Tragedia w Sosnowcu. Pacjent zmarł na izbie przyjęć po 9 godzinach czekania

22 Marca 2019, 10:04 Pacjent i kolejki

Prokuratura w Sosnowcu zajmuje się sprawą 39-letniego pacjenta, który zmarł na izbie przyjęć po 9 godzinach czekania na wizytę u lekarza.

 

Zdarzenie miało miejsce w Szpitalu Miejskim w Sosnowcu w poniedziałek, a stało się o nim głośno, bo rodzina opisała całą sprawę na Facebooku. Ok godz. 10.30 mężczyzna trafił do szpitala z siną nogą, z której sączył się płyn.

- Krzysztof został odwieziony na izbę przyjęć przez mojego męża w poniedziałek rano. Z opuchniętą i siną nogą od kolana w dół wszedł na izbę o własnych siłach około 10.30. Został tam skierowany w trybie pilnym przez lekarza rodzinnego. Na skierowaniu było napisane że problemem puchnięcia są naczynia. Wszystko wskazywało na zator, stan zagrażający życiu. Mimo to dostał kolor zielony z oczekiwaniem powyżej 4 godzin. Z nogi cały czas sączył się płyn z krwią (...) Profesjonalną pomoc dostał dopiero ok 19.20 czyli po około 9 godzinach czekania kiedy już konał - przytacza synowa zmarłego pacjenta.

 

- O godzinie 17.20 czyli po siedmiu godzinach na izbie, na leżance został podpięty pod ciśnieniomierz.  66/46 to stan zapaści. Obecna już wtedy mama Krzyśka prosiła pielęgniarki o pomoc. Krzysztof powoli tracił życie.
O 19.20 do szwagra została skierowana pani psychiatra bądź psycholog (sic!) stwierdziła że potrzebna jest natychmiastowa pomoc lekarska. W tym czasie Krzysiu zwymiotował i stracił przytomność. Był kilkakrotnie reanimowany. Po 21 została wezwana karetka by przewieźć go do Chorzowa. Nie zdążył tam pojechać. Zmarł na izbie przyjęć około 22.00 - opowiada.

Znam sytuację. O jedno co mogę mieć pretensje do moich kolegów to że nie zareagowali tak jak trzeba. Mnie profesorowie uczyli czegoś innego. Oni to zaniedbali

- Krzysztof zmarł przez niechlujstwo i straszne zaniedbania personelu tego szpitala. Nie znamy w tej chwili bezpośredniej przyczyny śmierci, mimo wszystko, jaka by nie była, nie otrzymał na czas pomocy. Czekał na nią bardzo długo. Za długo.
Niech puentą tego opisu będą słowa jednego z ordynatorów szpitala z którym rozmawialiśmy następnego dnia " Znam sytuację. O jedno co mogę mieć pretensje do moich kolegów to że nie zareagowali tak jak trzeba. Mnie profesorowie uczyli czegoś innego. Oni to zaniedbali" - ocenia rodzina pacjenta.

Prezes zarządu szpitala Dariusz Skłodowski w oświadczeniu złożył wyrazy szczerego współczucia i żalu z powodu zaistniałej tragedii. Przeprosił też za to, że m.in. placówka nie uratowała życia pacjentowi. Prezes zaznaczył też, że sam zgłosił prokuraturze konieczność wykonania prokuratorskiej sekcji zwłok.

Prokuratura Sosnowiec południe nie wypowiada się na razie na temat przebiegu śledztwa.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

plankton Sobota, 23 Marca 2019, 18:14
To, że przyczyna śmierci chorego było niechlujstwo, to wiemy. A co spowodowało, ze nie dało się chorego zreanimować? (Tylko nie piszcie mi, że również niechlujstwo, bo niechlujstwo nie powoduje śmiertelnej niewydolności krążeniowo–oddechowej).