Niewydolność serca – jak zatrzymać epidemię?

24 Lipca 2019, 10:57

 - Edukacja pacjentów i zapobieganie zbyt częstym hospitalizacjom, koordynowana opieka, refundacja nowego leku oraz dostęp do szybkich i nowoczesnych interwencji – to działania, które mogą wpłynąć na zatrzymanie epidemii niewydolności serca w Polce – ocenia prof. Jadwiga Nessler, kierownik Oddziału Klinicznego Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.

 

Jak podkreśla w rozmowie z Polityką Zdrowotną, mamy w Polsce ok. 700 tys. a może 1 mln pacjentów z niewydolnością serca, a na nadciśnienie tętnicze czy cukrzycę, które są czynnikami ryzyka, choruje nawet kilkanaście milionów osób. - Niewydolność serca nadal jest jedną z głównych przyczyn zgonów – zwraca uwagę.

- Wśród osób po 40. roku życia co czwarty mężczyzna i co piąta kobieta rozwinie niewydolność serca, czyli musimy intensywnie zapobiegać niewydolności w szerokim aspekcie. W Polsce niestety z powodu niewydolności serca umiera ok. 60 tys. pacjentów rocznie, a więc dziennie są to 164 osoby, czyli więcej niż z powodu nowotworów – wylicza prof. J. Nessler.

Choroba o złym rokowaniu

- Już w 2001 r. wiedzieliśmy, że niewydolność serca to jedna z najgorzej rokujących jednostek chorobowych. W porównaniu do chorób nowotworowych gorzej rokuje tylko rak płuca. Opracowanie z 2017 r. nadal wskazuje na taką sytuację, a więc nadal wiele jest do zrobienia - podkreśla.

Jakie są przyczyny niewydolności serca?

- Jest szereg różnych przyczyn niewydolności serca. Mamy choroby cywilizacyjne, takie jak np. miażdżyca, nadciśnienie tętnicze, które uszkadzają serce. Poza tym generalnie dłużej żyjemy, bo jest ogromny postęp w medycynie, a starzejące się społeczeństwo daje szansę na ujawnienie się również niektórych schorzeń. Przyczyną mogą być także niektóre wady. Ponadto niewydolność serca występuje jako skutek zawałów – wyjaśnia prof. J. Nessler.

- Niewydolność serca wiąże się z ogromnym ryzykiem zgonu i trzeba sobie uświadomić, że jest to śmiertelna choroba, ale jednocześnie można jej zapobiegać, i można ją skutecznie leczyć. Tak jak w przypadku nowotworów, jeżeli zbyt późno ją rozpoznajemy lub nie mamy odpowiedniego intensywnego, wielokierunkowego leczenia, to mamy bardzo złe rokowanie – zwróciła uwagę prof. J. Nessler.

Jak powstrzymać epidemię?

Według prof. J. Nessler, aby zmniejszyć epidemię niewydolności serca trzeba podjąć działania długofalowe i takie, które możemy już zastosować, aby zmniejszyć śmiertelność u osób, które już mają rozpoznaną niewydolność serca.

- Żeby zapobiegać niewydolności serca, przede wszystkim musimy zwalczać czynniki ryzyka, czyli powinniśmy zacząć od edukowania dzieci, młodego pokolenia na temat zdrowego stylu życia, zdrowego odżywiania i w ten sposób przeciwdziałać tym czynnikom ryzyka, które prowadzą do miażdżycy. Ponadto skutecznie lecząc nadciśnienie tętnicze czy wady serca i inne schorzenia, które uszkadzają serce i prowadzą do niewydolności, możemy wiele zdziałać na tym polu – uważa prof. J. Nessler.

Zbyt wiele hospitalizacji, których można uniknąć

W jej ocenie, drugi bardzo ważny aspekt działań, to zapobieganie częstym hospitalizacjom. - Z powodu niewydolności serca jest ich ponad 180 tys. rocznie. Niewydolność serca to najczęstsza przyczyna leczenia szpitalnego w populacji osób po 65. roku życia – informuje prof. J. Nessler i zwraca uwagę, że koszty hospitalizacji, w przypadku niewydolności, czyli ok. 900 mln zł rocznie, stanowią 90 proc. kosztów leczenia tej choroby. Jak dodaje, trzeba także pamiętać także o kosztach pośrednich, czyli kosztach niezdolności do pracy, zwolnień, rent, opieki, co już daje nam miliardy zł.

- Istotne jest więc skuteczne leczenie pacjentów z już rozpoznaną niewydolnością serca, aby nie trafiali oni do szpitala. Każde zaostrzenie choroby, wskazuje na jej postęp, a to wiąże się nie tylko z uszkodzeniem serca, ale także innych narządów jak np. nerki czy wątroba, z powodu przewlekłego niedotlenienia – mówi prof. J. Nessler.

Leczenie niewydolności serca

 - Leczenie niewydolności serca jest wielokierunkowe, ponieważ różne są jej przyczyny. Musimy leczyć przyczynowo, w zależności od etiologii. W związku z tym, inaczej leczymy pacjenta np. z chorobą wieńcową, gdy przeprowadzamy rewaskularyzację, a inaczej w przypadku wady serca – operujemy, wszczepiamy zastawkę, a inaczej w przypadku, gdy jeszcze jest jakaś choroba współistniejąca – wyjaśniła prof. J. Nessler.

Jak mówiła, skutki niewydolności serca leczy się natomiast farmakologicznie lekami, które należą do kilku grup i hamują poszczególne nieprawidłowości prowadzące do niewydolności serca. Często lekarze muszą działać wielolekowo.

- Te podstawowe leki są dostępne, ale mamy też nowy lek,  o nowym mechanizmie działania na układ neurohormonalny, który nie jest wykorzystywany, ponieważ nie jest refundowany – zaznaczyła prof. J. Nessler.

- Czekamy na to, że refundacja tego leku będzie, ponieważ jest to lek, będący kolejnym kamieniem milowym w leczeniu niewydolności serca. Ostatnim takim przełomem były kilkanaście lat temu betablokery czy inhibitory konwertazy. Mamy nadzieję, że jeżeli będziemy mogli zastosować ten nowy lek, to uda nam się zredukować zarówno częstość hospitalizacji, jak i ryzyko zgonów o średnio nawet 20 proc. w stosunku do już istniejącego leczenia – wskazała.

System opieki nad pacjentem

W ocenie prof. J. Nessler, żeby prowadzić dobrze leczenie niewydolności serca,  potrzebny jest też dobry system opieki ambulatoryjnej, czyli aby pacjent miał dostęp do lekarza w odpowiednim czasie, ponieważ w tym schorzeniu wymagane jest stopniowe zwiększanie dawek leków. 

 – Serce niewydolne jest bardzo delikatne i wrażliwe, a więc przy rozpoznaniu lub po zaostrzeniu, dawki leku trzeba zwiększać stopniowo, aby serce przyzwyczaiło się, więc zaczynamy od małych dawek i ważna jest optymalizacja dawek, co trwa ok. 2-3 miesiący. W tym czasie pacjent 2-3 razy wymaga konsultacji u lekarza – mówiła.

Jak podkreśliła, prowadzone są działania, aby wprowadzić lepiej zorganizowany system, na razie w formie pilotażu programu opieki koordynowanej nad pacjentem z niewydolnością serca (KONS).

- Oprócz tego potrzebne są dobre leki i dostęp do szybkich nowoczesnych interwencje, aby pacjenci nie musieli czekać na pewne zabiegi zastawkowe, rewaskularyzacyjne, ponieważ bez wykonania tych interwencji w określonym czasie, jak najszybciej,  niewydolność serca postępuje – zwraca uwagę prof. J. Nessler.

- Ważne są działania wielokierunkowe, czyli z jednej strony nakierowane na szybkie usunięcie przyczyny, czyli zapewnienie dostępu do nowoczesnych interwencyjnych terapii, a z drugiej strony – do nowoczesnego leczenia farmakologicznego, ale to wszystko osadzone powinno być w dobrym systemie, aby to wszystko co inwestujemy w chorego podczas leczenia, było wykorzystane dobrze później w opiece ambulatoryjnej – uważa prof. J. Nessler.

Zaznacza, że do tego jest też potrzebna współpraca z pacjentem i ich świadomość tego, na czym polega niewydolność serca, jak powinni się zachowywać, jak mogą monitorować objawy i sami wcześniej wykrywać zaostrzenia choroby. - Pacjenci do szpitala trafiają już z ostrymi objawami, więc właśnie w ramach programu KONS będziemy ich uczyć tego, jak analizować swój stan zdrowia za pomocą prostych parametrów. Pacjenci mogą też korzystać ze strony internetowej: slabeserce.pl, gdzie można nauczyć się monitorowania swojego stanu zdrowia – wyjaśniła prof. J. Nessler.

Czy lato sprzyja częstszym hospitalizacjom? 

- Pacjenci kardiologiczni podczas upałów powinni przebywać w chłodnych pomieszczeniach, nie na słońcu. Rzeczywiście obserwujemy w tym czasie większą liczbę zaostrzeń, szczególnie w grupie pacjentów z obniżoną kurczliwością lewej komory – zaznaczyła prof. J. Nessler.

- Wysoka temperatura wiąże się z przyjmowaniem większej ilości płynów, a pacjenci z niewydolności serca z obniżoną frakcją wyrzucania często mają ograniczenia płynowe. W takim przypadku przyjmowanie większej ilości płynów, może powodować zaostrzenie objawów – dodała.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz