Transplantolodzy: Przeszczep to dar życia

13 Września 2019, 15:46 szpital chirurg operacja lekarz

W ubiegłym roku polscy transplantolodzy przeszczepili 1390 organów od 500 dawców. Niestety liczba zabiegów transplantacyjnych spada, w przeciwieństwie do potrzeb polskich pacjentów. Jakie są największe wyzwania polskiego środowiska transplantologicznego? Co zrobić, żeby zwiększyć liczbę transplantacji w Polsce? Jak wygląda i ile osób zaangażowanych jest w akcję przeszczepu organu? Na te i inne pytania odpowiadali transplantolodzy, goście programu Kuracja w studio Polityki Zdrowotnej, prof. Tomasz Grodzki oraz prof. Roman Danielewicz.

W Polsce sprawnie działają ośrodki transplantacyjne jak i sam Poltransplant, pomimo to sytuacja nie jest idealna – podkreślają eksperci. – Mimo bardzo dobrych wyników w przeszczepach, to wciąż zmagamy się z problemem dotyczącym niedoboru narządów do przeszczepu – mówił prof. Roman Danielewicz, z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Podkreślił że na tym polu odbiegamy nawet od naszych najbliższych sąsiadów, Czechów czy Słowaków.

Obejrzyj pełne nagranie:

– Zwłaszcza w ostatnich kilku latach ten problem się uwidacznia. Zamiast oczekiwanego wzrostu pozyskiwania narządów do transplantacji, zauważalne jest obniżenie liczby narządów do przeszczepienia – mówił. Przez to wykonuje się mniej przeszczepów, a kolejka pacjentów, dla których  jest on jedyną szansą na wieloletnie przeżycie, wydłuża się.

Eksperci zgodnie podkreślają, że największym wyzwaniem jest zmiana świadomości i podejścia do transplantacji, nie tylko społeczeństwa, ale i samych lekarzy. Jeszcze dużo pracy należy poświęcić by przekonać ich, by rozważać możliwość transplantacji jako możliwość daru – podkreślił prof. Tomasz Grodzki, senator RP oraz chirurg klatki piersiowej.

– Trzeba pamiętać, że śmierć pacjenta, jest bardzo dramatycznym momentem dla każdej rodziny. Teoretycznie, jeśli potencjalny dawca jest pełnoletni, to nie jest wymagana zgoda rodziny do pobrania narządów.  Sytuacja ta jest jednak niezwykle trudna etycznie dla osób, które będą te narządy pobierać. Przepisy to jedno, ale uszanowanie majestatu śmierci drugiej osoby też musi być brane pod uwagę – mówił prof. Tomasz Grodzki.

– Zgłoszeń dawców jest zdecydowanie mniej. Czasem są to przyczyny historyczne i kulturowe. Często jednak jest to kwestia przepracowania. Gdy na OIOMie umrze pacjent to lekarzowi jest prościej wypisać akt zgonu, niż zgłosić potencjalnego dawcę. Wówczas rozpoczyna się cała „akcja” angażująca kilkadziesiąt osób, na co najmniej kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin – mówił prof. Tomasz Grodzki dodając, że część szpitali, przez wzgląd na braki kadrowe czy problemy finansowe, nie może pozwolić sobie na te kosztowne i czasochłonne procedury.

Jak wygląda pobranie i przeszczepienie narządu?

Transplantacja to proces, który zwykle trwa około 48 godzin.  W zależności od sytuacji, należy sprawdzić w rejestrze istnienie sprzeciwu lub jego brak od potencjalnego dawcy. Następnie trzyosobowa, niepowiązana z procesem transplantacji komisja, musi stwierdzić śmierć pacjenta. Sama procedura jest czasochłonna, przewiduje ona dwukrotne badania kliniczne i może zostać uzupełniona o wykonanie dodatkowych badań. Kolejno następuje proces koordynacji akcji transplantacyjnej.

– Staramy się, od każdej osoby zmarłej (o ile pozwalają na to wskazania medyczne) pobrać jak najwięcej narządów. Dodatkowe badania weryfikujące, często „zabierają” do nawet kilkunastu godzin. Jest to także dodatkowy wysiłek dla szpitala, który zgłasza potencjalnego dawcę – mówił prof. Roman Danielewicz.

Po ustaleniu godziny pobrania narządów, zbiera się zespół chirurgiczny. W zależności od ilości narządów, operacja trwa od 1,5 do 5 godzin.

– Zawsze jest to wyścig z czasem. W przypadku serca czy płuca maksymalny czas od momentu pobrania do przeszczepienia wynosi 4 godziny. Dłuższy czas dopuszczalny jest w przypadku nerek i wątroby – dodaje. To czas na wybór biorców z list oczekujących, przygotowanie ich do operacji i transport narządu.

Transplantacja to wyzwanie logistyczne

– Transplantologia to wyżyny medycyny, angażujące wiele specjalności, nie tylko medyczne – mówi prof. Tomasz Grodzki. – W cały proces zaangażowani są nie tylko lekarze czy pielęgniarki różnej specjalizacji, ale także kierowcy, rehabilitanci, psychiatrzy i psychologowie. – Aby to wszystko współgrało, sprawny musi być przede wszystkim system – podkreślił.

Do przeszczepu – od pobrania do momentu wszczepienia – zaangażowanych zostaje kilkadziesiąt osób. – Nie uciekniemy od ogólnych problemów ochrony zdrowia, gdzie któregoś z elementów tego procesu zabraknie – mówił prof. Tomasz Grodzki.

Wykorzystujemy 1/3 potencjału

W wielu krajach, z powodu braku wystarczającej liczby dawców rozwija się polityka dawstwa od osób żywych, czy też od osób, u których ustała akcja serca. 

Wykorzystanie trzech typów dawców: żywych, ze stwierdzoną śmiercią mózgu i z zatrzymaną akcją serca, mogłoby zwiększyć potencjalną liczbę wykonywanych zabiegów transplantacyjnych. Na tę chwilę, w Polsce, korzystamy tylko z jednej puli dawców – mówił prof. Tomasz Grodzki.

– W krajach aktywnych w zakresie transplantacji, 40-50 proc. nerek pobiera się od dawców żywych. W Polsce wartość ta odpowiada około 5 procentom wszystkich przeszczepów – podkreślał prof. Roman Danielewicz. Głównym problemem jest całkowity brak finansowania tego typu pobrania – dodał.

Ile kosztuje dar nowego życia – szpital i pacjenta?

– Przede wszystkim element finansowy jest istotny z punktu widzenia szpitala i z punktu widzenia osób, które są w to zaangażowane. 366 szpitali ma warunki do tego, by zgłaszać dawców. Aktywnych w zakresie zgłaszania jest około 142 szpitali – mówił prof. Roman Danielewicz. Jak podkreślił, 40-50 procent narządów pobieranych do przeszczepienia pochodzi z jedynie około 20 szpitali. – 2/3 szpitali, które mogłyby to robić, nie angażują się w tę aktywność – mówił.

– Wszystkie badania i świadczenia związane z transplantacją są w pełni refundowane. Kwestią sporną pozostaje jedynie to, czy te koszty są wystarczające do pokrycia wartości całej procedury – komentował prof. Roman Danielewicz.

– Koszty samej operacji przeszczepienia od znieczulenia, aż po opiekę w okresie pierwszego miesiąca są określonymi kwotami. Niestety od kilku lat, pomimo wzrostu płac i kosztów pośrednich, wycena tych świadczeń nie uległa zmianie. W przypadku powikłań, czy przy konieczności dodatkowego leczenia z wykorzystaniem kosztownych leków, zdarza się, że te koszty są niewystarczające – dodał.

- Poziom finansowania oparty o stare kryteria finansowe, nie rekompensuje ilości pracy poświęconej – mówił prof. Tomasz Grodzki. Nie lepsza perspektywa kreuje się samym pacjentom. – Leki potransplantacyjne, tj. immunosupresja, leki przeciwzakrzepowe, przeciwgrzybiczne, powinny być tanie – mówił. Niezastępowalny syrop przeciwwirusowy dla dzieci po transplantacji (których jest zaledwie 700), kosztuje ponad 1000 zł, a jeszcze kilka lat temu kosztował on 3,20 zł – dodał.

 Zobacz również:

2018 rok w polskiej transplantologii: coraz mniej dawców

3,9 mln złotych trafi na wsparcie medycyny transplantacyjnej

Po raz pierwszy w Polsce wszczepiono pacjentowi sztuczne serce

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz