Zapaść szpitali powiatowych. Ponad 90 proc. generuje straty na leczeniu

16 Września 2019, 13:52 pieniądze

W ciągu tylko pierwszych sześciu miesięcy tego roku, szpitale powiatowe przyniosły takie straty, jakie w zeszłym roku miały przez 12 miesięcy. A już zeszły rok był wyjątkowo słaby. Jutro na konferencji przedstawiciele Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Związku Powiatów Polskich przedstawią kompleksowe dane wskazujące na przyczyny zadłużania. Ponieważ straty przynosi ponad 90 proc. placówek, których wyniki z ostatnich lat badano, trudno mówić, że chodzi tylko o umiejętności zarządcze. 

Na potrzeby badania przeanalizowano dane 119 placówek z lat 2015-2019. Wcześniej straty przynosiła mniej więcej połowa, ale ze względu na szybki wzrost kosztów funkcjonowania, za którym nie idą adekwatne podwyżki kontraktów, wzrosły zarówno ponoszone straty, jak i odsetek placówek, które je generują.

Rosną koszty m.in. mediów, usług zewnętrznych, wywozu odpadów medycznych (rok do roku nawet kilkukrotnie). Ale szczególnie dotkliwe są podwyżki płac pracowników, nie tylko medycznych. Według dyrektorów szpitali powiatowych, rząd przyznaje podwyżki, ale nie daje na nie środków. A podnoszenie najniższych pensji powoduje spłaszczenie siatki wynagrodzeń, więc dyrektorzy zmuszeni są do podnoszenia pensji także pracowników z wyższym wynagrodzeniem. 

Jak przekonują dyrektorzy szpitali powiatowych, są oni za godnymi wynagrodzeniami i na ile mogą, podwyższają pensje. Ale muszą mieć na to finansowanie. Teraz szpitale sieciowe opłacane są w większości ryczałtem i mają niewielkie pole do manewru. Gdy realizują np. więcej świadczeń niż w poprzednich latach, nie ma to przełożenia bezpośrednio na ich finanse. Nie dostają zapłaty za nadwykonania, a mogą co najwyżej liczyć, że kiedyś NFZ podniesie im ryczałt. Dyrektorzy szpitali podkreślają, że aby wyrównać rosnące koszty, potrzebują wzrostu stawek o kilkanaście procent. MZ i NFZ zwiększą im je  - jak informowaliśmy w zeszłym tygodniu - o 3-4 proc. 

Na jutrzejszej konferencji placówki i ich właściciele, czyli powiaty będą też mówić o tym, jakie konsekwencje może mieć obiecywany wzrost płacy minimalnej w gospodarce do 2,6 tys. zł brutto w 2020, a potem stopniowo, aż do poziomu 4 tys. zł w 2024 r. Dla szpitali oznaczać będzie to m.in., że wzrosną nie tylko najniższe pensje, bo osoby o różnym wykształceniu, kompetencjach i stanowiskach, zarabiające teraz poniżej 4 tys. na stanowiskach medycznych, nie będą mogły mieć w praktyce tej samej pensji co np. salowa czy kucharka.

Aleksandra Kurowska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz