Tysiące lekarzy na ulicach stolicy: chcemy leczyć w Polsce!

01 Czerwca 2019, 15:53

Za nami manifestacja lekarzy z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, którym towarzyszyli pacjenci, przedstawiciele innych zawodów medycznych, szefowie szpitali. Postulat: 6,8 proc. PKB na zdrowie - po to by zapewnić godne warunki pracy, a pacjentom dać szanse na odpowiednią opiekę. 

"Czas na zdrowie! - Pacjenci i Medycy razem!" - to hasło dzisiejszej manifestacji, która wystartowała o 13:00 spod resortu zdrowia, a kończy się obecnie pod Sejmem. Pierwotnie planowano zakończyć ją pod Kancelarią Premiera, ale ze względu na odbywające się tam obchody Dnia Dziecka, organizatorzy zgodzili się skrócić trasę.

"Chcemy leczyć w Polsce", "Rządzący zabijają Polki i Polaków", "Stop prowiSORce w Polsce", "Zadbajmy o zdrowie przyszłych pokoleń" czy "Spakowani do wyjazdu" to główne hasła, a na przodzie duży transparent  "6,8 proc. PKB na służbę zdrowia". 

- Data nie jest przypadkowa. Wyznaczono ją tak, by uniknąć wciągnięcia w spór partyjny związany z kampanią do Parlamentu Europejskiego - mówili organizatorzy. 

Choć część medyków miała nadzieję, że wyjdzie do nich minister Łukasz Szumowski, to tak się nie stało. Na odwagę z takim wystąpieniem zdobył się przy poprzednich protestach minister Konstanty Radziwiłł. Szumowski wysłał swojego zastępcę Janusza Cieszyńskiego. - Obiecaliśmy 6 proc. PKB w 2024 roku i tak jak we wszystkich innych przypadkach, rząd Prawa i Sprawiedliwości dotrzyma słowa - podkreślił Cieszyński.

 

Trzy lata protestów, ale się nie poddają

Większość uczestników manifestacji stanowili młodzi lekarze. Część z nich przyszła wręcz z dziećmi, dla których urządzono pod Sejmem namiot, w którym mogły bawić się w lekarza, wykonując badania misiom. 

- Trzy lata temu rozbudzono nasze nadzieje, że możemy leczyć w Polsce jak na Zachodzie - mówił wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Łukasz Jankowski. Porozumienie Rezydentów OZZL domagało się wtedy zwiększenia finansowania ochrony zdrowia, zwiększenia liczby miejsc rezydenckich, wzrostu wypłacanych przez państwo rezydentur oraz płac lekarzy specjalistów, przestrzegania norm czasu pracy. 

Podpisane porozumienie zainicjowało szereg ważnych zmian, ale część postulatów, na które rząd się zgodził, nie zostało zrealizowane lub przez konkretne zapisy ustaw lub rozporządzeń, zostały wypaczone. 

Warto przypomnieć, że rezydenci wraz z Porozumieniem Zawodów Medycznych walczyli o wzrost do 6,8 proc. PKB publicznych nakładów na zdrowie w trzy lata. Ostatecznie w ustawie wpisano 6 proc. z dojściem do tego poziomu w 2025 r., a potem przy kolejnej turze protestów i negocjacji termin dojścia skrócono do 2024 r. Jednak do wydatków na zdrowie doliczono dodatkowe kategorie, a co najważniejsze, ustawa bierze pod uwagę nie bieżące PKB (które można oszacować), a sprzed dwóch lat. Polityka Zdrowotna jako pierwsza nagłośniła tą sprawę. Taki zapis powoduje, że realnie 6 proc. PKB nigdy nie będzie osiągnięte, jeśli politycy będą interpretować zapisy ustawy w obecny sposób. To ubytek rzędu 7-10 mld zł rocznie, których budżet państwa, mimo obietnic, nie dokłada NFZ na leczenie Polaków. 

Zdrowie inwestycją

Przedstawiciele Naczelnej Rady Lekarskiej, w tym jej prezes podkreślali, że zdrowie to nie wydatek, a inwestycja. Podkreślał, że pod Sejm przyszedł z poczucia obowiązku, a nie by się promować.  - Od dawna wiadomo, że zdrowie to nie koszt. To wspaniała inwestycja - mówił prof. Andrzej Matyja. Zwracał uwagę, że lekarze pracują dla zdrowia pacjentów niezależnie od pogody, a ich główne postulaty dotyczą m.in. bezpiecznego wykonywania zawodu. Wspomniał w tym kontekście m.in. o planowanej zmianie Kodeksu karnego. 

Podobnie jak przedstawiciele PR OZZL podkreślał, że środowisko medyczne i pacjenci muszą działać wspólnie i nie dać się skłócić. O jedność w działaniach apelował też przedstawiciel organizacji szpitali. 

Frekwencja dopisała

Jak mówił Janikowski, na manifestacji spodziewał się ok. 10 tys. osób, ale jego zdaniem przyszło więcej. Ale nieoficjalne szacunki policji mówią o wyraźnie mniejszej liczbie. Tak czy inaczej, protestujących lekarzy, pacjentów i innych osób zatroskanym stanem ochrony zdrowia było przynajmniej kilka tysięcy. 

Aleksandra Kurowska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz