Dr I. Skoneczna o leczeniu raka prostaty: brakuje pełnego dostępu do leczenia

28 Marca 2019, 14:50 rak prostata pacjent

- Jest ogromny postęp w leczeniu zaawansowanych nowotworów gruczołu krokowego. Jednak nadal nie mamy możliwości  stosowania chemioterapii drugiego rzutu oraz brakuje pełnego dostępu do nowych terapii hormonalnych – wskazuje dr Iwona Skoneczna, onkolog ze szpitala świętej Elżbiety w Warszawie.

- Jest ogromny postęp w leczeniu nowotworów gruczołu krokowego; w ciągu ostatnich 10 lat dostaliśmy szansę wykorzystywania kilku nowych terapii, które przedłużają życie pacjentów. Są to różne leczenia – od klasycznej chemioterapii dożylnej z docetakselem czy kabazytakselem, przez nowe tabletki hormonalne z abirateronem czy enzalutamidem, po nowe radioizotopy radu. Mamy do nich dostęp, ale tylko częściowy – mówiła podczas ostatniego Forum Pacjentów Onkologicznych dr I. Skoneczna.

Także Beata Ambroziewicz z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych ocenia, że leczenie w Polsce raka prostaty odbiega od standardów europejskich i światowych. - Nie mamy dostępu zwłaszcza dla pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty, do pełnej gamy leczenia. Chodzi np. o leczenie sekwencyjne, czyli podawania różnych leków jeden po drugim – wskazała.

Potrzebny pełny dostęp do hormonoterapii

- Chcielibyśmy, aby te najbardziej przełomowe terapie, czyli nowe terapie hormonalne, doustnymi bardzo dobrze tolerowanymi tabletkami,  które dostaliśmy w ostatnich latach, były w pełni dostępne. Rak prostaty to głównie choroba dżentelmenów po 70-tce, a nawet po 80-tce, panów schorowanych, dla których często chemioterapia jest barierą. Nasz system refundacyjny jest tak skonstruowany, że duża grupa z tych osób musi najpierw dostać dożylną i trudną do przebycia chemioterapię – mówiła dr I. Skoneczna.

- Niewątpliwie jest różnica między dożylną chemioterapią, a doustną tabletką hormonalną – dodała.

Jak wskazywała, posiadamy dane medyczne, które mówią o tym, że nowe leki hormonalne działają bardzo dobrze na wcześniejszych etapach choroby i nie trzeba ich podawać jako leki ostatniego rzutu, ale można stosować je jako leki pierwszego rzutu. Są to leki, dzięki którym mężczyźni mają doskonałą jakość życia, mogą prowadzić swoje aktywności rodzinne i zawodowe. Stosowane są szeroko w Europie i na świecie, podczas gdy w Polsce w dalszym ciągu do żadnego z dwóch leków nie mamy w pełni dostępu: ani abirateronu, ani enzalutamidu. Tylko abirateron znajduje się w programie lekowym przed chemioterapią i to w ograniczonej grupie chorych. Dr I. Skoneczna wyjaśniła, że abirateron i enzalutamid mają analogiczne zarejestrowane wskazania, nie są to jednak identyczne leki i byłoby wspaniale gdyby oba stały się dostępne dla pacjentów również przed chemioterapią.

Jak podkreśliła dr I. Skoneczna, nie oznacza to, że powinniśmy zapomnieć o chemioterapii i że nie jest ona potrzebna. - Wiemy, że chemioterapia jest skuteczna, trwa zwykle tylko kilka miesięcy, za to potrafi przedłużać życie pacjentom nawet o półtora roku - dodała.

Na konieczność zmian w programie lekowym wskazuje także Beata Ambroziewicz. - Cały czas mamy takie obwarowania w programie lekowym, które uniemożliwiają kilkukrotną zamianę leków, podawania jednego po drugim, jeżeli następuje odporność na dany lek, podawania kolejnego. I tutaj czekamy na zmianę w programie - mówiła.

Zbyt sztywne kryteria

Według dr I. Skonecznej programy lekowe są nieprzyjazne dla pacjenta, zawierają zbyt sztywne regulacje i kryteria. - Także kryteria włączenia pacjenta do programu są czasem bardzo restrykcyjne. Boli nas to, że dla pacjentów, z wyższym stopniem złośliwości nowotworu (suma Gleasona 8,9 lub 10), żaden z nowych leków hormonalnych nie jest dostępny, mimo, że nie ma do tego żadnych podstaw rejestracyjnych - przekonywała.

 - Jeżeli Pacjent jest w doskonałej formie i ma raka o mniejszej złośliwości, to może dostać jako pierwsze leczenie zarówno chemioterapię jak i doustne leczenie hormonalne. Gorzej, gdy jest w słabszej formie, ma bardziej agresywną postać raka a bariera z chemioterapii jest nie do pokonania – wówczas nowe leki hormonalne przedłużające życie stają się dla niego niedostępne -  zaznaczyła.

Również B.Ambroziewicz zwraca uwagę na potrzebę aktualizacji programu i zmianę kryteriów. - Mamy obecnie zapisane w programie kryterium skali Gleasona poniżej 8 punktów. Jest to czynnik rokowniczy i nie powinien być kryterium włączającym lub wyłączającym z programu - przekonuje.

- Wszyscy są zgodni, że nawet pacjenci ze skalą 8, 9,10, jeżeli spełniają pozostałe kryteria, to powinni być leczeni w programie. Na świecie  takich wykluczeń się nie stosuje. Mamy nadzieję, że ministerstwo zdrowia znowelizuje ten program o kolejne leki, ale też nie będzie wykluczać tej pewnej grupy pacjentów – powiedziała B. Ambroziewicz.

Brakuje dostępu do chemioterapii drugiego rzutu

- Nie mamy też dostępu do chemioterapii drugiego rzutu dla pacjentów z zaawansowanym rakiem prostaty – podkreślała prof. I. Skoneczna.  Jak wyjaśniała, obecnie w refundacji dostępny jest jeden lek – docetaksel, zaś brakuje drugiego – kabazetakselu, który jest zarejestrowany.

Jak mówiła, chorują często młodsi mężczyźni i przebieg choroby jest wieloletni. - Moglibyśmy sięgać po te leczenia w różnych momentach z korzyścią dla tych osób.  Wydaje się, że nie byłoby aż tylu kandydatów do tego leczenia i nie byłoby to aż taką wyrwą w budżecie - przekonywała.

- Średni wiek rozpoznawania raka prostaty to 72 lata, ale mamy grupę coraz młodszych pacjentów, z zaawansowanym rakiem prostaty  w stadium przerzutowym w wieku 39, czy nawet 34 lat. Jest to grupa, która ma zwykle chorobę agresywną i chcielibyśmy, aby mógł być tu stosowany kolejny rzut chemioterapii – dodała.

Także B.Ambroziewicz zwraca uwagę, że w Polsce nie mamy dostępu do pełnej chemioterapii. - Są leki zarejestrowane od 10 lat, których nadal nie mamy w refundacji i tu onkolodzy wskazują, że na etapie zaawansowanego nowotworu, kiedy zaczynają leczenie od chemioterapii, mają dostępny tylko jeden lek. - (…) Więc jeżeli pacjent nie reaguje, to nie ma możliwości leczenia go innym lekiem – podkreśliła.

Zwróciła uwagę, że na świecie rak prostaty jest leczony wszystkimi dostępnymi lekami i zamienia się je, dopóki pacjent odpowiada.

Rak prostaty goni raka płuca

- Rak prostaty niewątpliwie goni raka płuca. Jeżeli chodzi o zachorowalność,  w danych za 2015 r. był na drugim miejscu po raku płuca, zaś według najnowszych danych będzie już prawdopodobnie numerem jeden. Co roku wykrywanych jest kilkanaście tysięcy przypadków zachorowań – poinformowała dr I. Skoneczna.

Jak dodała, większość z tej grupy to nowotwory, z którymi mężczyźni będą żyli wiele lat, a cały czas problemem jest wyłapanie tej grupy, która zachoruje na agresywne postacie raka prostaty, znalezienie ich w stadium jak najwcześniejszym, kiedy jest możliwe radykalne, całkowite wyleczenie.

- Szacujemy, że ok. 25 proc. polskich mężczyzn w momencie diagnozy ma przerzuty. To jest choroba, której wtedy wyleczyć nie jesteśmy w stanie, ale dzięki różnym terapiom te osoby żyją dziś już dłużej niż 5 lat, więc jest to duży postęp – mówiła.

Wstyd nadal barierą w profilaktyce

- Jeżeli chodzi o sytuację pacjentów z rakiem prostaty, to w męskiej populacji jest to jeden z głównych zabójców mężczyzn – podkreśliła B. Ambroziewicz. Dodała, że istotnych jest tu kilka aspektów od profilaktyki, badań PSA, konsultacji z urologiem, po skuteczne leczenie, gdy ta choroba wystąpi.

Według B. Ambroziewicz nadal dużą barierą w profilaktyce jest wstyd. – Rak prostaty, gruczołu krokowego i związana z nim profilaktyka to temat tabu. Od 10 lat aktywnie staramy się o tym rozmawiać, ale cały czas nie jest tak dobrze jak w raku piersi, gdzie już nie wstydzimy się o tym mówić i kobiety między sobą rozmawiają o tym, że idą na badanie profilaktyczne. Warto więc, aby media i każdy z nas włączał się w mówienie o tym, że badanie w kierunku raka prostaty jest czymś normalnym – podkreśliła przedstawicielka PKPO.

Jak wyjaśniła dostępność do badań profilaktycznych jest zapewniona.  - Podstawowa profilaktyka to badanie per rectum, ale też badanie czynnika PSA z krwi. Dostępność do tej profilaktyki jest, a barierą nadal jest wstyd. Ale powinniśmy wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie, tym bardziej że społeczeństwo się starzeje - dodała.

- Szczyt zachorowań jest po 60 r. życia, ale coraz częściej zdarzają się osoby w młodym wieku, nawet 30-40 latkowie, którzy mają agresywniejsze formy tego nowotworu i wymagają intensywnego leczenia – wskazała B. Ambroziewicz.

- Leczenie zwykle zaczyna się od chirurgii i radioterapii, a potem mamy leczenie systemowe i celowane, chemioterapię i hormonoterapię – mówiła. - Warto podkreślić, że to choroba przewlekła i można żyć z tym nowotworem wiele lat jeżeli jest dobrze leczony lub zostanie wcześniej wykryty -  zaznaczyła.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz