Co najmniej 70 proc. nałogowych palaczy nie rzuca palenia papierosów. Co z nimi zrobić?

16 Kwietnia 2019, 13:15 paczka papierosów nikotyna tytoń

Czy papierosy elektroniczne i podgrzewacze tytoniu są szansa na wyjście z nałogu? – o to spierać się mieli eksperci podczas debaty oksfordzkiej zorganizowanej w ramach VII Konferencji Naukowej Czasopisma Nowotwory – Debaty Onkologiczne. Na ringu stanął prof. Sergiusz Nawrocki (głos na tak) oraz dr hab. Joanna Didkowska (głos na nie), a moderatorem był dr hab. Jarosław Pinkas, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego i Główny Inspektor Sanitarny.

Prof. S. Nawrocki to kierownik Katedry Onkologii i Radioterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, z kolei dr J. Didkowska to kierownik Zakład Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w warszawskim Centrum Onkologii.

Na samym początku sonda przeprowadzona wśród obecnych na sali onkologów pokazała, że ponad jedna czwarta (25,6 proc.) z nich uważa, iż papierosy elektroniczne i podgrzewacze tytoniu mogą być pomocą w wyjściu z nałogu, ale szybko dyskusja zmieniła bieg. I zamiast o wychodzeniu z nałogu mówiono przede wszystkim o zagrożeniach, ale też korzyściach (dla pacjentów nieodpowiadających na leczenie nikotynizmu) z alternatywnych wobec papierosów form przyjmowania tytoniu.

Minister Jarosław Pinkas podkreślił, że między e-papierosami i nowatorskimi wyrobami tytoniowymi takimi jak podgrzewacze tytoniu, nie można stawiać znaku równości.

Na co w debacie zwracali uwagę eksperci, którzy przyjęli rolę obrońcy postawionej w tytule debaty tezy oraz jej przeciwnicy negujacy korzyści ze stosowania mniej szkodliwych zamienników papierosów?

Mniejsze zło warto zaproponować tym, których nie odzwyczaimy?

Prof. Sergiusz Nawrocki przypomniał, że tradycyjny papieros zabija 50 proc. swoich użytkowników. To jedyna tak groźna używka, która nie została zakazana. - Jako onkolog mam świadomość, że blisko jedna trzecia przypadków nowotworów jest wywołana paleniem papierosów. Dlatego też nie wyobrażam sobie, że nie będziemy z tym problemem walczyć. Natomiast możliwe są różnorodne drogi wyjścia i ograniczenia tego nałogu – podkreślał.

Nikotyna – bo to ona w głównej mierze jest przyczynkiem do powstałego uzależnienia – jest nie do usunięcia z rynku. Ze względu na formę debaty oksfordzkiej ekspert wymienił nawet pozytywne dla palaczy aspekty korzystania z nikotyny, takie jak poprawę sprawności intelektualnej, wykazywana w różnych testach, redukcję stresu, statystycznie niższą masę ciała palaczy.

Jednak poważne, negatywne konsekwencje nałogu są o wiele istotniejsze. Choć palacze o nich wiedzą, nie rzucają nałogu. Niemniej jak stwierdził Profesor, możemy stworzyć sytuację, w której konsumenci będą mieli nikotynę doprowadzoną do organizmu w zupełnie inny sposób.

Jak można zmniejszyć szkodliwość przyjmowanej nikotyny? 

– Obecnie mamy do czynienia z kilkoma rozwiązaniami np. model skandynawski zakładający wprowadzenie pełnej prohibicji na wyroby tytoniowe. W odważnej strategii FDA, która poważnie podchodzi do problemu nałogu nikotynowego, jako rozwiązanie wskazano z kolei papierosy o zmniejszonej ilości nikotyny oraz alternatywne formy dostarczania nikotyny. W moim odczuciu całkowita prohibicja jest rozwiązaniem nierealnym do wprowadzenia, dlatego też chciałbym się skupić na alternatywnych formach dostarczania nikotyny – wyjaśniał Profesor.

