Dzięki wirtualnej strzykawce lekarze nauczą się m.in. podawać kwas hialuronowy

08 Maja 2019, 16:06

Koniec nauki na pacjentkach i pacjentach? Technologiczna spółka z Polski rozpoczyna prace nad wirtualną strzykawką, która może podbić światowy rynek medycyny estetycznej. Na projekt dostała wsparcie od resortu przedsiębiorczości. 

InventionMed to spółka technologiczna z branży medycznej. Teraz jest notowana jest na New Connect, ale jest w trakcie procesu przeniesienia na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych. Dwa tygodnie temu złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego.

Wirtualna strzykawka będzie drugim po TutorDerm symulatorem medycznym w wirtualnej rzeczywistości tej firmy. Spółka planuje także budowę Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR.

Zatracić się w VR

Jak mówili dziś przedstawiciele spółki, wykorzystuje ona technologię inercji - chodzi o to, by zatracić się w świecie wirtualnej rzeczywistości. W takich warunkach wykonano już ponad 300 zabiegów.

– W dermatologii estetycznej występuje duży problem z szybkim i profesjonalnym wyedukowaniem lekarzy. Na rynku brakuje narzędzi pozwalających na swobodne kształcenie specjalistów. Obecnie szkolenia odbywają się na żywym modelu – taka nauka jest czasochłonna, kosztowna i niesie za sobą ryzyko powikłań u pacjenta. Widzimy więc duże zapotrzebowanie na nasz produkt i liczymy, że nasze innowacyjne na skalę światową rozwiązanie, zrewolucjonizuje branżę szkoleniową w medycynie estetycznej – mówił Tomasz Kierul, prezes InventionMed S.A.

Polska medycyna estetyczna, a światowe trendy

Pole do wzrostu firma widzi w produktach związanych z medycyną kosmetyczną, ale potem chce rozszerzyć działalność o inne dziedziny. Jeśli chodzi o zabiegi upiększające, największy rynek jest w rejonie Azji i Pacyfiku, stąd spółka tam stawia na swój rozwój. Spółka prowadzi „zaawansowane” rozmowy z przedstawicielami chińskiego funduszu Hong Kong Kam Fung Group w zakresie współpracy. 

Polska jest rynkiem raczkującym, ale się rozwija. Jak wynika z badań, 22 proc. badanych osób określa się jako zwolenników zabiegów np. kwasu hialuronowego. 2,3 proc. poddało się przynajmniej jednemu zabiegowi medycyny estetycznej, większość z nich jest zadowolonych i chce to powtórzyć. Zainteresowanie w Polsce spółka szacuje na nawet 5,7 mln osób.

Globalny rynek medycyny estetycznej systematycznie rośnie. Według prognoz Persistence Market Research przychody, które w 2017 wynosiły 4 mld USD, do końca 2026 roku wzrosną nawet do 8 mld USD. 

Proste zastrzyki, ryzyko poważnych powikłań

Prof. Barbara Zegarska, specjalista z zakresu dermatologii i wenerologii podkreślała, że uprawnienia do wykonywania zastrzyków medycyny estetycznej powinny być jasno sprecyzowane. Obecnie część zabiegów wykonywanych jest u kosmetyczek, kosmetologów – ale te osoby nie są do końca upoważnione do zabiegów z nakłuwaniem skóry.

- Prawo nie nadąża za życiem. Ale w UE przygotowano dyrektywę, która pewnie będzie obowiązywać od 2020 r. i określa, czym może zajmować się kosmetyczka, czym kosmetolog i inne grupy niż lekarze - mówiła profesor.

- Kwas hialuronowy, uważany za błahy, można kupić w internecie z instrukcją obsługi, ale problem pojawia się wtedy, gdy wystąpią działania niepożądane. Lekarz wie jak w takiej sytuacji postąpić, a osoba po kilkudniowym kursie z kosmetologii nie ma wiedzy jak radzić sobie w krytycznych sytuacjach - wyjaśniała Zegarska.

Przypomniała, że lekarze kształcą się 6 lat, potem mają rok stażu i kolejne lata specjalizacji. - Lekarz poradzi sobie z powikłaniami. Poza tym jeśli popełnia błędy, zawsze można mu zabrać prawo wykonywania zawodu. Wobec osób, które nie są lekarzami, trudno konsekwencje wyciągnąć - dodała. 

Studenci medycyny i rezydenci poszerzą wiedzę?

- Moja pacjentka ostatnio przyszła roztrzęsiona od kosmetyczki, bo była tam pani proponująca powiększenie ust, a na pytanie o zawód powiedziała, że jest dobrą balsamistką - mówił dr Marcin Ambroziak, lekarz dermatolog, wieloletni pracownik Kliniki Dermatologicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dodał, że także wśród lekarzy należy zwiększać wiedzę i doświadczenie. - Jeśli chodzi o stosowanie kwasu hialuronowego to absolwenci studiów medycznych są nieprzygotowani. Choć na dermatologii jest medycyna estetyczna, to nikt nie uczy jak to robić. Kiedyś próbowało się na pacjentach i byli chętni, ale teraz gdy coraz więcej mówi się o możliwych problemach wynikających np. z braku doświadczenia lekarza, trudno znaleźć osoby gotowe na to, by lekarz pierwsze zastrzyki trenował właśnie na nich - zwracał uwagę Ambroziak. Dlatego jego zdaniem wirtualna strzykawka to projekt, który pozwoli przejść w tej dziedzinie do czasów cywilizowanych. Chodzi o to, by osoby mogły gładko wejść w pierwszy kontakt z preparatami kwasu hialuronowego. - To nie takie proste – są różne wkłucia, na różnych głębokościach. Są różne preparaty – do zmiany proporcji twarzy, do nawilżenia skóry, do wypełniania zmarszczek. Stąd potrzeba urządzenia by szkolić lekarzy bez niepotrzebnego bólu dla pacjentek, bez ryzyka powikłań - mówił Amroziak.

Co zrobi wirtualna strzykawka?

Na projekt wirtualnej strzykawki, który kosztować na ponad 900 tys. zł, spółka dostanie ponad 730 tys. zł dotacji.

Wirtualna strzykawka symuluje zabieg. Lekarz dobiera strzykawkę, głębokość wkłucia, uczy się zachowań w razie krytycznych sytuacji, musi być wyczulony na stan zdrowia pacjenta, jego skóry. Jak podkreślali przedstawiciele spółki, to producenci preparatów wykorzystywanych w zabiegach estetycznych zainspirowali ich do tego wynalazku. 

Konstrukcja przypomina realną strzykawkę, a dodatkowo wykorzystywany jest m.in. żyroskop, akcelerometr, czujnik Halla. Będzie oddawać nacisk na tłok, kontrolę ilości podanego płynu, położenie igły.

Potencjalni klienci to uczelnie medyczne, duże ośrodki szkoleniowe (w Polsce ich nie ma, ale na świecie są), producenci sprzętu i preparatów.

Komercjalizacja urządzenia zaplanowana jest na lata 2020-2021. - Firmy z którymi rozmawiamy to liderzy rynku. Są inne rozwiązania, ale nie tak kompleksowe, zaawansowane jak nasze - mówili przedstawiciele spółki. 

Podkreślali, że jest potrzeba ciągłego doszkalania lekarzy – operatorów. Zdobyte doświadczenie na symulatorach medycznych może doprowadzić do zmniejszenia liczby powikłań. Wartość vr i ar w medycynie ma wzrosnąć z 0,8 mld USD do 3,8 mld USD w 2020, a w kolejnych latach - ponad 5 mld. 

Centrum badawczo rozwojowe

InventionMed chce też zbudować centrum badawczo rozwojowe.  W tym celu spółka złożyła wniosek do ministerstwa rozwoju o dofinansowanie. Centrum ma pełnić funkcję wirtualnego szpitala, który umożliwi dopracowywanie nowych technologii. Jego budowa planowana jest w Bydgoszczy, z powierzchnią zabudowy całkowitą na ok. 3 tys. m kw. i pięcioma kondygnacjami.  Ponad 29 mln zł to szacowany koszt netto koszt budowy i wyposażenia. Starają się o dotację w wysokości ponad 16 mln zł, co umożliwi rozpoczęcie projektu.

Oprócz dermatologii kosmetycznej i klinicznej w obszarze zainteresowań spółki jest m.in. kardiologia, neurologia, geriatria, rehabilitacja neurologiczna. 

- Mamy wyjątkową radę naukową i zespół inżynierski. Kierujemy się na segment medycyny estetycznej, bo to fundament, który pozwoli skomercjalizować produkty i rozszerzyć działalność o kolejne gałęzie medycyny - mówił prezes firmy. 

Aleksandra Kurowska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz