Trudna sytuacja wśród diagnostów. Co na to MZ?

18 Października 2018, 10:07 geny diagnostyka badania

Kilka tygodni temu Związek Zawodowy Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych wystosował do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego list, w którym domaga się m.in. podwyżki wynagrodzeń oraz 10-dniowego urlopu szkoleniowego. Sprawę dodatkowo podsyciły informacje nt. masowych zachorowań pracowników laboratoriów m.in. w placówkach w Kolbuszowej i Mielcu. Jak obecnie wygląda sytuacja w tych miejscach oraz czy diagności szykują się do protestu pytamy Matyldę Kłudkowską z KZZPMLD.

 

Minister zdrowia niejednokrotnie deklarował gotowość do spotkań z różnymi grupami zawodowymi pracującymi w ochronie zdrowia, ale jak mówi nam Matylda Kłudkowska  do tej pory ministerstwo w żaden sposób nie zareagowało na apel diagnostów, jakby akcji w ogóle nie zauważało. 

Sytuacja nadal napięta

- Problem na Podkarpaciu jest bardzo duży, o ile sytuacja w Kolbuszowej się unormowała, o tyle w szpitalu w Mielcu nadal jest napięta - tam na zwolnieniach lekarskich przebywa prawie połowa pracowników a to w przypadku pracy laboratorium mocno dezorganizuje jego działanie - nie jesteśmy w stanie pracy 20 osób zastąpić 10. Mamy tez wrażenie, że dla dyrektorów szpitali jesteśmy pracownikami drugiej kategorii. Przypomnijmy sobie co działo się, gdy inne zawody masowo chorowały, jakie były postępowania w takich przypadkach. Nam nakazuje się pracować ponad siły, zostawać po godzinach, to jest niedopuszczalne, takie praktyki nie prowadzą do niczego dobrego. Nas, związkowców strasznie martwi ta sytuacja -mówi Polityce Zdrowotnej Matylda Kłudkowska.

Braki kadrowe także w laboratoriach 

- Nasze środowisko stało się bardzo zdeterminowane, my przez lata znosimy pewne sytuacje w milczeniu, na wiele rzeczy się godzimy i przyszedł moment, kiedy mówimy dość. Minister zdrowia twierdzi, że braków kadrowych w laboratoriach nie ma a to jest niestety nieprawda. My pracując widzimy jak sytuacja wygląda, w miejsce osób odchodzących na emeryturę nie zatrudnia się nowych, pozostałych natomiast obciąża dodatkową pracą. Faktycznie, globalnie może nie widać problemu, natomiast my zauważamy, że młodzi ludzie coraz rzadziej decydują się na pracę w zawodzie. Praca za 2300 zł brutto w przypadku młodej, dobrze wykształconej osoby jest nie do zaakceptowana - tłumaczy Kłudkowska.

- Pielęgniarki walczyły razem, teraz walczą dodatkowo w podgrupach - to jest godne szacunku. My nie chcemy jednak doprowadzić do sytuacji zapaści demograficznej jaka ma miejsce w grupie pielęgniarek. Działania ministra, które mają zachęcić do pracy w jednym zawodzie mogą spowodować, że zniechęcą do pracy pozostałych. To bardzo niebezpieczna polityka. Jako środowisko jesteśmy zdeterminowani - diagności powiedzieli dość. Naszym problemem jest także to, że o nas mało kto tak naprawdę wie, pracujemy „za zamkniętymi drzwiami”, ale wykonujemy bardzo ważną i odpowiedzialną pracę - przekazuje Matylda Kłudkowska i dodaje - O naszych problemach się nie mówi, tak jakby one nie istniały, to niestety nieprawda, nieprawdą jest także to, że nie ma niedoborów kadrowych. Jest to coraz bardziej odczuwalny problem a do pracy za tak niskie uposażenie brakuje niestety chętnych.

Anna Grela

Polecam również:


Załącznik:
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

qwerty Czwartek, 15 Listopada 2018, 1:58
14.11 z ministrem rozmawiali przedstawiciele pracowników laboratoriów. Diagności lab. z wyższym wykształceniem zarabiają brutto max 2800 a technicy analityki 2300 brutto nawet po 30 latach pracy. Bez wyników badań żaden lekarz nie podejmie żadnej decyzji.
Na kasie w Lidlu na początek 2900.