Tylko co dziesiąty dorosły sam rzuci na trwałe palenie

- Musimy mieć świadomość, że tylko co dziesiąty dorosły człowiek jest w stanie samodzielnie rzucić palenie – pozostali muszą szukać wsparcia. Co więcej dwie trzecie palaczy wskazuje, że jest zainteresowana rzuceniem palenia, a połowa podejmuje aktywne próby zerwania z nałogiem – mówił prof. S. Nawrocki. Dlatego - jego zdaniem - chcąc ograniczyć śmiertelność związaną z paleniem tytoniu, można byłoby dla najbardziej uzależnionych pacjentów znaleźć inną drogę podania nikotyny i należałoby ich o niej informować. Jakie to formy? Chodzi m.in. o plastry, gumy, aerozole, ale jak podkreślił profesor, formy te nie zawsze sprawdzają się w praktyce. Innym rozwiązaniem są tzw. e-papierosy oraz systemy podgrzewające tytoń.

- Patrząc na porównanie poszczególnych form dostarczenia nikotyny z ich toksycznością wyraźnie widać, że ekstremalną toksycznością charakteryzują się tradycyjne papierosy i proces spalania tytoniu. Mamy również produkty bezdymne, które oczywiście mają pewną toksyczność, ale jest ona od 85 do 95 proc. mniejsza niż tradycyjne papierosy – wyjaśniał w czasie debaty profesor.

- Mamy również produkty, których szkodliwość jest zaniedbywalna – są to właśnie plastry, produkty doustne w spray’u. Mamy tu również tzw. e-papierosy, w których nie ma tytoniu tylko nikotyna w liquidzie. Oczywiście toczy się dyskusja co rzeczonym w liquidzie się znajduje i jakie substancje on zawiera, natomiast ważne jest, że nie zawiera on produktów spalania tytoniu – mówił prof. S. Nawrocki.

Przypominał, że palacz uzależniony jest nie tylko od samej nikotyny, ale również od zachowań związanych z paleniem – wychodzenia poza budynek, kontaktów socjalnych związanych z nawykiem palenia, dlatego często plastry lub gumy nie zastępują u tych palaczy nawyku palenia. - Dla takich właśnie osób, silnie uzależnionych behawioralnie od zwyczajów związanych z paleniem, wymyślono tzw. e-papierosy oraz produkty podgrzewające tytoń, które pozwalają pacjentom utrzymać rytuały związane z paleniem papierosów – informował prof. S. Nawrocki.

Jak wyglądają badania kliniczne i przedkliniczne dotyczące tych dwóch rodzajów produktów tj. e-papierosów oraz urządzeń podgrzewających tytoń? Badania te oparto o listę około 100 zidentyfikowanych szkodliwych substancji, których obecność stwierdzono w tradycyjnych papierosach. Oceniano ich stężenie w porównaniu z tradycyjnymi papierosami; produkty podgrzewające tytoń zawierają zaledwie 10 proc. substancji toksycznych, natomiast e-papierosy jeszcze mniej, bo 5 proc. w stosunku do normalnych papierosów. Profesor podkreślał przy tym, że część badań realizowano niezależnie, a część na zlecenie firm tytoniowych, ale były one na tyle profesjonalnie zrealizowane, że znalazły się w uznanych naukowych periodykach.

- Duża metaanaliza przedstawiona na łamach czasopisma BMJ Tobacco Control wykazała, że produkty podgrzewające tytoń dostarczały tyle samo nikotyny co normalne papierosy. Wynika z tego, że ten narkotyczny aspekt palenia papierosów jest zaspokojony. Oczywiście satysfakcja palacza jest nieco mniejsza, ale z drugiej strony ekspozycja biernych palaczy na substancje toksyczne jest istotnie mniejsza niż w przypadku standardowych papierosów. Wniosek z tego jest taki, że e-papierosy oraz podgrzewacze tytoniu są bezpieczniejsze dla otoczenia. Najnowsze urządzenia do podgrzewania tytoniu wytwarzają średnio o 90 proc. mniejszą ilość substancji toksycznych, natomiast e-papierosy wytwarzają do 85 proc. mniej substancji toksycznych – mówił profesor.

Dlatego, jak przekonywał w czasie debaty, palacze, którzy palą tradycyjne papierosy powinni być zachęcani do całkowitego zaprzestania jakiegokolwiek palenia, ale jeśli jest to niemożliwe – wówczas powinni używać mniej toksycznych produktów – e-papierosów czy podgrzewaczy tytoniu.

Podał przykład Japonii, w której  symulacja przejścia od papierosów tradycyjnych do ich mniej toksycznych alternatyw wykazała, że przy scenariuszu pośrednim – gdzie przejście na mniej toksyczne odpowiedniki zadeklaruje do 47 proc. palaczy, spowoduje to redukcję zgonów o 65-75 tys. rocznie.

- Jaki wniosek płynie z tych analiz? E-papierosy może nie dają pacjentom szansy na wyjście z nałogu, ale są szansą na istotną redukcję zabójczych skutków zdrowotnych palenia – mówił Profesor.

Troska o palaczy czy chwyt marketingowy?

Dr Joanna Didkowska, która w debacie była adwersarką prof. Nawrockiego podkreślała, że nowe formy podawania nikotyny nie rozwiązują problemu.

- Czy e-papierosy pozwalają na wyjście z nałogu? Musimy mieć świadomość, że mierzymy się z ogromnym rynkiem, który obejmuje wszystkie państwa świata. Co więcej obserwujemy spadek konsumowanego tytoniu – we wszystkich regionach WHO następuje zmniejszenie  liczby osób palących. W związku z tym stoimy w obliczu kryzysu branży tytoniowej. Firmy szukają nowych rozwiązań i kreują potrzeby ludzi by sprzedawać więcej. Wszelkie nowe rozwiązania to próba poprawy sytuacji finansowej – mówiła dr hab. J. Didkowska. Zaprezentowała reklamy nowych produktów nikotynowych, które mają zachęcać m.in. designem zbliżonym do iPhona.

- E- papierosy przedstawiane są jako narzędzie do rzucenia nałogu palenia, ale dotychczasowe badania wskazują, że u osób o ugruntowanym nałogu powyżej 40. roku życia, zaledwie 5 proc. pali e-papierosy. Natomiast w młodszej populacji korzysta z nich nawet 15-20 proc.  – wyjaśniała lekarka. Jej zdaniem można więc wnioskować, że e-papierosy są niszą, gdzie młode osoby są wciągane w nałóg nikotynowy. E-papierosy stają się więc przyczynkiem do zainicjowania nałogu nikotynowego.

Czy e-papierosy pomagają w rzuceniu palenia?

Jak podkreślała dr J. Didkowska, z ankiety zrealizowanej wśród palaczy wynika, że 70 proc. osób twierdzi, że e-papierosy nie pomogły i nie pomagają w rzuceniu palenia. - Wydaje się natomiast, że są one wstępem do palenia tytoniu w każdej formie – oceniła. Badanie przeprowadzone w 2013 roku wśród polskiej młodzieży między 15. a 19. rokiem życia wykazało, że aż 62 proc. młodych osób próbowało w swoim życiu e-papierosa.

- To właśnie z nich będzie się wywodziła grupa dorosłych, którzy będą nadal palić e-papierosy, albo wręcz przejdą na ich tradycyjne odpowiedniki – podkreślała. I powołała się na opinię WHO, według której wejście przemysłu tytoniowego w e-papierosy można porównać do wejścia wilka w skórę owcy.

Wyjaśniała też, że polski rynek e-papierosów, na którym jeszcze kilka lat temu było wiele polskich firm, został przejęty przez wielkie koncerny.

Wśród zastrzeżeń do elektronicznych urządzeń wymieniła fakt, że są w nie wbudowane chipy. Badanie pod tym kątem przeprowadzono w Kanadzie. – Czip może przez bluetooth przekazywać bez wiedzy właściciela informacje np. o liczbie zaciągnięć. To jest informacja zdrowotna – mówiła Joanna Didkowska. Choć w dalszej części dyskusji wyjaśniono, że producenci twierdzą, iż dane te powiązane są z urządzeniem po to, aby informować o przyczynach ewentualnych usterek, zaś dane o nas mają przede wszystkim producenci przeróżnych aplikacji na smartfonie.

Dawajmy też leki, twórzmy placówki medyczne

Pani doktor zwróciła uwagę na to, w Polsce działały poradnie pomocy palącym, ale system wycen NFZ je zniszczył. Na rynku są leki pomagające zerwać z nałogiem. Podkreślała, że to przebadane klinicznie preparaty, o udowodnionej skuteczności, wiadomo jakie niosą korzyści, a jakie mogą być ich skutki uboczne. – O tzw. liquidach tego nie wiemy – mówiła dr J. Didkowska.

W sukurs przyszedł jej prof. Jacek Jassem, który jest autorem międzynarodowych zaleceń wychodzenia z nałogu nikotynowego i e-papierosów. - Palenie papierosów to choroba, ma swój numer ICD. Najskuteczniej działa farmakoterapia połączona ze środkami nikotynozastępczymi, ale nie wziewnymi – mówił. Zwracał uwagę, że w Polsce dramatycznie brakuje poradni zajmujących się pomocą osobom uzależnionym od nikotyny. – Są tylko w Gdańsku i w Warszawie – mówił prof. J.Jassem.

Profesor S. Nawrocki nie złożył jednak broni i przypomniał, że tylko 8,5 proc. osób uzależnionych od nikotyny po różnych interwencjach rzuca palenie. Nawet zakładając, że dzięki farmakoterapii i pomocy specjalistów odsetek ten wzrósłby do 10-30 proc. (30 proc. to najbardziej optymistyczne wskaźniki, jakie w badaniach się zdarzały przy połączeniu kilku form), to nadal pozostaje ok. 70 proc. osób, które palenia nie rzucają mimo prób. A korzystanie przez nie z papierosów stwarza wielkie ryzyko chorób m.in. onkologicznych i kardiologicznych oraz wcześniejszego zgonu. Dlatego zdaniem profesora, trzeba tej grupie przekazywać informacje o tym, jak mogą znacząco zmniejszyć ryzyka zdrowotne. W pierwszej kolejności drogą do tego jest rezygnacja z nikotyny, a jeśli to mimo prób się nie udaje, to należy dać możliwość korzystania z nowoczesnych produktów znacznie redukujących szkodliwość nałogu.

Liczba palaczy nigdy nie spadnie do zera. Mamy znaczący odsetek osób nałogowo uzależnionych, wobec których też jako lekarze jesteśmy bezradni. Nawet osoby ze zdiagnozowanym nowotworem nie rezygnują z nałogu – podkreślali w głosach z sali słuchacze dyskusji.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

karl Środa, 17 Kwietnia 2019, 2:22
Znowu u niektórych słowotok bez związku z rzeczywistością. Po co powtarzanie 'mądrości' że najlepiej rzucić skoro wiadomo że tylko co dziesiąta osoba paląca jest w stanie to zrobić?
Zamiast negować alternatywne rozwiązania w innych krajach promowane są zamienniki papierosów (e-papierosy, IQOSy) bo wszystko lepsze od normalnych papierosów i jeżeli ktoś nie potrafi rzucić to chociaż przestanie truć się papierosami