B.Fiałek: Główny problem całego systemu opieki zdrowotnej, w tym SOR, to skrajne niedofinansowanie

05 Kwietnia 2019, 13:13

- W ciągu trzech tygodni dowiadujemy się, że ludzie w SOR-ach tracą życie. Wspomniane przypadki wskazują jednak raczej na błędy systemowe. Nie bez kozery Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy wywiesił w całej Polsce banery z hasłem: „Pacjenci w kolejkach umierają...” - pisze dla nas Bartosz Fiałek, Przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego OZZL. Według niego, główny problem całego systemu opieki zdrowotnej, w tym SOR, to skrajne niedofinansowanie.

O to, czemu SOR-y i izby przyjęć działają źle i co należałoby zmienić postanowiliśmy spytać m.in. lekarzy i szefów szpitali. Dziś publikujemy pierwszą opinię, którą przekazał nam Bartosz Fiałek, Przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego OZZL. 

Jako przewodniczący terenowej organizacji związkowej, już w październiku ubiegłego roku zwracałem uwagę na przepisy regulujące pracy w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym placówki, w której pracuję. Dyrekcja zarządziła, że lekarze mają udzielać świadczenia medyczne w dwóch miejscach w tym samym czasie: w oddziale macierzystym oraz Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, często oddalonym od oddziału macierzystego o kilkadziesiąt metrów. Brzmi groźnie. Dla pracowników i korzystających. 

Mija pół roku i w przeciągu dwóch, może trzech tygodni, dowiadujemy się, że ludzie w SOR-ach tracą życie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jako że jest to miejsce, do którego – przynajmniej z założenia – powinni trafiać najciężej chorzy, których czasami uratować się nie da. Wspomniane przypadki wskazują jednak raczej na błędy systemowe. Nie bez kozery Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy wywiesił w całej Polsce banery z hasłem: „Pacjenci w kolejkach umierają...”.

Głównym problemem całego publicznego systemu opieki zdrowotnej, w tym także Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych oraz Izb Przyjęć jest skrajne niedofinansowanie. Z niewystarczającej ilości pieniędzy wynikają błędy, które mogą kosztować chorych życie, a lekarzy karierę.

Braki sprzętowe, brak możliwości oznaczania odpowiednich badań laboratoryjnych czy obrazowych, miejsc w oddziałach szpitalnych, to tylko niektóre „bolączki” SOR-ów. Do tego dochodzi czynnik ludzki. Braki kadrowe i to nie tylko dotyczące lekarzy powodują, że po pierwsze jesteśmy przeciążeni pracą, a po drugie – czasami nie możemy pomóc odpowiednio wszystkim chorym z powodu natłoku obowiązków.

Niekiedy ograniczenia czysto ludzkie sprawiają, że popełniane są błędy niewynikające bezpośrednio ze złej woli czy braku umiejętności personelu, a ułomności organizacyjnych. Negatywny wpływ na jakość udzielanych w SOR-ach świadczeń ma również dobór personelu. Z powodu niechęci do pracy na froncie, najmłodsi, ci będący bezpośrednio po studiach, bez doświadczenia, są zmuszani do wypełniania luk. Oczywistym jest fakt, że nie każdy ma predyspozycje do pracy w takich warunkach, ale z powodu braków kadrowych najważniejszym stało się obsadzenie wakatu, a nie uzyskanie jakości i bezpieczeństwa.

Ponadto kombinacje niektórych dyrektorów, którzy za wszelką cenę chcą zapewnić ciągłość diagnostyczno-leczniczą pacjentów. Oczywiście rozumiem niektórych z nich, gdyż z pustego i Salomon nie naleje. Jednak przepisy takie jak przytoczony przeze mnie powyżej o jednoczesnej pracy w dwóch miejscach zagrażają bezpieczeństwu.

To wszystko sprawia, że SOR-y stały się niebezpieczne nie tylko dla pacjentów, ale i lekarzy.

Oczywiście istnieje kilka rozwiązań tej sytuacji, ale za każdym z nich idą pieniądze, których decydenci przekazać nie chcą.

Sytuacja SOR-ów i Izb Przyjęć uległaby znacznej poprawie, gdybyśmy „odblokowali” lecznictwo ambulatoryjne. Znacznie – jak ma to miejsce na zachodzie – zwiększyli udział ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w dbaniu o zdrowie obywateli. Zwiększyli zasobność koszyka świadczeń gwarantowanych POZ. Spowodowałoby to na pewno dwie korzyści. Z jednej strony zmniejszyłoby liczbę nieuzasadnionych wizyt w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (obecnie z powodu skandalicznie długich kolejek do specjalistów i braku możliwości wykonania wielu specjalistycznych badań z poziomu POZ, pacjenci zgłaszają się do SOR, ponieważ podając odpowiednie objawy mogą uzyskać i konsultację specjalistyczną, i mieć wykonane odpowiednie badanie laboratoryjne czy obrazowe). Po drugie poprawiłyby się warunki lokalowe – mam tutaj na myśli miejsca na łóżkach szpitalnych. Wielokrotnie podczas dyżuru oddziały nie dysponują wolnymi łóżkami, więc mamy problem z umieszczeniem chorego w docelowym dla niego miejscu. Wynika to z między innymi z faktu hospitalizowania pacjentów „diagnostycznych”, czyli takich, którzy mogliby odbyć diagnostykę w warunkach ambulatoryjnych, ale właśnie z powodu braku dostępności, a często nieopłacalności przeprowadzenia takiej procedury w warunkach AOS – są przyjmowani do szpitala.

Ponadto konieczne wydaje się prowadzenie szeroko zakrojonych programów edukacji zdrowotnej dla obywateli. Kiedy zgłaszać się do SOR, kiedy do NPL/POZ, a kiedy wziąć tabletkę i przeczekać.

Liczby lekarzy z dnia na dzień nie zwiększymy. Musimy w sposób najbardziej optymalny wykorzystać obecną liczbę. Musimy zmniejszyć liczbę pacjentów zgłaszających się do SOR kosztem opieki ambulatoryjnej. A przede wszystkim musimy zdecydowanie zwiększyć finansowanie publicznej ochrony zdrowia i rozpocząć jej reformę.

 

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

Joe Black Poniedziałek, 08 Kwietnia 2019, 9:08
jeszcze troch i pozamykamy nasze placowki- np. rehabilitację. Kontrakty nie podnoszone od 12 - lat. W tym roku symbolicznie. JAKI BIZNES TO WYTRZYMA ????
Moze powinnismy rehabilitowac swinie albi krowy - bo sa cenniejsze od ludzi. ????
Joe Black Poniedziałek, 08 Kwietnia 2019, 9:06
niedofinansowanie i brak konkurencji dla NFZ