologów brakuje we wszystkich województwach - mówi nam prof. Sąsiadek.

- Obecne niedobory lekarzy radiologów to z jednej strony raczej pozostałość dawnych czasów, kiedy specjalizacja była mało chętnie wybierana z powodu tego, że możliwości radiologii były ograniczone, dzisiaj - wręcz przeciwnie są bardzo duże i radiologia chyba nie jest już niechcianą specjalizacją. Po drugie - możliwości pracy radiologów w tzw. telemedycynie powodują, że mogą oni nie być zainteresowani pracą w polskich, zwłaszcza mniejszych szpitalach, mogą bowiem opisywać „obrazki” (TK, RM, i zwykłe zdjęcia)
praktycznie dla całego świata - komentuje dla portalu Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.

Dobre zarobki tak, ale praca na kilku etatach

- Co do zarobków, to są  one zróżnicowane, generalnie radiolodzy mogą uzyskać niezłe dochody, ale pracując w więcej niż jednym miejscu pracy, co jest powszechne. W związku z brakiem kadr, coraz więcej radiologów, głównie z sektorze prywatnym, ale częściowo też publicznym, pracuje w systemie kontraktowym, zwykle powiązanych z ilością wykonanej pracy, czyli liczbą opisanych badań lub wykonanych badań USG. Sprawny radiolog może więc dużo zarobić, choć wymaga to poświęcenia dużo czasu na pracę - uważa prof. Marek Sąsiadek.

W podobnym tonie wypowiada się Krzysztof Bukiel. Przewodniczący OZZL tłumaczy, że radiolodzy zatrudnieni na kontraktach, zwłaszcza uzależnionych od liczby wykonanych świadczeń (opisów badań) są raczej dobrze wynagradzani, lepiej niż w wielu innych specjalizacjach.

Dla części to wciąż mało atrakcyjna specjalizacja

Nieco odmienny pogląd na tę specjalizację prezentuje Marcin Sobotka - rezydent radiologii i diagnostyki obrazowej, członek OZZL.

- Radiologia kojarzy się osobom po skończeniu studiów i stażu jak dziedzina nieatrakcyjna i mało ciekawa. 25/26-latków ekscytuje chirurgia czy ginekologia. Nikt nie patrzy na specjalizację z radiologii przez pryzmat jej niesamowitej przydatności i możliwości wielokierunkowego rozwoju zawodowego. Radiologia i diagnostyka obrazowa czyli pełna nazwa bardziej oddaje charakter tej specjalności. 

Brak zainteresowania tą specjalizacją wynika z tego, że mało czasu poświęca się jej na studiach i na stażu. Z racji na dynamiczny rozwój możliwości diagnozowania. A co za tym idzie wzrost trudności analizy tych danych. Studentom i stażystów nikt nie jest w stanie poświęcić tyle czasu żeby w czasie krótkich zajęć programowych nauczyć i przedstawić w ciekawy sposób wszystkie aspekty tej dziedziny medycyny. Stąd przeświadczenie, że radiologia to siedzenie w ciemnym pokoju przy monitorze i oglądanie obrazów RTG klatki piersiowej. Stąd taki niedobór lekarzy tej specjalności. W moim szpitalu jest pięć miejsc i jeden chętny. Czyli nawet specjalnie nie ma konkurencji o te miejsca. Co do zarobków to lekarz rezydent radiologii podlega takim samym zapisom rozporządzenia MZ w tej sprawie jak inni rezydenci. Natomiast w kwestii zarobków lekarzy specjalistów to tutaj kwestia jest w jakiej formie i gdzie są zatrudnieni. Jeśli na etacie to tutaj zarobki są od ok 3000 do 4500 netto. Natomiast lekarz specjalista radiologii pracując w sektorze prywatnym jako jednoosobową działalność zarabia tyle, ile godzin przepracuje lub ile zdjęć opisze w zależności od umowy jaką ma. Tutaj ciężko mi powiedzieć bo przedziały są bardzo szerokie - przekazuje nam Marcin Sobotka.

Ogólnopolskie badanie o sytuacji lekarzy radiologów

- Jak dotąd zrobiliśmy dwa badania ankietowe dotyczące analizy szkolenia specjalizacyjnego (w radiologii) oraz opinii o pracy radiologów oczami radiologów a także lekarzy wybranych specjalności. Opracowujemy teraz wyniki. Planujemy przeprowadzenie kolejnej ankiety - informuje nasz portal prof. dr hab. med. Andrzej Urbanik, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie oraz prezes Zarządu Głównego Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego.

Więcej pieniędzy - dłuższe kolejki?

Pod koniec ubiegłego roku NFZ przekazał dodatkową kwotę w wysokości 764 mln zł. Dzięki tym środkom obok świadczeń z zakresu operacji usunięcia zaćmy i operacji wszczepienia endoprotez wykonuje się więcej tomografii komputerowych oraz rezonansów medycznych. Dodane do systemu środki skróciły kolejki, ale nie powszechnie. Jak wynika z danych przekazanych przez portal Kolejkoskop.pl nadal są miejsca, gdzie czas oczekiwania niespecjalnie drgnął, a wręcz się wydłużył. Przekazując pieniądze szacowano, że z nadprogramowych środków uda się przeprowadzić ponad 80 tys. dodatkowych tomografii, co pozwoli skrócić kolejki na listach oczekujących o ponad 40 proc. Dodatkowe środki na badania rezonansem medycznym to nadzieja dla nieco ponad 90 tys. oczekujących i skrócenie czasu oczekiwania o prawie 1/3. W rzeczywistości średni czas oczekiwania na badania diagnostyczne skrócił się o około 10 do 15 proc. W skali kraju - na badanie tomografem komputerowym wynosi on 42 dni, rezonansem magnetycznym zaś 129 dni. Należy podkreślić jednak, że są to średnie krajowe a sytuacja w poszczególnych miastach jest bardzo różna. Ten wykazany - absurdalny stan rzeczy spowodowany jest niejako trudną sytuacją ograniczonej liczby lekarzy radiologów, którzy przy tym wiele czasu poświęcają pracochłonnym opisom badań.

Konieczne usprawnienie pracy lekarzy radiologów

Prezes NRL wskazuje, że konieczne byłoby zastanowienie się, jak usprawnić pracę tych specjalistów. W przekazanym nam komentarzu dr Maciej Hamankiewicz przytacza także pomysł wprowadzenia zawodu sekretarki, która miałaby spisywać dyktowane przez lekarza radiologa treści. O konieczności zatrudniania sekretarek medycznych mówi też nowy minister zdrowia. Priorytetem, na który wskazują jednak zgodnie eksperci, lekarze oraz pacjenci jest wykształcenie większej liczy specjalistów w tej dziedzinie.

Anna Grela

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

rardsic Niedziela, 08 Września 2019, 7:17
Hello. And Bye.
Janusz Niedziela, 21 Października 2018, 12:31
Sekretarki? Ja pracuje w Danii gdzie odchodzi sie od systemu, w którym radiolog dyktuje a sekretarka pisze wynik po odsłuchaniu tekstu. Wszechobecne sa systemy rozpoznawania mowy gzie dyktowany tekst jest natychmiast widoczny na ekranie!