Pacjenci popierają współpłacenie, ale pod pewnymi warunkami

05 Września 2018, 9:51 Pacjent i kolejki

Współpłacenie jest dopuszczalne jako rozwiązanie poprawiające sytuację pacjentów w systemie opieki zdrowotnej o ile jest powiązane ze skróceniem kolejki i możliwością wyboru lekarza lub otrzymaniem lepszej jakości świadczeń – wynika z raportu Fundacji MY Pacjenci przeprowadzonego w ramach debaty Razem dla Zdrowia.

Ponadto jak pokazał raport, według pacjentów zasadne jest wprowadzenie limitu czasu oczekiwania na świadczenia zdrowotne, po przekroczeniu którego pacjent może udać się do dowolnie wybranego świadczeniodawcy, a NFZ musi mu zapłacić zgodnie ze swoim cennikiem.

Należałoby także przy systemie współpłacenia wprowadzić system osłon i wsparcia dla szczególnych grup społecznych tj. kobiet w ciąży, dzieci, osób niepełnosprawnych czy pacjentów z chorobami przewlekłymi.

Ile wydajemy na prywatne świadczenia zdrowotne?

Jak podkreśla fundacja, brak dostępu lub niezadowolenie z jakości świadczonych usług medycznych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego sprawia, że pacjenci są zmuszeni korzystać coraz częściej z usług świadczonych w ramach prywatnego systemu opieki zdrowotnej.

Z przeprowadzonego w ramach projektu Razem dla Zdrowia sondażu opinii pacjentów i obywateli oraz wywiadów telefonicznych wynika, że zaledwie 14 proc. respondentów deklaruje, że korzysta wyłącznie z publicznego systemu opieki zdrowotnej, nie ponosząc żadnych dodatkowych opłat. Wydatki prywatne na świadczenia zdrowotne ponoszone przez respondentów w okresie ostatnich 12 miesięcy kształtują się średnio na poziomie 1551,61 zł; najczęściej wskazywaną wartością był 1 tys. zł.

Respondenci pytani o ewentualne źródła dofinansowania ochrony zdrowia wskazywali m.in. na  zmniejszenie wydatków publicznych w innych sektorach jak np. wojsko czy górnictwo.

Brak zaufania do ubezpieczeń dodatkowych

Pacjenci nie ufają dodatkowym ubezpieczeniom zdrowotnym, ponieważ ich zdaniem zwiodły ich zaufanie inne ubezpieczenia – majątkowe lub komunikacyjne i zakładają że ze zdrowotnymi może być podobnie. Nie są też gotowi do płacenia większej składki na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Wskazują zaś na nierówności w tym obszarze;  89 proc. badanych uważa, że rolnicy powinni płacić takie same składki zdrowotne jak pozostali obywatele.

Za jakie usługi zdrowotne jesteśmy skłonni dopłacać z własnej kieszeni?

Ponad połowa badanych jest skłonna dopłacić za lepszej jakości wyroby medyczne (np. implanty, soczewki czy stenty) oraz za krótszy czas oczekiwania na wizytę lub badanie. Jednak co piąty badany (22 proc.) w ogóle nie chce dopłacać do świadczeń zdrowotnych z własnej kieszeni.

Na poziomie deklaratywnym respondenci gotowi są dopłacać niewielkie sumy, nieprzekraczające 50 zł do wizyt u lekarza specjalisty czy 10 zł do wizyt lekarza rodzinnego, jak również za dzień pobytu w szpitalu czy badania diagnostyczne. Uważają jednak, że należy wprowadzić system osłon i wsparcia dla szczególnych grup społecznych tj. kobiety w ciąży, dzieci, osoby niepełnosprawne oraz pacjenci z chorobami przewlekłymi, zaś osoby o najniższych dochodach i z chorobami onkologicznymi powinny być ze współpłacenia zwolnione.

Ustalić limit czasu oczekiwania na świadczenia w sektorze publicznym

Badani popierają pomysł określenia maksymalnego czasu oczekiwania na świadczenie, po upływie którego pacjentowi przysługiwałoby prawo do skorzystania z usługi poza sektorem publicznym. Pacjenci pokrywali by wtedy różnicę w cenie świadczenia między cennikiem prywatnego świadczeniodawcy a cennikiem ustalonym przez NFZ. Pacjenci oceniają, że to rozwiązanie może wpłynąć na poprawę funkcjonowania systemu ochrony zdrowia, skracając kolejki do lekarzy.

Badani wskazali także, ile powinien wynosić maksymalny czas oczekiwania na świadczenia. Na wizytę u lekarza specjalisty nie powinniśmy czekać dłużej niż 2 tygodnie a na badanie tydzień.

Poziom zaufania społecznego do zmian w systemie bardzo niski

Zdaniem Ewy Borek z Fundacji My Pacjenci, poziom zaufania społecznego do możliwości dokonania zmian w systemie opieki zdrowotnej jest bardzo niski. - Nie wierzymy, że administracja publiczna poprawi sytuację pacjentów. Nie godzimy się na podwyższenie obowiązkowej składki na zdrowie, nie ufamy dodatkowym ubezpieczeniom zdrowotnym. Paradoksalnie najbardziej ufamy własnym decyzjom o tym komu płacić za
nasze własne zdrowie. Dlatego najbardziej akceptowanym rozwiązaniem jest w społeczeństwie, które dopłaca 30 proc. do ochrony zdrowia z własnej kieszeni, współpłacenie - uważa E.Borek.

- Ale nie chcemy dopłacać za nic. W zamian za współpłacenie oczekujemy konkretnych przywilejów. Chcemy żeby płatnik publiczny określił jak
długo mamy czekać na świadczenia i żeby po upłynięciu tego czasu pozwolił nam na swobodny wybór miejsca leczenia. Jeśli wybierzemy świadczeniodawcę prywatnego – chcemy żeby NFZ zapłacił mu zgodnie z obowiązującym publicznym cennikiem, a my godzimy się pokryć resztę - podkreśla.

Na pytania ankiety online odpowiadali respondenci w wieku 16 – 82 lata. Wśród badanych dominowały osoby w wieku 30 lat. Średnia wieku respondentów wynosiła 44 lata. 75 proc. biorących udział w badaniu osób stanowiły kobiety. Dominowały osoby z wykształceniem wyższym (70 proc.) oraz osoby zamieszkujące przede wszystkim w dużych miastach (44 proc.). Najliczniej reprezentowane grupy respondentów stanowiły osoby, które określają się jako pacjenci (49 proc.) i lekarze (22 proc.), obywatele (8 proc.), rodzice i opiekunowie dzieci (6 proc.) oraz pielęgniarki i położne (4 proc.).

Razem dla Zdrowia to projekt oparty na partnerstwie Fundacji My Pacjenci, Naczelnej Izby Lekarskiej, Naczelnej Izby Aptekarskiej i Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, którego celem jest współpraca i dialog, służące doskonaleniu systemu ochrony zdrowia w Polsce, jak również
wspólna edukacja pacjentów. Celem działań partnerów jest również odbudowanie zaufania pacjentów do systemu opieki zdrowotnej i zawodów medycznych.

AW

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Joe Black Środa, 05 Września 2018, 14:30
tak zdefiniowane wspolplacenie moze rozwalic cala sluzbe zdrowia- moze sie okazac ze lepiej sie oplaca miec pod jedna przychodnia druga ale bez kontraktu z NFZ. Ludzie myslcie zanim cos wymyslicie. Moze ta sama firma bedzie do poludnia na NFZ - a po poludniu komercyjna o zmienionej nazwie- doprowadzacie tymi pomyslami do absurdu