Spór o podwyżkę cen leków: i tak źle, i tak niedobrze

20 Sierpnia 2018, 8:06 leki

Partia Razem poinformowała, że złożyła zawiadomienia do prokuratury i CBA dotyczące resortu zdrowia. Chodzi o dwa leki, w przypadku których zgodzono się na czasowe podwyższenie ceny, ze względu na fakt, że podmiot odpowiedzialny będzie wkrótce musiał obniżyć ją o 25 proc. – bo tego wymaga ustawa. To kolejny raz, gdy MZ częściowo obchodzi przepisy w obawie, że w przeciwnym razie pacjenci mogliby zostać bez leków – a chodzi o preparaty, które nie mają zamienników.

Krótki opis sprawy i link do tekstu jej na ten temat zamieściliśmy w piątkowym przeglądzie prasy Przegląd prasy

O co w tym chodzi?

Ministerstwo  Zdrowia negocjując ceny leków, zanim trafią na listę leków refundowanych lub renegocjując ceny już refundowanych, jest w stanie obniżyć je nawet o kilkadziesiąt procent. To jeden z powodów, dla których są wywożone z Polski za granicę, mimo zaostrzania przepisów. Poza ceną którą widać w wykazach w umowach z firmami są też dodatkowe, niejawne obniżki (tzw. RSS, czyli instrumenty dzielenia ryzyka). W ten sposób część upustu w Polsce nie jest widoczna w innych krajach, więc np. Niemcy czy Francuzi nie mogą „dociskać” firmy mówiąc, że w Polsce (gdzie PKB i możliwości finansowe publicznego płatnika są niższe) z ceną zeszła bardziej.

Są też dodatkowe mechanizmy obniżania cen leków już refundowanych. W tym konieczność obniżki ceny urzędowej aż o jedną czwartą, gdy firma traci rynkową wyłączność. Tyle tylko, że to wcale nie oznacza, że na rynku jest już zamiennik, który można by podać pacjentom, jeśli firma nie zejdzie o 25 proc. od już wcześniej obniżonej ceny. Stąd MZ i wcześniej, i teraz w wyjątkowych sytuacjach omija ten przepis, o czym od dawna było dość powszechnie wiadomo, godząc się na czasową podwyżkę ceny leku (o 33 proc. lub mniejszą, by potem obniżyć ją o 25 proc.).

Pisaliśmy o omijaniu tego zapisu m.in. w marcu w ogólnym tekście poświęconym cenom leków: Gigantyczne różnice cen to mit? Jak zmieniają się wydatki na leki przy tańszych zamiennikach?

Teraz zwolniona urzędniczka nagłośniła sprawę dwóch ostatnich takich decyzji MZ.

- Można powiedzieć, że wiceminister Marcin Czech odziedziczył przepisy, które są problematyczne w kontekście zabezpieczenia potrzeb pacjentów. Obniżka, której wymaga ustawa może być korzystna ze względów finansowych, ale może też skończyć się tak, że pacjenci zostaną pozbawieni leków i to w poważnych chorobach, gdzie przerwanie terapii grozi utratą zdrowia, a może nawet życia – mówi nam mecenas Marcin Pieklak, z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka

Kontrowersyjny zapis z Parlamentu

Co ważne, obecny problematyczny kształt zapisu jest inny niż ten, który przygotowano w Ministerstwie Zdrowia w 2010 roku.

- Finalnie, ten nietrafiony zapis pochodzi ze zmian wprowadzonych w Parlamencie i od początku funkcjonowania ustawy refundacyjnej był problematyczny. Chodzi o to, że często niemożliwe jest obniżenie tak bardzo ceny urzędowej, oficjalnej, bo nie będzie możliwości zatrzymania leku na rynku – wyjaśnia Pieklak.

Początkowo zapis miał przewidywać obniżkę ceny, gdy wygasną obydwa okresy - ochrony rynkowej oraz patentowej. – W Parlamencie usunięto zapis o patencie. W przypadku części leków po wygaśnięciu wyłączności rynkowej z powodu braku wygaśnięcia patentu przez kolejne lata i tak nie można wprowadzić na rynek leków generycznych. Tak było też w przypadku tych leków – mówi mecenas Pieklak.

Stąd też, aby z jednej strony spełnić ustawowy wymóg, a z drugiej zachować bezpieczną dla pacjentów cenę, Ministerstwo Zdrowia i wiceministrowie, nie tylko obecny, dogadywali się z firmami w inny sposób. Ścieżkę czasowego podniesienia ceny leku stosowano m.in. w programach lekowych (tu pacjenci tego nie widzieli). Podobnie było też z np. z Pradaxą czy lekiem Gilenya. Przy tym, jak się nieoficjalnie mówi, te podwyżki związane były z dodatkową umową i nadwyżkę otrzymaną z NFZ przy wyższej cenie leków firmy zwracają Funduszowi.

Co ważne, jak wynika z naszych informacji, decyzje często podejmowali osobiście ministrowie.

Wywóz lub wyjście z refundacji

Czy zagrożenie braku leku w razie takiej obniżki jest realne? O tym już wielu pacjentów się przekonało. Mimo ciągłego zaostrzania przepisów, a dodatkowo współpracy z resortem finansów, leki wciąż są wywożone. Zarobek na tym procederze jest duży. Wszyscy kibicujemy, by rządowi ta walka wreszcie się udała, ale gwarancji tego nie mamy. A im wyższa urzędowa obniżka, tym większy zysk z wywozu. Na ostatniej, lipcowej liście leków zagrożonych wywozem jest 205 pozycji, w tym m.in. wspomniana Pradaxa, która m.in. zapobiega tworzeniu się skrzepów po przebytych operacjach oraz u osób po udarze. Obecność na liście oznacza, że są zgłoszenia z kraju o problemie z dostępem do tego ratującego życie leku. Link do aktualnej listy tutaj.

Druga kwestia to to, czy firma całkiem nie wycofa leku z refundacji. – Pamiętajmy, że Polska jest jedynie jednym z elementów rynku europejskiego. Obniżka na jednym rynku może powodować oczekiwania podobnych na innych rynkach gdzie trwają negocjacje lub lek jest już refundowany, więc firmy oceniają potencjalne straty – wyjaśnia mecenas.

Zwłaszcza, że podobnych zapisów o automatycznej obniżce inne państwa nie przyjmowały.

- Minister Zdrowia może do pewnego stopnia dyktować warunki firmom zagranicznym, ale do pewnego momentu firmy te, jak wszystkie prywatne przedsięwzięcia, muszą działać według rachunku zysków i strat. Mogłoby się zdarzyć, że zagraniczna firma poświęciłaby Polskę dla utrzymania cen referencyjnych w innych państwach. Bo cena w Polsce ma wpływ na negocjacje z innymi krajami – mówi Marcin Pieklak.

Gdyby firma wyszła z systemu refundacji w Polsce z takim lekiem to zresztą i tak nie straciłaby całego rynku, bo część pacjentów, którzy dobrze reagują na lek, w obawie o pogorszenie stanu zdrowia, kontynuowałaby terapię płacąc za leki samodzielnie 100 proc. ceny.

Między młotem i kowadłem

Trzymanie się ściśle przepisów ma zalety, powoduje większą przejrzystość. Ale czasem przynosi straty. Obecny rząd miał już problem np. z lekiem stosowanym przy raku prostaty i chemicznej kastracji pedofilów. MZ wpuściło na listę leków refundowanych tańszy odpowiednik, choć nie miało pewności że będzie on dostępny dla chorych. Gdy na liście pojawił się ten tańszy, to do niego dostosowano poziom dopłat z NFZ – Fundusz zaczął dopłacać mniej do obydwu. Tyle tylko, że tańszego nie było w sprzedaży, więc NFZ oszczędził, a pacjentom ceny terapii skoczyły o kilkaset złotych i więcej. Wiadomo, że w tej sprawie też toczyła się między różnymi urzędnikami, a także wiceministrem (jednym z wcześniejszych) ostra dyskusja, a gdy sprawę lawinowych podwyżek dla pacjentów nagłośniły media, przerzucano się odpowiedzialnością. I był plan, by na przyszłość zabezpieczyć prawnie takie sytuacje.

Przede wszystkim musimy jednak pamiętać, że przepisy są dla ludzi, nie dla urzędników, i dobro pacjentów w postaci dostępu do leku jest ważniejsze, niż urażone ambicje czy chęć chronienia za wszelką cenę swoich pleców.

- Celem ustawy o refundacji jest skuteczne i efektywne zaopatrzenie pacjentów w lek – przypomina Pieklak.

Nie przekładajmy na przyszłość

Nauczka dla MZ z tej sytuacji jest taka, że ciągłe zamiatanie pod dywan problemów się nie opłaca. Można domyślać się, że bali się reakcji przeciwników politycznych na złagodzenie zapisów o 25 procentowej obniżce. Zamiast tego, mają problem.

Nierozwiązanym od dawna problemem jest też zła atmosfera pracy w MZ, zwłaszcza w departamencie polityki lekowej. Od lat są tam różne frakcje, duża rotacja kadr, wakaty. Komisja Ekonomiczna, w której zasiada część urzędników departamentu, pracuje późnymi wieczorami i nocami, co stało się tradycją, ale z pewnością odbija się na kondycji psychicznej zespołu. O ile o zespole można mówić.

I jeszcze na koniec - tekst ten nie ma na celu obrony konkretnych osób, lecz wskazanie, że w refundacji nie wszystko jest proste. Kolejni wiceministrowie odpowiedzialni za politykę lekową oraz urzędnicy stają przed koniecznością podejmowania często bardzo trudnych decyzji np. komu przy ograniczonych środkach sfinansować terapię, a komu nie. Unikanie decyzji, zasłanianie się przepisami, może być ze szkodą dla chorych. 

AK, GK

Polecamy także:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz