Stabilizacja kadry medycznej: dylemat czy już abstrakcja dla dyrektora szpitala?

26 Września 2019, 14:57 szpital

Problemy kadrowe prowadzą do presji płacowej, a konsekwencją jest ogromny wzrost kosztów działalności szpitali - zwraca uwagę Magdalena Banach, ekspertka Kancelarii Doradczej Rafał Janiszewski, była dyrektor szpitala wojewódzkiego. 

Do głównych zadań każdego dyrektora szpitala należy planowanie i obsada stanowisk dla personelu medycznego. Jest to niezwykle ważne zadanie bowiem to od ich kompetencji i zaangażowania zależy zdrowie i życie pacjentów a także jakość świadczonych usług medycznych.

Proces zarządzania zasobami ludzkimi w ramach realizowania strategii personalnej powinien być tak prowadzony, aby gwarantował zatrudnienie właściwych ludzi na właściwych stanowiskach. Tymczasem ten najcenniejszy zasób organizacji staje się towarem deficytowym. Coraz częściej w mediach społecznościowych pojawiają się informacje o zamykaniu oddziałów z powodu braku lekarzy. W niektórych specjalizacjach jest tak, że gdy jeden z medyków nie stawi się do pracy to cała placówka zostaje unieruchomiona np. dotyczy to anestezjologów.

Problemy kadrowe osiągnęły niespotykaną dotychczas skalę, zwłaszcza w szpitalach powiatowych, gdzie na dodatek młodzi lekarze nie chcą pracować. Brakuje medyków określonej specjalności, najczęściej tych, na których pozostają nieobsadzone miejsca rezydenckie: internistów, chirurgów czy anestezjologów i zwiększanie liczby miejsc studenckich niewiele obecnie zmieni. Poza tym coraz częściej z uwagi na niewydolny system opieki zdrowotnej lekarze nie chcą dyżurować.

Gdy przychodzi pacjent ze skierowaniem do szpitala i ze względu na ograniczoną liczbę miejsc nie może być przyjęty to lekarz musi wziąć na siebie ryzyko związane z jego odesłaniem, a to czynnik niezwykle zniechęcający. Na dodatek aby dyrektorowi szpitala nie było zbyt łatwo pojawiają się akcje typu, jak znacząco wpłynąć na organizację pracy i płacy czyli np. tzw „lojalki” oraz wypowiadanie przez lekarzy klauzul opt-out.

Ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1532) zakładała podwyższenie wynagrodzeń zasadniczych lekarzy specjalistów zatrudnionych na umowie o pracę do poziomu 6750 zł brutto przy czym lekarze musieli się zobowiązać się do niewykopywania tożsamych świadczeń medycznych finansowanych ze środków publicznych w innym podmiocie niż główne miejsce zatrudnienia. Ta sytuacja była ogromnym utrudnieniem szczególnie dla dyrektorów mniejszych szpitali miejskich i powiatowych, którzy często obsadzali dyżury specjalistami na co dzień zatrudnionymi w większych placówkach.

Jednocześnie artykuł 8 nowelizacji ustawy o świadczeniach z 5 lipca 2018 r. zakładał, że dyrektor wojewódzkiego NFZ może ogłosić wykaz podmiotów, w których może wystąpić zagrożenie braku dostępności do świadczeń lub ciągłości ich udzielania z uwagi na zbyt małą liczbę lekarzy. I tu wyjątek stał się regułą. Listy obejmowały prawie wszystkie newralgiczne oddziały: pediatryczne, sor-y, neurologie, a także choroby wewnętrzne i chirurgię ogólną oraz położnictwo. Ponadto ponad 4 tysiące lekarzy nagle wypowiedziało klauzulę opt-out, pozwalającą pracować im powyżej 48 godzin w tygodniu. Podstawowe pytanie tego okresu: jak w tym stanie stanie zapewnić całodobową opiekę lekarską? Nie wiele się też mówi o wieku lekarzy a ponad połowa z nich ma już prawo do emerytury albo jest tuż przed nią. Dziś pacjent jeszcze tego tak nie odczuwa tej dramatycznej sytuacji bowiem większość personelu medycznego pracuje na kilka zmian, obsadzając w ten sposób więcej niż jeden etat. Ale jak długo to może potrwać. Ile siły wykrzesze z siebie jeszcze 85-letni lekarz, który wciąż pomaga „ratować ten kraj , który jest naprawdę chory.”

Deficyt lekarzy w kraju to dziś już istne szaleństwo. Dyrektorzy w skrajnych przypadkach oferują nawet zapłatę za mieszkania i bardzo wysokie wynagrodzenia a i tak chętnych brakuje. Nie radzą sobie z takim problemem nawet wynajmowane firmy headhunterskie. Podkupywanie sobie pracowników staje się zadaniem dnia codziennego. Ten kryzys personalny doprowadza do zniechęcenia lekarzy do dyżurowania. Wolą pracować w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie stawka godzinowa w wielu miejscowościach to już mocno ponad 100 zł za godzinę.

Młodzi lekarze robiący specjalizację wybierają duże ośrodki, bo to głównie w nich pensje rezydentom finansuje Ministerstwo Zdrowia. Problemy kadrowe prowadzą do presji płacowej, a konsekwencją jest ogromny wzrost kosztów działalności szpitali. Ponad 90% szpitali powiatowych jest zadłużonych, niewiele lepiej jest w szpitalach wojewódzkich. Brak lekarzy powoduje, że jednostka nie może wykonać zaplanowanych świadczeń, operacji czy badań a w konsekwencji nie zrealizuje ryczałtu, który jest czynnikiem decydującym o możliwości kształtowania stanu i struktury zatrudnienia w zakładach opieki zdrowotnej.

Praca lekarza jest niezwykle trudna. Wiążę się ze stałym obciążeniem odpowiedzialnością za życie i zdrowie innych ludzi, z obcowaniem z cierpieniem, ze stałą gotowością do świadczenia usług i podejmowaniem nierzadko niezwykle kontrowersyjnych decyzji związanych z procesem stawiania diagnozy. Ale czy to oznacza że trzeba jedynie często już kuriozalną stawką zrekompensować ten trud? Znaczenia specjalistów nie sposób przecenić ale konieczna jest harmonijna współpraca obydwu stron z określonym zakresem obowiązków i rodzaju odpowiedzialności. Tak więc dziś dla dyrektora szpitala największym wyzwaniem w obszarze zarządzania zasobami ludzkimi jest racjonalizacja zatrudnienia. Niestety brak spójnej wizji systemu ochrony zdrowia, martwe mapy potrzeb zdrowotnych, zbyt niskie nakłady na system ochrony zdrowia to czynniki powodujące że dyrektorzy placówek zarządzają długami a nie personelem medycznym. Kierownicy jednostek najwięcej uwagi skupiają na utrzymywaniu płynności finansowej, a to obniża poziom zadowolenia zatrudnionych i wpływa negatywnie na jakość wykonywanej pracy. Może warto więc poszukać rozwiązań z podejściem marketingowym gdzie szpital to firma, pacjenta klient, a lekarz dostarczyciel usług, które będzie wyrazem nowoczesnego funkcjonowania placówek leczniczych. To proces do głębszej analizy. Na dzień dzisiejszy zarządzanie personelem medycznym to czysta abstrakcja.

Autorka opinii, Magdalena Banach jest absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, która od 1997 r. związana jest z systemem ochrony zdrowia. Były dyrektor szpitala wojewódzkiego, posiadająca szerokie doświadczenie w obszarze zarządzania i strategii rozwoju w służbie zdrowia a także wieloletnią praktykę w zakresie przeprowadzania inwestycji i nadzorowania nieruchomości.

AK

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz